•  

    Gość opisuje, że gnębią jego dzieciaka i wyśmiewają, a jedyne co proponuje to rozmowa. Tu nie chodzi o to, by on ściął w końcu te włosy, tu chodzi o bezradność dziecka i rodzica wobec chłopaków z klasy. Część wykopków doradza mu zmianę zachowania, żeby reagował i oddawał na zaczepki, na co różowe i beciaki odpowiadają, że powinien być sobą, czyli dalej dawać się gnoić i robić z siebie męczennika. Ciekawe na kogo taki gnębiony, nie potrafiący dać w mordę i bronić siebie maluch wyrośnie? Kto ma go kurwa wychować jak nie ojciec? A mówienie "wszystko będzie dobrze, wspieramy cię" i żebranie plusów na jakiejś gówno-stronce to szczyt bezradności i frajerstwa.
    #przegryw #dzieci #takaprawda #antynatalizm #rodzice #rozwojosobistyznormikami #niepopularnaopinia

    pokaż spoiler http://lesemerick.com/wpis/38465623/mirabelki-i-mirki-taka-krotka-historia-moj-najstar/
    pokaż całość

    •  

      Moim zdaniem, jeśli ten dzieciak mimo szykanowania stawia na swoim bo wie, że dobrze robi to ma większe jaja niż cała klasa razem wzięta :D

      @To_ja_moze_pozamiatam: i co mu z tego oprócz depresji i problemów społecznych w przyszłości?

      Ten dzieciak stawia na swoim, bo mu glupi rodzice wmówili że świat ratuje znoszeniem prześladowań, a zamiast mu pomóc i ogarnąć patusów, żeby go nie gnębili jego ojciec robi debilne wpisy na stronie dla bystrych inaczej i żebrze o plusy, bo woli robić z syna męczennika w wieku 8 lat dla atencji. pokaż całość

    •  

      @efilista Ja zaproponowałam od początku kontakt z jakąś fundacją i rozmowe ze szkołą. Może udałoby się namówić kobietki z fundacji na jakaś lekcje wychowawczą czy jakąś pogadanke. Może to wszystko to brak edukacji. No ale za to nie ma plusików.

    • więcej komentarzy (21)

  •  

    #dziendobry Mirki i Mirabelki (。◕‿‿◕。)
    Właśnie dopijam ostatni łyk kawy i zaraz wychodzę toczyć nierówny bój z całym światem o wyjście z przegrywu. Dajcie kilka plusów dla motywacji, abym nie poddał się w tej jakże ciężkiej dla mnie walce i żebym za 10 lat nie znalazł się z owocami na dnie, tylko mógł szczęśliwy powiedzieć "opłacało się".

    #przegryw #wychodzimyzprzegrywu #pracbaza #rozwojosobisty #rozwojosobistyznormikami pokaż całość

  •  

    Nasz wielki wódz Anoncio pozdrawia, chciał, żebym to przekazał:
    #przegryw #stulejacontent #rozwojosobistyznormikami #przemyslenia
    Chciałbym podzielić się z wami tym co przeżywam, może będzie nieco przydługo, jednak wyciągam tu pewien bardzo ciekawy wniosek, który chciałbym przedyskutować z wami komentarzach.
    Mam aktualnie 21 lat. Jeżeli miałbym opisać siebie w wykopowym slangu, jestem przegrywem. Co składa się na ten mój przegryw? Całkowity brak zdolności przebywania w towarzystwie, tzn nie potrafię poprowadzić normalnej rozmowy, nie wiem o czym rozmawiać z kimkolwiek. Stan taki utrzymuje się niemal odkąd pamiętam; już w przedszkolu byłem wykluczony z grupy, inne dzieci mnie biły i poniżały. Z racji, że mieszkam na wsi (co będzie ważne dla dalszej historii), w najbliższej okolicy jedyne przedszkole znajdowało się w tym samym budynku co wiejska szkoła podstawowa, toteż musiałem tkwić w tym środowisku przez niemal siedem lat. Siedem długich lat poniżania mnie i bicia. Z racji wątłej postury i całkowitemu brakowi talentów sportowych, niemal każdy WF był dla mnie gehenną. Pamiętam raz, jak będąc w piątej klasie podstawówki pobił mnie pierwszoklasista. Może i potrafiłbym dorównać mu sprawnością, ale od dzieciństwa było mi wpajane, że nie ma gorszej rzeczy, niż uderzyć kogoś. Ja nawet nie próbowałem oddawać, moją obroną było wówczas jedynie nieskuteczne zasłanianie się przed ciosami innych. Wmawiali mi ciągle, że pod żadnym pozorem nie mogę się bić, nawet kiedy ktos zaczyna, to mam uciekać, co dodawało mi łatkę tchórza.
    Pomimo tych prześladowań, uczniem byłem bardzo dobrym. Miałem może średnią 5.4. W dużym stopniu była to zasługa mojej matki, która uważała, że albo będę uczył się najlepiej w szkole, albo nie zasługuję na nic, poza jedzeniem. Codziennie pilnowała mnie, żebym spędzał co najmniej kilka godzin przy książkach. Nie wolno było mi mieć żadnych innych zainteresowań poza szkołą. Dosłownie. Interesujesz się historią? A do szkoły Ci sie to przyda? Kiedy okazywało się, że nie, najczęściej byłem odciągany od swoich pasji, miała liczyć się dla mnie jedynie szkoła. No bo jak to, dziecko może mieć inne pasje niż nauka matematyki? Pamiętam, że w szóstej klasie zacząłem się buntować. Raz, że widziałem, że moja matka naprawdę przesadzała, że zatruwała mi życie, że nie miałem w ogóle czasu dla siebie, a dwa, że moje dobre oceny sprawiały, że moi klasowi prześladowcy jeszcze bardziej mi dokuczali. Przestałem się uczyć. O ile w domu wciąż musiałem siedzieć nad książkami, o tyle w szkole specjalnie oddawałem puste kartkówki, żeby dostawać gorsze oceny. I tak o ile w klasie piątej miałem wspomnianią średnią 5.4, tak już na koniec szkoły było to może 4.3, co moja matka mam wrażenie pamięta mi do dzisiaj.
    Marzyłem o tym, że może gdy pójdę do gimnazjum moje prześladowania się skończą. O ja naiwny. Jako, że gmina w której mieszkam liczy zaledwie parę niewielkich wiosek, toteż wszyscy z mojej dotychczasowej szkoły poszli do tego samego gimnazjum co ja, oddalonego od mojego domu o jakieś 20 km. (wyobraźcie sobie te dojazdy zdezelowanym PKS-sem i wstawanie o 4:30 rano żeby zdążyć na 8;00 na zajęcia), toteż w mojej nowej klasie było sporo osób, które gnębiły mnie już wcześniej. Gimnazjum pamiętam jak koszmar. Bicie mnie, ponizanie, znęcanie jedynie się nasiliły. Był to też okres, kiedy pierwszy raz się zakochałem, ale jako klasowy śmieć nie miałem co liczyć na odwzajemnienie moich uczuć. Pamiętam ją dokładnie. Miała na imię Gosia, chodziła ze mna do klasy. Ja, kompletnie nie wiedząc jak się podrywa po prostu powiedziałem jej kiedyś o tym na przerwie. Wyśmiała mnie, rozgadała to wszystkim w klasie a ja po raz kolejny miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
    Zauważyłem, że byłem wówczas bardzo uzależniony psychicznie od matki. Mówiłem jej dosłownie o wszystkim, nawet kiedy chciałem coś przed nią ukryć, kiedy chciałem mieć jakieś sekrety, i tak zawsze się jej wygadałem. W trzeciej klasie gimnazjum złamałem rękę jadąc na rowerze. Trafiłem na tydzień do szpitala, a od tamtego czasu zaczęła się istna gehenna. Przez niemal rok, nawet kiedy już zapomniałem że miałem to złamanie, nie wolno było robić mi dosłownie nic. Wychodzić z domu, nawet sprzątać pokoju ,,bo ręka musi się zrosnąć!", byłem traktowany dosłownie jak niepełnosprawny, matka nawet łóżko za mnie ścieliła. Ojciec pracował wówczas za granicą i widywałem go raz na trzy miesiące. Moja matka stosowała często szantaże emocjonalne, kiedy chorowała mówiła że to dlatego, że byłem niegrzeczny, albo robiłem coś nie po jej myśli.
    Kiedy kończył się okres gimnazjum, ja chciałem iść do liceum, żeby móc jakoś rozwijać się w moim ukochanym kierunku, jakim była historia. Matka powiedziała, że chyba żartuję, że po technikum nie będę miał żadnego zawodu, a chyba żartuję, że pójde na studia, bo jej nie stać. Niemal cały czas byłem namawiany na zawodówkę, ostatecznie udało mi się wynegocjować technikum, gdzie mógłbym chociaż zrobić maturę. Technikum informatyczne oczywiście. Jednak nawet przez cały czas jego trwania byłem namawiany do przepisania się do szkoły zawodowej ,,bo od grania w gry jeszcze nikt pracy nie miał"- tak, ona myslała że informatyka to granie w gry.
    Technikum było o tyle lepsze, że przynajmniej byli tam choć nieco dojrzalsi ludzie, którzy już mnie nie bili. Jednak wciąż byłem odrzucony przez klasę, często szykanowali mnie, dokuczali, raz nawet spuścili mi na przerwie powietrze z wszystkich kół w Seicento, które dostałem, by móc w ogóle dojeżdżać do szkoły. Wyobraźcie sobie to upokorzenie, kiedy wszyscy wychodzili do domów, a ja stałem tam i pompowałem te koła będąc nagrywanym przez kolegów z klasy. (dobrze w ogóle, że miałem pompkę obok zapasówki).
    Kiedy skończyło się technikum, nie marzyłem o żadnych studiach. Tzn, marzyłem, ale wiedziałem, że moja matka ze swoją rentą i wypłatą ojca, który podjął pracę w Polsce nie pozwoli na opłacenie ich. Zacząłem szukać pracy. Jako, że w moich okolicach usługi niemalże nie istnieją, zatrudniłem się w fabryce prefabrykatów. Potrafiłem pracować po kilkanaście godzin dziennie w brudzie,deszczu, śniegu, hałasie i zapyleniu za niecałe 2,5 k miesięcznie. Nie miałem praktycznie czasu dla siebie, nie miałem nikogo bliskiego, wszystkie kontakty urwały mi się zaraz po szkole. CHciałem znaleźć nową pracę, jednak gdy tylko o tym wspominałem rodzicom, że chcę to zrobić, od razu naskakiwali na mnie, że gdzie ja tyle pieniędzy zarobię, że przecież to bardzo dobra praca (taaa, czy taka dobra to później powiem). Wytrzymałem tam pół roku. Nie wytrzymałem psychicznie, gdy oglądając zdjęcia moich znajomych, którzy podczas ferii zimowych ze swoimi dziewczynami latali sobie na zagraniczne wakacje, ja stałem 13 godzin w deszczu gdy na zewnątrz były niecałe 2 stopnie. Pamiętam, że miałem wówczas wysoką gorączkę, a wtedy zadzwonił do mnie z domu majster który powiedział, że mam zostać jeszcze dwie godziny, bo będę musiał załadować jednego tira. Następnego dnia miałem do pracy na rano. Cisnąłem pilotem od suwnicy w ziemię, poszedłem do domu. Piekło, jakie rodzice urządzili mi od następnego dnia pamiętam bardzo dokładnie. Matka od razu zachorowała, miała wysoką gorączkę, miałem znaleźć pracę w ciągu dwóch dni albo (tu cytat) wy***lać z domu. No to co zrobiłem? Znalazłem pierwszą lepszą. Na magazynie, za najniższą. Niby najniższa, niby rampa załadunkowa. Ale ja byłem szczęśliwy jak nigdy, że nie muszę moknąć i pracuję pod zadaszeniem. Ta sprawa pokazała mi jedynie, jak bardzo uzależniony jestem psychicznie od rodziców.
    Jednak pracując tam przez ten rok, oglądając to jak moi dawni znajomi korzystają z życia, studiują, rozwijają się, zakładają rodziny, chciałem być tacy jak oni. Powiedziałem sobie, że muszę zacisnąć zęby. Powiedziałem rodzicom, że chcę studiować zaocznie, że chcę wyprowadzić się do Wrocławia, tam znaleźć pracę, wynająć jakąś stancję. Dosłownie potraktowali mnie, jakbym powiedział, że od dziś zamierzam hodować nosorożce- uznali to za tak abstrakcyjną i niemożliwą do zrealizowania wiadomość, że po prostu stwierdzili, że zwariowałem. Jakież było ich zdziwienie, kiedy pokazałem im list od rektora z informacją, że zostałem przyjęty. Wówczas też zacząłem szukać pracy we Wrocławiu, wciąż pracując jako magazynier. Rodzice robili dosłownie wszystko, żebym tylko tego nie zrobił. Zabraniali mi jeździć na rozmowy kwalifikacyjne, zabierali mi kluczyki od samochodu, używali takich argumentów jak ,,będziesz musiał sam ścielić sobie łóżko" (serio). Kiedy już udało znaleźć mi się pracę, nagle... Ojca zwolnili. Było to o tyle tragiczne, że zostawaliśmy w trójkę na rencie matki, która wynosiła kilkaset zł. Cóż mogłem zrobić w tej sytuacji... Pokornie wróciłem po tygodniu na ten magazyn, żeby rodzice mieli za co żyć. Ojciec kilka dni po tym znalazł pracę na tej samej fabryce, w której poprzednio pracowałem ja. Pomimo, że mi ciągle gadał że to wspaniała robota, wytrzymał tam jedynie miesiąc. Powiedział, że to kołchoz. Wrócił po miesiącu do swojej poprzedniej. Podejrzewam, że był to bluff z jego strony, tzn że zwolnił się sam, żebym ja nie wyjeżdżał.
    Pomimo, że pracowałem wciąż na magazynie, to studia jednak podjąłem. Konkretnie historia na UWr. Na wykładzie z historii Śląska, mój profesor (swoją drogą prawdopodobnie jedyna osoba z długimi włosami, która jest jednocześnie łysa, studenci wydziału Nauk Historycznych na pewno wiedzą o kogo chodzi( ͡° ͜ʖ ͡°) ) powiedział zdanie, które było dosyć neutralne, ale mnie bardzo zabolało. Kiedy tłumaczył różnice między Dolnym, a Górnym Śląskiem w XIX wieku stwierdził, że Śląsk Dolny był wówczas bardziej zurbanizowany, uprzemysłowiony, mieszkała tam ludność bogatsza, niż na Śląsku Górnym, gdzie dominowały wioski i biedniejsza ludność. Jako, że we Wrocławiu funkcjonował wówczas jedyny uniwersytet w regionie, toteż nieliczni studenci ze Śląska górnego studiowali najczęściej tam. i wtedy padło zdanie, które postaram się sparafrazować ,,mieszkańcy Górnego Śląska po skończeniu studiów zostawali najczęściej autorytetami w swoich małych miejscowościach, księżmi, nauczycielami w wiejskich szkołach". Poczułem się, jakby to było o mnie. I taka jest prawda. Ja marzę jedynie o tym, nie, żeby mieć kupę kasy, żeby zdobyć stanowiska. Szczytem moich marzeń jest to, żeby nie musieć pracować fizycznie. Nawet po skończeniu studiów podejrzewam, że zawód nauczyciela byłby dla mnie szczytem marzeń za który dziękowałbym losowi.
    Obecnie siedzę na wsi, nie mam kompletnie żadnych znajomych, nigdy nie miałem dziewczyny, nigdy nie bylem na żadnych wakacjach, nie licząc kolonii organizowanych przez Caritas w podstawówce. Oglądam moich znajomych, moją siostrę, która mieszka w mieście i jest utrzymywana przez swojego męża, który zabiera ją na egzotyczne wakacje. W porównaniu do nich jestem nikim. Coraz częściej upijam się, żeby nie myśleć o tym wszystkim, o tym, że nie potrafię nawiązywać normalnych relacji, że jestem takim gównem społecznym, które poza pracą w ogóle nie wychodzi z domu, bo i po co, skoro na tej wsi nic nie ma? Mam myśli samobójcze, jestem dosłownie wrakiem człowieka.
    Podejrzewam, że mam chyba nawet jakąś chorobę psychiczną. Zresztą, znajomy z pracy wprost mi to powiedział. Po prostu jestem idiotą, a uważam się za pseudointeligentnego. Co mi po tym, że wydałem ksiażkę, skoro jedyne co zrobiłem, to zapłaciłem za jej druk? Nawet nie trafiła do sklepów, a raczej porozdawałem ją pomiędzy najbliższe biblioteki i rodzinę. Mam dość takiego życia. Po prostu dość. Każda próba zmiany mojego stanu jest sabotowana przez rodziców, którzy cieszą się, że syn siedzi ciągle w domu, bo ,,oni przynajmniej są spokojni". Nie chcę tak żyć, ale nie chcę też unieszczęśliwiać rodziców. Jestem zerem. Naprawdę sądzę, że coś z moim umysłem jest nie tak, bo to przecież niemożliwe, że każde środowisko odrzucałoby zdrowego człowieka. Piję już nawet codziennie. Czuję, jak staczam sie coraz bardziej. Prosty robol ze wsi marzący by być kimś. O tym, żeby poznać normalną kobietę już nawet nie marzę.
    Wybaczcie, że rozpisałem się tak bardzo. Pozdrawiam tag #przegryw
    Wybaczcie że długo. Chciałem po prostu komuś się wygadać.
    pokaż całość

  •  

    Analizując moje ostatnie tygodnie
    dochodze do wniosku, że nałożyłem sobie tyle zajęć na głowe, że i tak bym nie miał czasu na różową xD
    Praca 5x8h, siłka 3x2h, basen 2h, narty 3h, kurs tańca 2h, kuchnia(dieta) 5x1h, psycholog 1h, nauka 3x1h, wypok 7x24h, jeszcze inne zainteresowania i obowiązki w domu.
    O różowej nawet nie myśle, bo rozjebała by mi przynajmniej połowe grafiku i expa.
    wyjde z przegrywu bez niej XD

    #spierdoleniewgkiepskich #przegryw #wychodzimyzprzegrywu #rozwojosobistyznormikami
    pokaż całość

  •  

    Mówią Ci, włącz swoją świadomość. Zobacz jak jesteś kontrolowany, ograniczany, jak rząd Cię okrada, ile podatków się marnuje.
    A prawda jest taka że nic nie zrobicie. Im bardziej świadomi się czujecie tym bardziej bezradni się czujecie i jeszcze mniejszy opór tworzycie bo bardziej się im otwieracie i wiedzą jak was kontrolować.
    Światem rządzą ludzie którzy są wybitnymi jednostkami, (nie mówię tu o popychadłach typu prezydenci). Jakbyście poczuli chociaż ich 5% wiedzy to by wam po spalało zwoje mózgowe.
    Jeśli trzeba komuś tłumaczyć przez media w jakiej sytuacji się znajduje to tylko gorzej dla niego.
    Większość z nas gdyby okazała się ostatnimi ludźmi na tym świecie po jakimś kataklizmie i miała by odbudować większość urządzeń to byśmy nawet papieru do dupy nie stworzyli przez kolejne 50 tysiąc lat. Wyobraźcie sobie ile pokoleń musiało mózgować żeby powstał Wielki Zderzacz Hadronów.
    Dlatego też jesteśmy pewnym typem hodowlanym. Żyjemy tylko po to, bo jesteśmy komuś potrzebni.
    Czas naszego istnienia jest w pewnym sensie ograniczony. Skoro nie wiemy jak i kiedy powstaliśmy to też nie wiemy jak i kiedy nasz gatunek przestanie istnieć. Jesteśmy świadkami ciągłej gonitwy do poznawania wszechświata, bo to jest jedyna szansa aby powstrzymać nasz oczywisty koniec.

    Jeśli wasi dziadkowie przez 10 pokoleń kopali ziemniaki i fascynowali się dziczyzną to nie macie szans na zrozumienie polityki świata. Wszystko wraz z potencjałem zostaje przekazywane w genach. Anarchia dalej istnieje lecz nie jest tak widoczna jak kiedyś.
    Więc jeśli ktoś chociaż w 5% ma jakiejkolwiek świadomości tego świata niech rzuci wszystkie odległe marzenia, typu kariera w korpo, wymarzona kobieta, dom w hipotece, które zajmą mu całe życie. Zacznijcie się cieszyć życiem teraz, w tej chwili. Zaspokój swoje zmysły, tylko one mają sens w Twoim istnieniu.

    Znalazłem to przed chwilą. Sam sobie się dziwię że chciało mi sie tyle pisać wysrywów

    #przegryw #rozwojosobisty #rozwojosobistyznormikami
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Chcecie wyjść z przegrywu?
    Musicie działać wielopoziomowo. I nie chodzi mi tu o prysznic i fryzjera jednocześnie(wiadomo że to nic nie daje).

    I. Lookmaxxing
    Absolutna podstawa.
    Lookmaxxing można podzielić na
    1. Ryjmaxxxing
    -operacje plastyczne
    -poprawa cery(sen, dieta, zabiegi, higiena, solarium)
    -poprawa zębów(dentysta i ortodonta)
    -sterydy i ćwiczenia na mięśnie twarzy(mogą nieznacznie pomóc)
    -redukcja żeby odsłonić kości policzkowe
    -zarost jak ci rośnie
    -przeszczep włosów jak masz zakola
    2. Wzrostmaxxing
    -operacja wydłużania nóg
    -podwyższające wkładki do butów
    -ćwiczenia korekcyjne żeby uratować chociaż centymetr jak się garbisz
    3. Framemaxxing(najmniej ważny)
    -siłownia
    -sterydy
    -redukcja

    Jak masz poniżej 170 to sorry, jak masz mordę poniżej 4/10 to sorry. Zakładając że wszystko uda ci się na 101% zostaniesz najwyżej normikiem, a wiadomo jakie smutne życie oni prowadzą. Zostanie samcem beta po takiej ilości pracy to nie nagroda. To naplucie w mordę.

    II. Jobmaxxxing
    Żeby mieć kasę na powyższe.

    III. Walka z matriarchatem
    To co się stało z rynkiem matrymonialnym dla przeciętnego faceta to jakiś horror. Nad przyczynami nie chce mi się rozpisywać. To co można zrobić to:
    -bezwzględna walka z betanormikami liżacymi stopy kobietom
    -bezwzględne szkalowanie kurestwa
    -niszczenie tindera i innych gniazd współczesnej degeneracji #klaudiusz
    -parytety płciowe przy przyjmowaniu imigrantów

    IV. Walka z konkurencją
    Nadwyżka facetów to realdeal. To najpoważniejszy problem przy wychodzeniu z przegrywu. Możecie robić wszystko dobrze ale nadmiar facetów sprawi że nigdy nie będzie dla was wolnych kobiet.
    Jeśli żyjecie trochę na tym świecie to na pewno zauważyliście że normictwo mówi jedno a robi drugie. Poleca przegrywom kompletnie nie działające rzeczy uśmiechając się i udając troskliwych, a samo jak się wybiło? Na bezlitosnym gnębieniu słabszych. To będzie ciężki blackpill ale miejsca nie starczy dla każdego.
    Waszym celem powinno być usunięcie tyle konkurencji ile się da. Trzeba tutaj oddać pokłon normictwu że to co robią jest skuteczniejsze niż bycie empatycznym i uczciwym człowiekiem.
    Narzędzia których można użyć:
    -gnębienie, obrażanie i poniżanie innych przegrywów na normicką modłę; w celu podbicia swojej wartości i wywołanie pozytywnej odpowiedzi hormonalnej w swoim mózgu(kosztem tych drugich)
    -atencjonizm w celu zdobycia fejmu(nie ma znaczenia czy to dobry fejm czy zły fejm, kobiety to nie obchodzi, ma być tylko lans)
    -mentalna eliminacja facetów poprzez propagowania postaw defetystycznych. Dzięki propagowaniu #blackpill całkiem sporo betanormików może na własną wyeliminować się z rynku
    -wspieranie homoseksualistów, jeśli wierzyć prawicy to spowoduje że więcej facetów zostanie homosiami #bekazprawakow
    -najskuteczniejsze czyli fizyczna eliminacja mężczyzn, niestety niewykonalne dla przeciętnego człowieka

    #wychodzimyzprzegrywu #tfwnogf #rozwojosobisty #rozwojosobistyznormikami #takaprawda #niepopularnaopinia #przegryw #podrywajzwykopem #tinder

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

    źródło: i.4pcdn.org

  •  

    Jakiś czas temu pojawił się tu wpis w którym ktośtam pisał że #niebieskiepaski wycieraja po sikaniu fiflaka papierem toaletowym xD

    serio tak robicie? xD

    Jeszcze jestem w stanie zrozumieć tych z pod znaku #neuropa bo wiadomo, kobiety pocierają to i "mezczyzna" powinien

    Jak jeszcze dodacie do tego że lejecie na siedząco to chyba jebne na plecy.

    Tylko nie tłumaczcie się że niewiadomo kiedy sekretarka z firmy gdzie podpisujecie kontrakt na 10 000 000$ zapragnie wam usiąść na bydlaku. Z jakiegoś powodu macie tu konta i na pewno nie dlatego że wygrywacie w #zycie

    #kiciochpyta #rozowepaski #niebieskiepaski #rozwojosobistyznormikami #pytanie
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    nie no kurwa gnije i nie moge, sam przez długi czas byłem orędownikiem #przegryw że wzrost nie ma takiego znaczenia
    ale jak przy ostatnim wyznaniu @Buszplified napisał facetowi majacemu 162cm wzrostu że wzrost nie ma takiego znaczenia to mi się nóż w kieszeni otworzył.
    Oczywiscie że przy takim wzroscie znalezienie partnerki jest prawie niemożliwe, nawet przy 170 jest trudno, a tutaj 90% lasek bedzie wyższych. Co te normiki mają w głowach ja nawet nie.
    #tinder #logikaniebieskichpaskow #shitwykopsays #rozwojosobistyznormikami

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kptant
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

    •  

      @Buszplified: ma w chuj duże znaczenie dla lochy i jak czasem pierdolenie na tagu #przegryw to urojenia, to tutaj akurat ktos im powiedział prawdę. fakt, mogą istnieć lochy dla których nie jest taki ważny, ale kurwa 99% chce wyższego faceta xD

      +: Ducati
    •  

      OP: @Buszplified: może nie mieć kiedy masz te 170-175 i jest dosyć dużo dziewczyn niższych od ciebie o te kilka cm, ale jak masz 162 cm to krąg lasek mocno się zwęża. Plus wyglądasz jak dzieciak, bo już gimnazjalisci będą od ciebie więksi. I tak - ubierzesz sie jak dzieciak - wyglądasz jak dzieciak, ubierzesz się jak dorosły - bedziesz wyglądał jak dzieciak przebrany za dorosłego. Komicznie. Nie wyobrażam sobie która dziewczyna chciałaby z kimś takim się spotykać. Takie są fakty.

      Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
      Zaakceptował: Eugeniusz_Zua}

      pokaż spoiler Wołam obserwujących: @Mariusz696
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Jak zagadać do obcej dziewczyny? Powiedzmy, że widuję ją co jakiś czas na uczelni/w autobusie. W necie same chujowe porady dla gimbusów typu podejdź i zapytaj, która godzina. No kurwa XD Chyba nie muszę dodawać, że nigdy nie miałem dziewczyny ¯\_(ツ)_/¯ Odpowiedzi, które uznam za poważne, wypróbuję na randomowych loszkach w ramach ćwiczeń.

    #przegryw #rozowepaski #wygryw #rozwojosobistyznormikami pokaż całość

  •  

    Dziennik bliskoprzegrywa 4/x

    Pierwszy raz od dawna wyszedłem z domu tak, żeby nie biec do autobusu (づ•﹏•)づ. Zajęcia, załatwienie spraw
    urzędowych i powrót do domu. Nie miałem za bardzo siły, więc postanowiłem, że dzień odpoczynku, który planowałem na sobotę zrobię dziś. Mimo to, zrobiłem kilka zadań z matematyki i powtórzyłem fiszki. Od jutra wprowadzam również tygodniowe odwyki od słodyczy i coli (maksymalnie raz w tygodniu, w rozsądnych ilościach) inaczej nie jestem w stanie tego kontrolować w takim stopniu jakim bym chciał (znacznie mniej niż wcześniej ale nadal za dużo). Z biegiem czasu będę wydłużał odwyki od coli.

    Plan na dzień jutrzejszy:

    1. pobudka do 11:00
    2. trening plecy, biceps
    3. ogarnąć pokój
    4. matematyka
    5. przygotowanie się do zajęć w tygodniu
    6. nauka do sesji (min. 5h)

    Pozdrawiam.

    #postanowienia #przegryw #depresja #wychodzimyzprzegrywu #rozwojosobistyznormikami
    pokaż całość

  •  

    Siedze na sraczu i myśle o życiu cz.2

    Wiecie co mnie wkurwia? Te wpojone przekonania które mamy i które rozpierdalają nam życie.
    Musisz mieć znajomych, musisz mieć duży dom, musisz mieć żone i dzieci musi to być najlepiej do 30-stki
    I potem gonimy za tym jak pojebani, wyjebując sie na głupi ryj tysiące razy, bo mamy jakieś przejęte od innych przekonania pt. "tak trzeba"
    Huja tam a nie trzeba. Przez to jesteśmy nieszczęśliwi, bo wydaje nam sie, że jak nie spełnimy tych zjebanych standardów, które są z dupy, to przegramy życie.
    Trzeba sie uwolnić od tej presji, od tego wpływu społeczeństwa i zyć po swojemu, a nie mysleć zbiorem przekonań innych, które przez zjebaną zasade społecznej słuszności wydają nam sie niezbędne do osiągnięcia szczęścia.
    I potem wlaśnie przykładowy Pioter i Magda biorą ślub, robią gówniaki, zaczynają chory pościg za pieniądzem od rana do wieczora przy narastającej frustracji życiowej, może oni wcale takiego życia nie chcieli? Może zorganizowali je sobie wlasnie tak, bo mieli takie przekonania i uwierzyli w jakieś zjebane normy społeczne?
    Nie patrzmy na innych, nie przejmujmy sie nimi. Życie można przezyc na milion sposobow i nie ma jednego slusznego wzorca. Trzeba isć swoją drogą a nie odgapiać od innych, bo inni często, jakby sie bliżej przyjrzeć, są nieszczęśliwi.

    #przegryw #spierdoleniewgkiepskich #rozwojosobistyznormikami
    pokaż całość

  •  

    CO Z MOIM ŻYCIEM?

    Pod tym linkiem, dla niewtajemniczonych, jest opis mojego przegrywu, proces wychodzenia z czarnej dupy i dalsze plany.
    http://lesemerick.com/wpis/37206805/chcialem-sie-podzielic-miom-planem-na-wyjscie-z-pr/
    Przy okazji zrobie szybką aktualizacje i małe tl;dr zmian a na glębsze przemyślenia przyjdzie czas. Siłka daje ogomne rezultaty, zwłaszcza jak niedawno przeszedłem na surplus kaloryczny. Kurs tańca realizuje i jutro mam kolejną lekcje. Smalltalk jest praktykowany niemal codziennie. Ciuszki już ogarniam z jedną mirabelką na priv, która zna sie dobrze na modzie, jestem wdzięczny. Fryzura z zakolami jak pętle autobusowe póki co przejściowo ogarnięta, ale docelowo bedzie jeszcze lepsza. Wszystkie zmiany są dostępne do przeczytania na #spierdoleniewgkiepskich i we wcześniejszych wpisach na moim profilu.

    W tym wpisie chciałbym sie skupić na mojej dotychczasowej ścieżce zawodowej.
    Ogarnąłem się całkiem nieźle psychicznie i fizycznie. Społecznie też jest progres, ale zawodowo? Leże i kwicze niestety...

    Skończyłem szkołę zawodową o profilu "operator cnc" i dwa kursy "operator maszyn cnc" i "projektowanie w systemie CAD- Solidworks"
    Nie powiem, posiadałem dużą wiedze jak na swój wiek i dobre rokowania, bo ten zawód mnie ciekawił. Szybko znalazłem prace w pobliskim januszexe, gdzie takowe maszyny można było spotkać. Pan, nazwijmy go roboczo, Janusz, obiecywał mi złote góry, a ja 18 letni przestraszony gówniak, łykałem wszystko jak pelikan. Usłyszalem m.in że w jego firmie są stale podnoszone kwalifikacje, szkolenia, kursy, awanse, podwyżki i reszta to typowe pierdolenie o młodym dynamicznym zespole. mam 24 lata i ciagle siedze w tym januszexie, a raczej gnije, bo nie boje się tego powiedzieć, jestem pizda nie skoczek. Przez gównianą samoocene, stany lękowe, zerową pewność siebie i wpływ moich rodziców (ferdek, nie ryzykuj, ty przeciez jestes taki słaby, nie poradzisz sobie, ciesz sie z czego masz) zacząłem cofać sie w rozwoju. Moja wiedza zamiast powiększyć, pomniejszyła sie. czuje sie jak młody, perspektywiczny, ambitny piłkarz, który wiecznie siedzi na ławce rezerwowych i ogląda starych doświadczonych dziadów, którzy nie chcą mu pokazać jak rozgrywać i strzelać bramki. w dodatku janusz płaci mi przyzwoite pieniądze, co w połączeniu z moją depresją i zapiwniczeniem dawało mi wygode, bo nie byłem zmuszony, żeby kombinować, tlumaczyłem sobie, że i tak nieźle zarabiam.

    Ostatnie tygodnie w januszexe sp zł.o.o
    Tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że mój koniec jest bliski.
    Za miesiąc/dwa chce stąd wyjebać do #wroclaw
    I poszukać nowej pracy. jaka to praca? Zarobki to nie jest mój priorytet. Zaakceptuje fakt, że ktoś zapłaci mi na start mniej niż Janusz po 5 latach, ale ja w moim zawodzie musze zacząć od nowa. Marze o rozwoju, nauce, zdobywaniu nowych doświadczeń. Pracowałem tylko na mazaku, a przecież jest tyle sterowań: haas, sinumerik, hendehein, fanuc itp Są różne programy CAD/CAM
    Solidworks, autocad, edge cam, master cam
    Dlaczego miałbym sie tego wszystkiego nie nauczyć? Dlaczego mam nigdy nie nauczyć sie dobrze programować w g-code? Pisać programy z palca, robić cykle na róznych maszynach.
    Mam do huja 24 lata. Nie jestem jeszcze na emeryturze.

    Bede walczył. zrobiłem już tyle zmian, że z odseparowaniem sie od rodziców, życiu na własną ręke i wejsciem na sciezke zawodowego rozwoju tez sobie poradze. to bedzie kolejny krok w #wychodzimyzprzegrywu

    #przegryw #rozwojosobisty #rozwojosobistyznormikami #pracbaza
    pokaż całość

  •  

    Kiedy mam stany depresyjne to wielu ludzi mówi mi bym przestał się smucić, i to pomaga. Czasem po miesiącu, czasem wcale, ale pomaga.
    #depresja #rozwojosobistyznormikami

  •  

    O tym jak zmarnowałem ostatnie 3 lata swojego życia, nie robiąc zupełnie nic, oprócz siedzenia na kompie i grania na konsoli

    - 23lata, prawie 1,8m, 6kg nadwagi, zero oszczędności, na utrzymaniu starych, z maturą ale ch0j z tego, studia zaoczne opłacane przez starych, 2 związki, ostatni 5 lat temu, zero hobby

    K*rwa, wszystko zjebało się po maturze, po prostu się pogubiłem, początkowo kilka kierunków studiów dwa dziennie jeden opłacany (w sumie ciężki) przez rodziców. Po pierwszym sem. rzuciłem te dwa kierunki dzienne i teraz ciągne ten zaoczny, na który nic nie robie, zaliczam ściągami, w tym semestrze jeszcze w ogóle się nie uczyłem. w 2018r nie przeczytałem żadnej książki. Stałem się debilem. Nie mam żadnej pasji. Czasami chodzę tylko na siłownie ale to też bez celu, żadnych efektów. Nic mi się nie chce. Ale to już koniec Mam dość tego.
    Nie wiem po co tu to piszę ale może ktoś, też chce się zmienić.

    Co planuję? (cele na najbliższe miesiące):

    - po pierwsze dać z siebie wszystko , teraz, by przynajmniej coś nadrobić na studia. Co zrobię? Cały styczeń i pewnie luty (do poprawek będę zapieralał w książkach.
    - potem (to jest koniec lutego) nie ma bata muszę znaleźć robotę, przynajmniej na te kilka dni w tygodniu. i zacząć oszczędzać
    - koniec krwa z wszelkimi social mediami, youtube, wykop, fejs itd. tylko 30 min tygodniowo w weekend.
    -codziennie po 22 będę planował każdy swój następny dzień.
    - będę dalej chodził na siłownię ale tylko po to, żeby pobiegać, najpierw zrzucę zbędny tłuszcz potem wrócę do treningów siłowych.
    - znaleźć dziewczynę,
    - codziennie czytać przynajmniej 15 min byle jakiej książki.

    Co tydzień to jest co piątek, wieczorem, pod tym tagiem #wzialemsiezasiebie będę wrzucał raport co zrobiłem przez kolejne 168h mojego życia.

    Dzięki za uwagę biorę się za robotę.

    pokaż spoiler #przegryw #rozwojosobistyznormikami #wzialemsiezasiebie
    pokaż całość

  •  

    #przegryw #heheszki #humorobrazkowy #wychodzimyzprzegrywu #rozwojosobistyznormikami

    NO WRESZCIE KTOŚ SIĘ ZABRAŁ ZA TO JEST NADZIEJA ! ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: recepta.png

  •  

    W tym smutnym jak pizda świecie, gdzie znakomita większość jest zgorzkniała, okopana w swojej strefie komfortu i ogólnie przygnębiona, warto czasami zrobić cos pozytywnego, nawet coś totalnie prostego i wydawało by sie zwykłego.

    Przed chwilą byłem w lidlu i moim oczom ukazał sie szary ploretariat, robiący zakupy po cięzkim dniu pracy, natomiast ja z podniesioną głową, wypiętą piersią zrobiłem zakupy i mimo, że sam nie mialem super humoru (za chwile #nocka12h)
    to zdobyłem sie na uśmiech i żarty z siebie przy kasjerce z tego, że zapomniałen koszyka i ledwo wszystko doniosłem w rękach do kasy.

    Tu ciakawa obserwacja koniec gadki:

    "- miłego dnia Pani"
    "-O.. Dziekuje bardzo, nawzajem, tez milego dnia"
    Totalne zaskoczenie z jej strony, a przeciez to takie proste. Coż, oboje mamy lepsze humory, to pewne.

    Przegrywie, wyjebka, głowa do góry, uśmiech, dziękuje miłego dnia. Tylko tyle, a od razu pozytywna aura sie wylewa strumieniami.

    O kurwa ale ja mam mocną psychike

    #spierdoleniewgkiepskich #przegryw #wychodzimyzprzegrywu #rozwojosobistyznormikami
    pokaż całość

  •  

    Dziennik bliskoprzegrywa 2/x

    Planowałem wstać o 7, ale było jeszcze ciemno więc szybko zmieniłem plany i wstałem o 8 (dzień wolny). Rano posłane łóżko, klatka i triceps oraz posprzątanie pokoju. Początek dnia był bardzo solidny. Potem cały dzień ,,nauki". Mimo że siedziałem bez większych przerw to intensywność była tragiczna, a uwaga cały czas uciekała do internetu. Z racji, że jutro mam 2 kolokwia to nie robiłem zadań z matematyki, reszta planów, w kwestiach edukacji zrealizowana, ale ze względu na uciekanie skupienia zeszło mi znacznie więcej czasu niż zakładałem. Teraz kolacja, wpis i wracam do nauki, a spać planuje iść przed 2:00. A no i z poczucia obowiązku, muszę się przyznać - podkradłem parę żelek siostrze ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Plan na dzień następny:
    1. pobudka 7:40
    2. bez biegu do autobusu
    3. zaliczenie gówien do zaliczenia
    4. nie włączanie komputera od razu po powrocie
    5. 20 zadań z matematyki (odrobienie za dzień dzisiejszy)
    6. 1 h niemieckiego
    7. przygotowanie się do zajęć na studia na piątek
    8. pójście spać przed północą

    #postanowienia #nowyrok #2019 #przegryw #przemyslenia #depresja #wychodzimyzprzegrywu #rozwojosobistyznormikami
    pokaż całość

  •  

    Nowy rok nowy ja, wiadomo. Od długiego czasu stosuję różne techniki żeby ogarnąć samopoczucie i zdrowie, od dzisiaj postaram się to usystematyzować bo w niektórych przypadkach jest różnie.
    -medytacja
    -zimneprysznice
    -oddychanie metodą wima hoffa (dla mnie to bullshist jak chuj, ale przynajmniej łatwiej się rano zwlec z łóżka)
    -nofapchallenge
    -codzienny wysiłek fizyczny
    -suplementacja
    #wychodzimyzprzegrywu #nofapchallenge #rozwojosobistyznormikami
    pokaż całość

  •  

    "ZAKOLA? ZAPUŚĆ BRODĘ PRZYJACIELU :)"
    I cyk, zapuszczamy :)

    Uwaga, #pytanie do #rozowepaski . Slyszalem, ze wiele kobiet lubi facetów z tzw. kilkudniowym zarostem. Co sądzicie o moim? Jak dla mnie 8-9/10.

    pokaż spoiler #rozwojosobistyznormikami #normictwo #przegryw #wychodzimyzprzegrywu #heheszki #zakola #kiciochpyta
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #przegryw #stulejacontent #feels #depresja #zalesie
    tl;dr: Anon (a może i Anon...cio?) stoczył się całkowicie i jest na skraju załamania nerwowego

    Witajcie. Chciałbym opisać wam to, co obecnie dzieje się ze mną, może będzie nieco przydługie, ale chciałbym o tym z wami porozmawiać.
    Mam 22 lata, a moje dotychczasowe życie było dość... szare. Nie miałem nigdy dziewczyny, w czasach szkolnych byłem klasowym pośmiewiskiem, potem praca w fabryce za śmieszne pieniądze, aktualnie pracuję jako magazynier za niemal najniższą. Ale do rzeczy.

    Od urodzenia mieszkam z rodzicami na wsi oddalonej od najbliższego miasta powiatowego (9k mieszkańców, wioska ok 50) i nigdy nie miałem tu rówieśników, a rodzice chuchali na mnie jak tylko się dało. Nie mogłem prawie wychodzić poza podwórko, nie mogłem robić nic, co nie było związane ze szkołą. ,,No bo jakie zainteresowania poza szkołą może mieć dziecko/nastolatek?"- mniej więcej taki pogląd miała moja matka. W czasach szkolnych, pomimo że większość rówieśników jechała po mnie jak chciała, to jednak miałem jednego kolegę. Niezbyt bliskiego, ot taki drugi przegryw jak ja, który utrzymywał ze mną jakieś tam stosunki bo z nim też nie chciał nikt rozmawiać. Jednak, gdy szkoła się skończyła, zostałem praktycznie bez żadnych znajomych. Dosłownie. Nie miałem do kogo napisać SMS, nie miałem do kogo zadzwonić, nie miałem z kim normalnie porozmawiać. Chcąc mieć jakieś swoje pieniądze od razu po szkole podjąłem pracę w fabryce. Pracowałem tam ciężko w brudzie, kurzu i zapyleniu wraz z menelami i Sebkami, którzy dosłownie znęcali się nade mną, a zarabiałem może nieco ponad 2k. W końcu rzuciłem tę pracę i zatrudniłem się na magazynie za najniższą, byleby tylko nie musieć stać w deszczu zimą na dworze przez kilkanaście godzin dziennie. Co prawda tu nadal pracują głównie Sebixy albo Janusze, ale chociaż jest mi ciepło.

    Moi rodzice to typowi wieśniacy: ojciec, nie ukończył zawodówki, ma jedynie wykształcenie podstawowe, matka skończyła jakąś zawodówkę, ale jej inteligencja... No cóż. Kiedyś była zdziwiona, że samolot musi rozpędzić się, żeby wystartować (bo helikopter nie musi, ona widziała na filmie!), a wg niej Polska leży na kontynencie który nazywa się Unia Europejska. Poważnie, nie kłamię. Dorastając w takim środowisku niemal od dzieciństwa było mi wpajane: pójdziesz do zawodówki, potem do pracy na produkcje na fabrykę razem z ojcem. (tę, na której rzeczywiście pracowałem).
    Ale ja od zawsze chciałem czegoś więcej. Jakby wyrwać się z tej biedy zarówno umysłowej, jak i finansowej, móc opuścić tę wieś, zostać kimś, niż tylko robolem ze wsi. Niestety, kiedy pod koniec gimnazjum powiedziałem rodzicom, że chcę iść do liceum, niemal zostałem wyśmiany. Jak to, przecież po tym nic nie będę miał, a po zawodówce to od razu zawód! Tylko że ja nie chciałem takiego życia. Chciałem czegoś więcej. Cudem udało mi się wynegocjować z nimi pójście do technikum, gdzie napisałem dość dobrze maturę, ale i tak przez cały czas jego trwania byłem namawiany do przejścia do zawodówki.

    Wiedziałem, że moich rodziców nie stać na studia dla mnie, toteż od razu podjąłem pracę. W międzyczasie starałem się skupić na mojej pasji, dotychczas tłamszonej przez rodziców jak tylko się dało, bo wg nich odciągała mnie ona od szkoły. Tą pasją jest historia. Nawet wydałem książkę poświęconą mojej miejscowości. Pomimo, że liczyła niecałe 100 stron, moi rodzice nawet do niej nie zajrzeli. Zapytali tylko ,,chciało ci sie?".
    No więc tak pracowałem fizycznie. Starałem się rozwijać, wiele czytałem, sięgałem po dzieła filozofów, starałem bardzo rozwijać się intelektualnie, byleby móc kiedyś wyrwać się z tej prowincji do chociażby miasta powiatowego powyżej 20k. Niestety, wciąż pracowałem jako robol z alkoholikami i dosłownie menelami, co zaczęło odbijać się na moim zdrowiu, zarówno fizycznym, jak i psychicznym, bowiem zauważyłem wówczas u siebie pierwsze objawy depresji. Oglądałem moich rówieśników ze szkoły, jak ze swoimi dziewczynami latali na zagraniczne wakacje, korzystali z życia, oglądałem moją siostrę bliźniaczkę, która znalazła sobie bogatego faceta, zamieszkała z nim i nie pracując żyła niemalże w luksusie. A pośród tych wszystkich ludzi byłem ja. Robol ze wsi. Wiedziałem, że nie jestem taki jak ci menele z którymi pracowałem, że ja miałem wyższe ambicje, że chcę czegoś więcej od życia niż tylko fizyczna praca i przewijanie się od wypłaty do wypłaty, byleby starczyło na jedzenie.

    Aż pewnego dnia obejrzałem film ,,Katyń" Andrzeja Wajdy. Film niezbyt udany, ale jeden z dialogów niemalże sprawił, że poczułem się jakbym dostał w twarz. Gdy żona generała rozmawiała z majorem, który cudem uniknął śmierci w Katyniu, a potem wstąpił do LWP, wytknęła mu to. On odpowiedział, że jedyne co może sobie zarzucić to to, że spóźnił się na Andersa. Odpowiedź była zaledwie jednym zdaniem, które mnie osobiście bardzo dotknęło: ,,może myśli pan inaczej, ale robi pan dokładnie to samo co oni. Jakie to ma znaczenie, co pan myśli?"
    Przełożyłem to na płaszczyznę swojego życia. Zrozumiałem, że muszę działać. Widząc znajomych, którzy wrzucali zdjęcia ze studenckich imprez, ja zamarzyłem, by też móc iść na studia. Wiedziałem, że moi rodzice mi na pewno ich nie opłacą, toteż zapisałem się na studia zaoczne, na kierunku mojej ukochanej historii. Chciałem też wyprowadzić się do Wrocławia, wynająć tam jakiś pokój, przynajmniej na początku. Gdy powiedziałem o tym rodzicom, dosłownie wyśmiali mnie i zareagowali jakbym powiedział im, że zamierzam od jutra hodować żyrafy. Ja mimo to pomimo ich sprzeciwów byłem nieugięty. Szukałem pracy, w mojej dotychczasowej złożyłem wypowiedzenie, kiedy już miałem jechać podpisywać umowę o pracę jako monter sieci (technik informatyki here) mój ojciec... stracił pracę. Jako, że moi rodzice mają długi, cóż.. Musiałem po tygodniu pokornie wrócić z podkulonym ogonem na magazyn, byleby tylko było z czego spłacać długi i żyć. Mimo to studia kontynuowałem. Pracowałem często po kilkanaście godzin, w weekendy dojeżdżałem niemal 100 km do Wrocławia. Nie radziłem sobie z ciężarem tego wszystkiego, często musiałem rezygnować z pojechania na zjazd, bo musiałem iść akurat wtedy do pracy, rodzice wciąż mówili, że te studia to największa głupota, że jak już chcę coś robić w weekendy to może niech sobie dorobie na rozkładaniu towaru w marketach (serio). Często zdarzało się tak, ze przez cały miesiąc nie miałem ani jednego wolnego dnia dla siebie. Dosłownie. Mimo to studiuję dalej, zaraz pierwsza sesja.

    Jednak przez całe te dwa lata nie miałem nikogo. Nie miałem z kim szczerze porozmawiać, nie miałem bliskiej osoby. Co prawda miałem niby ,,przyjaciółkę", z którą nawet próbowałem zbudować jakąś bliższą relację, ale teraz widzę że byłem dla niej jedynie tamponem emocjonalnym, a ona sypiała z wieloma facetami, co mi sama przyznała. O przytuleniu jej oczywiście nawet nie było mowy. Zacząłem coraz częściej pić, niemal w każdy weekend upijałem się, byleby móc tylko zapomnieć o tym wszystkim wokół mnie, o tej wszechobecnej biedzie, o tym jak odstaję od rówieśników, o tym, jak bardzo pragnąłbym móc choć raz w życiu jak normalny człowiek pójść ze znajomymi posiedzieć, porozmawiać. By móc jak moja siostra, która nie przepracowała ani jednego dnia pojechać na jakieś wakacje (raz byłem nad morzem na koloniach z Caritasu w podstawówce). Każdy mój dzień na tej wsi wyglądał tak samo: praca>komputer>sen. Co niby innego mogłem robić? Nawet gdybym chciał pójść do najbliższego kina albo do KFC (nigdy nie byłem w żadnym z tych dwóch miejsc, bo jakoś rodzice od dziecka wmawiali mi, że tam jest strasznie drogo, przez co mam teraz opory żeby tam chodzić) musiałbym jechać ok 60 km. Jestem obecnie wrakiem człowieka. Mam myśli samobójcze od ponad roku, nie potrafię normalnie z kimś porozmawiać, ciągle jestem przygnębiony, odczuwam straszną pustkę. Jestem nikim. Co mi po tym, że wydałem książkę? Jakby taki XIX-wieczny chłop pańszczyźniany nauczył się pisać po czterech klasach szkoły, coś by tam napisał to od razu czyniłoby to z niego człowieka na poziomie? NIe, nadal byłby chłopem ze wsi pracującym na pana, tylko że coś tam napisał. Byłby może kimś, ale jedynie dla innych chłopów.
    Ktoś kiedyś na mikro napisał mi, że moim największym przekleństwem jest to, że urodziłem się inteligentny i nie pasuję do tych wszystkich ludzi z mojego otoczenia. Ja nie uważam, żebym był szczególnie inteligentny, raczej, ze mam nieco inny tok myślenia niż oni i ja jestem świadomy swojego położenia w przeciwieństwie do nich. Może to nawet wina Aspergera, kto wie? W każdym razie nie wiem jak długo jeszcze tak wytrzymam. Staram się walczyć z każdym dniem, ale zamiast osiągać progres, widzę jedynie jak coraz bardziej się staczam. Chcąc zapełnić pustkę spowodowaną między innymi brakiem bliskości, spotykałem się z coraz gorszymi ludźmi, dziewczynami z patoli, które w wieku 15 lat zachodziły w ciąże bo upiły się w miejscowej dyskotece. Oczywiście nawet te znajomości kończyły się po pierwszym spotkaniu, bo wg nich byłem ,,dziwny". Teraz niemal każdego dnia walczę by móc choć jakoś prześliznąć się przez ten dzień, odbębnić swoją pańszczyznę i móc iść spać. Nie mam już marzeń, nie mam złudzeń, że znajdę kiedyś kobietę, która szczerze mnie pokocha, i ja to rozumiem, bo która chciałaby mieć za męża brzydkiego robola z prowincji? Mam dość takiego życia, po prostu mam dość.(╯︵╰,)

    #tfwnogf #stulejacontent #pracbaza #studbaza #rozwojosobistyznormikami

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    odnosnie wpisu @Ferdek1212 to nie wiem czym sie ludzie podniecacie XD. Typ poszedl na jakis jebany kurs tance gdzie za 90 min placi 150 zl. Wiadomo ze instruktorka bedzie dla niego mila i probowala miec z nim spoko relacje bo to jej kurwa praca gdzie ma 75 zl /h. Przeciez wiadomo ze jakby byla dla niego niemila to on juz by tam znowu nie przyszedl. A ona byla by stratna o jednego frajera XD. Zamiast 2 razy isc na jakis jebany taniec to bys sie przeszedl na rokse. Tam za te same pieniadze masz przez 1h opierdalanie freda i wsadzanie penisa do waginy. Uwierz mi ta pani bedzie dla ciebie rownie mila jak ta od tanca

    PS. mimo ze tutaj krytykuje, jestem ciekawy czy ferdek jak juz sie nauczy jakos tanczyc to rozowe paski same beda mu sie pchaly na kutaza tylko dlatego ze dobrze tanczy. Nie tak dziala swiat u rozowych ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #wychodzimyzprzegrywu #spierdoleniewgkiepskich #przegryw #rozwojosobistyznormikami
    pokaż całość

  •  

    Wróciłem z kursu ruchania

    Jak zbliżałem się do mieszkania divy, to byłem mega obsrany, jakiś irracjonalny lęk, że po co ja tam idę, skompromitować się chyba. Od razu ręce i jajka mi się spociły i myśl, no kurwa ze spoconymi łapami i siusiakiem to nie idę xDD
    Ale huj, wchodzę. Przywitał mnie taki duży koleś w skórzanej czarnej kurtce, jakby ochroniarz jakiś (miło, fajnie że dbają o bezpieczeństwo klientów), kazał poczekać w poczekalni i od razu nawiązał ze mną gadkę, z kim się umówiłem, czy byłem tutaj wcześniej, czy mam gotówkę itp. No to trochę wydukałem kilka słów - stres mnie zjadał...ale zaraz sobie pomyślałem, że to kurwa przecież burdel, ja nie muszę umieć ruchać i ruchać regularnie, bo po huj bym tu przylazł. Jakbym przecież umiał ruchać, albo ruchał regularnie to by było trochę creepy, że płace za co, skoro rucham. Popatrzyć se na cycka? XD

    No i przyszła diva, przedstawiła się i uśmiechnęła. 30 letnia drobna, niska (nawet jak na moje 177) blondynka.
    Od razu mi mówi żebyśmy byli na "Ty" i mam wyluzować bo ona też jakoś musiała zacząć i wie co czuję. I ogólnie dużo ze mną chciała rozmawiać co mnie mega wyluzowało. Włączyła cicho muzykę żebym słyszał jakie są zasady i co wolno a czego nie i kazała mi się przejść jak się rusza mój tyłek xDD Myślę co xD Ale ona, że chce zobaczyć mnie w całej okazałości i zobaczyć moje ruchy ciała, żeby dopasować się do moich wibracji xD cokolwiek to znaczy xD

    Spaliłem buraka, ale serio, po 10 minutach macała mnie po biodrach, plecach, ustawiała, kładła moje ręce na sobie, mówiła jak prowadzić partnerkę w łóżku, śmiała się ze kilka lekcji i wszystkie laski będą ze mną szczytować. Potem wiadomo przeszła już do akcji głównej i po chwili miałem awaryjny spust z baku z powodu zbyt wysokiego ciśnienia. No ale ona na spokojnie wytłumaczyła, że się tego spodziewała i że to normalne i żebym się nie przejmował i zaraz wznowimy akcję. Tłumaczyła co lubią kobiety i jak należy się z nimi obchodzić i ćwiczyłem bycie zdecydowanym i dominującym i nawet mi się spodobało. Ogólnie mega pozytywnie było (ʘ‿ʘ)
    Pytała mnie czy lubię bić generała, a ja jej szczerze, bez próby wypadnięcia w jakiś sposób, że we wszystkich kiblach szkolnych niemiec był bity jak się napatrzyłem na koleżanki z klasy xD Ona na to, że przynajmniej tego nie tłumię w sobie i że młodzi chłopcy tak mają, ale ona mnie wszystkiego nauczy i po jakimś czasie będę już bardziej wyluzowany i pewny siebie w relacjach z kobietami, więc będą same zagadywać (ʘ‿ʘ)

    Uwolniłem swoje biodra! Powoli ogarniam podstawowe ruchy i nie wyglądam już jak kawałek drewna XDD

    Mirki nie było tak źle. jestem zadowolony, za tydzień kolejna lekcja ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dzięki @ChadWawa za inspirujące wpisy, przekonały mnie one do wzięcia się za siebie!

    pokaż spoiler pdk


    pokaż spoiler http://lesemerick.com/wpis/38211793/wrocilem-z-kursu-tanca-jak-zblizalem-sie-do-szkoly/


    #divyzwykopem #wychodzimyzprzegrywu #spierdoleniewgkiepskich #przegryw #rozwojosobistyznormikami #pdk #pasta
    pokaż całość

  •  

    Wróciłem z kursu tańca

    Jak zbliżałem sie do szkoły, to byłem mega obsrany, jakiś irracjonalny lęk, że po co ja tam ide, skompromitować sie chyba. Od razu ręce mi sie spociły i myśl, no kurwa ze spoconymi łapami nie ide xDD
    Ale huj, wchodze. Przywitał mnie taki koleś na recepcji, kazał poczekać w poczekalni i od razu nawiązał ze mną gadke, co chce tańczyć, czy lubie itp. No to troche wydukałem kilka słów - stres mnie zjadał...ale zaraz sobie pomyślałem, że to kurwa szkoła, ja mam nie umieć tańczyć, bo po huj bym tu przylazł. Jakbym od razu wszystko ogarnął to by było troche creepy, że płace za co, skoro umiem. Pomacać se? XD
    No i przyszła instruktorka, przedstawiła sie i uśmiechnęła. 30 letnia drobna, niska (nawet.jak na moje 177) blondynka.
    Od razu mi mówi żebyśmy byli na "Ty" i mam wyluzować bo ona też nie umiała kiedyś tańczyć i ogólnie dużo ze mną chciała rozmawiać co mnie mega wyluzowało. Włączyła cicho muzyke zebym slyszal jej porady i kazała mi sie przejść jak sie rusza mój tyłek xDD
    Spaliłem buraka, ale serio, po 30 minutach macała mnie po biodrach, plecach, ustawiała, kładła moje ręce na sobie, mówiła jak prowadzić partnerke, smiala sie ze kilka lekcji i wszystkie laski moje. ogólnie mega pozytywnie było (ʘ‿ʘ)
    pytała mnie czy lubie tańczyć, a ja jej szczerze, bez próby wypadnięcia w jakiś sposób, że wszystkie dyskoteki szkolne podpierałem ściany, że zenują mnie dyskoteki, ale nie dlatego, ze są jakie są, a przez moją niską samoocene i brak pewności że potrafie.

    Uwolniłem swoje biodra! Powoli ogarniam podstawowe ruchy i nie wygladam już jak kawałek drewna XDD

    Mirki nie było tak źle. jestem zadowolony, za tydzień kolejna lekcja ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #wychodzimyzprzegrywu #spierdoleniewgkiepskich #przegryw #rozwojosobistyznormikami
    pokaż całość

  •  

    Ostatnio staram sie cwiczyć swojego social skilla i praktykować smalltalk

    Wnioski? Jest różnie. Ja nie wiem co z niektórymi ludźmi. Albo ja jestem śmierdzący, odpychający czy zjebany, albo trafiam na ludzi, którzy sami mają problemy ze sobą. Są też pozytywni ludzie co daje nadzieje.
    Żeby nie było, to nie są rozmowy w kontekście prodrywu, kryteria co do "ofiary" są dowolne, bardziej poluje na okoliczności, żeby wszystko grało i miało odpowiedni kontekst.

    Chcecie kilka przykładów z wczoraj i dziś?

    1.
    Najpierw zagadałem do kolesia na siłce, punkt zaczepiania? Miał koszulke "anti social club" wiec rzecz undergroundowa, droga streetwearowa i niewiele osób to kojarzy.
    Skomentowałem -ej, fajną masz koszulke, oryginał czy replika?"
    Koleś burak na mordzie i ze oryginał, no to ja z uśmiechem, a ile dałeś, gdzie Ci ten unikat wydropił? "Yy od kolegi dostałem w prezencie" i ryj speszony na maxa"
    Mówie że spoko i odpuszczam mu te męczarnie. Ewidentnie nie był gotowy na taki szok, że ludzie maja języki.

    2.
    Jestem na basenie, podpływa laska i poprawia okulary, no to atakuje:
    "hej, też.ci tak parują te okularki? Normalnie pływać sie nie da"
    Na to loszka (starsza z 5 lat) mówi, że jej też.i ze to przeszkadza ale jest taki sprej bla bla bla. Nawet poszło, podziękowałem za rade i wróciliśmy do pływania. Potem jak odpoczywała to też zagadałem, że.ten koleś co na niego patrzy to był mój nauczyciel od wf (co było prawdą, bo tam pracuje po godzinach jako instruktor) ale już tal nie poszło i nie podjeła rozmowy, przytaknęła i speszona popłyneła.

    3.
    Dziiś.byłem w sklepie z odżywkami i suplementami i tam sprzedawała starsza pani, dość ogarnięta w temacie jak na starszą panią. kupowałem białeczko i cytruline no i zagaiłem co mi poleci i jak to teraz wszystko dostępne, że mój tata jak cwiczył to czytał w starych gazetach co jeść a teraz internet (kłamstwo na potrzebne dyskusji) no i ze trzeba z glową brać bo dużo sztucznych koksów sie narobiło. Zaczeła mi sie zwierzać, ze martwi sie o synów bo sie strasznie wkręcili w te prochy itp. na koniec powiedziała, że miło było mnie poznać :)

    Szybkie akcje:
    Podszedłem, jak już wychodziłem z basenu dk instruktorki (ładna.zresztą) i powiedziałem, że ma.super tatuaż i bardzo mi sie podoba. Podziękowlała z uśmiechem.

    Idąc do auta facet ręką wycierał śnieg z szyby auta, zapytałem czy pożyczyć mu moją zmiotke no i zaśmiał sie że ma, sle nie chcialo mu sie wyciągać bo mało sniegu było.

    Staram sie robić takie interakcje. U fryzjera też coś pogadałem, ile mogłem.

    Dla mnie to ogromny progres, taki piwniczak z fobiami a robie sie mega otwarty. Cwiczcie i nie zrażajcie sie jak nie idzie. Powodzenia

    #przegryw #rozwojosobistyznormikami #wychodzimyzprzegrywu #spierdoleniewgkiepskich
    pokaż całość

  •  

    te normiki to tak pierdola cały dzień o dupie marynie i jeszcze jakieś bezbeckie żarty
    #przegryw #rozwojosobistyznormikami

  •  

    Gnije z ułomków którzy utożsamiają napakowanych(czasem jeszcze niskich) karków z siłowni z samcami alfa. Myślicie że na sawannie dawni łowcy mieli odpowiednią dietę, sterydy, suple żeby być takimi umięśnionymi karkami? Nie! Tam prym przywództwa wiedli prawdziwi nadzludzie czyli szczupli(żeby móc szybko biegać), wysocy(żeby w porę dostrzec niebezpieczeństwo), z długimi kończynami(żeby sprawnie i celnie wyprowadzać ciosy, dobrze rzucać włócznią). Kiedy ci wodzowie gromad wracali z polowania to niskie, barczaste manlety ciągneły za nimi co najwyżej mięso z antylopy bo tylko do tego się nadawali, prosząc w myślach żeby wódz odstąpił im jakąś prakarynę ze swojego haremu by choć przez chwilę sobie pociupciać.
    Nawet teraz nadsamice takie jak Taylor wybierają potomków tych dawnych półbogów bo wiedzą ze tylko oni mogą napełnić je materiałem genetycznym nadludzi, a te pożal się boże samce alfa dalej ciupciają jakieś tępe karyny spod dyskoteki. W dzisiejszych czasach ta błękitna krew nadal płynie w żyłach obecnych przywódców, zobaczcie sobie na zdjęciach młodego Tumpa, Obamy, Busha, Clintona, Kennedy'ego, Nixona, Reagana, Justina Trudeau czy bardziej egzotycznych Netanjahu, Baszszar al-Asada czy Xi Jinpinga. Każdy z nich jest wyższy od ogółu populacji kraju w którym rządzi, a w młodości był szczupły i miał odpowiedni proporcje. Oczywiście część potomków tych parobków manletów dorwała się do władzy patrz Putin czy inny Kim Dzong Un, ale oni muszą cały czas udowadniać jakimi to oni samcami alfa nie są( napierdalać się z randomami w judo, pozować do kadrowanych zdjęć na siłowni, wyławiać starożytne wazy z jeziora, jezdzić po jakiś zadupiach bez koszulki, tworzyć jakieś irracjonalne zagrożenia i stawiać siebie w roli obrońcy narodu) bo wiedzą że w otwartej konkurencji nie mają szans z nadludzmi.
    #takaprawda #silownia #przegryw #wygryw #rozwojosobistyznormikami #stulejacontent #historia #ladnypan #ladnapani #wzrost #bojowkataylorswift
    pokaż całość

    źródło: i.4cdn.org

  •  

    Siedze na sraczu i myśle o życiu cz.1

    Kurwa jebana samotność!? Wcale nie
    Uzmysłowiłem sobie, że Ja jestem NAJWAZNIEJSZY.
    Nie mam zamiaru być amebą, bez tożsamosci, dziwką społeczną, która tylko wypatruje innej osoby, żeby kurwa uczynić ze swojego życia misje, która ma na celu poświęcić sie dla niej z obawy przed utratą relacji. Ni huja.
    Sentymentalizm i poczucie straty to coorva i trzeba to wyjebać. Nikt za was nie przeżyje bólu brzucha po zjedzeniu kurwa starej jak podeszwa pizzy. Nikt za was nie przeżyje radości z kurwa nowego EQ w Wowie czy 20 pompek jak tydzień temu zrobiles 5.
    Zawsze bedziemy samotni, zawsze wszystkie stany emocjonalne zrozumiemy tylko my i tylko my je przeżyjemy, sami towarzyszymy w swoim życiu. Reszta wchodzi z nami tylko w.interakcje.
    Czemu jak myślisz samotnośc to kurwa = ze jestem zjebany, nie wystarczająco dobry, zaniza to twoja wartość? Przecież to huja prawda. Z takim myśleniem jak kiedykolwiek poznasz jakaś osobe to w tydzień to rozpierdolisz swoim zaborczym i strachliwym podejsciem do tej relacji, nie mówiąc o tym jak boleśnie cie nowo poznała osoba wyrucha widząc twoją słabość i strach. W zębach jej kapcie bedziesz nosił żeby nie odchodziła.
    Dlatego kurwa poczucie własnej wartości, wyjebanie na samotność, a nawet uznanie tego za dobre narzędzie do samorozwoju to jebany klucz.

    Ja zajebisty ferdek, biere siebie za męża i ślubuje sobie milosc, wiernosc i ze sie nie opuszcze az do śmierci a reszte jebać. Sami sie przyplątają bez. robienia łaski.

    #przegryw #wychodzimyzprzegrywu #rozowepaski #rozwojosobistyznormikami #spierdoleniewgkiepskich
    pokaż całość

  •  

    #przegryw

    Protip dla wszystkich spierdolin bez znajomych: nigdy nie proście o pomoc kogokolwiek w czymkolwiek.

    Normiki nie chcą przyznać, że spierdolenie istnieje, bo od dzieciństwa żyją na fali social skilla i pewności siebie. Uważają że jest to wynik ich charakteru i działań, a nie sił znajdujących się poza ich kontrolą, takich jak wychowanie i brak traumy w dzieciństwie.

    Normiki chcą podwójnej przyjemności z dobrych rzeczy, które trafiają się im przez przypadek i wierzą, że są one efektem ich działań. Przykładowo: są wysportowani. Dlaczego? Ponieważ pochodzą z rodzin o wysokich dochodach, która zapewniała im zdrową żywność. Nie pochodzą z rodziny biednej i dysfunkcyjnej, w której dziecko zmuszone jest kompulsywnie się objadać, żeby zapchać emocjonalną pustkę w swoim życiu. Nigdy nie mieli poczucia beznadziejności wynikającego z niewiedzy kiedy przyjdzie moment w którym będą musieli zabić się by uciec od skrajnej nędzy. Oni zawsze mieli materialne, emocjonalne i inne środki do osiągnięcia sukcesu.

    Normiki nienawidzą narzekania spierdolin ponieważ nie chcą czuć się z ich powodu winni lub czuć sympatii do nich. Instynktownie są świadomi, że empatia dla spierdolin jedynie ściągnie ich w to bagno, więc szukają sposobu równoczesnego odmówienia spierdoliną pomocy i udowodnienia sobie, że są dobrymi, przyjacielskimi i pełnowartościowymi ludźmi. Jedynym sposobem by to osiągnąć jest wyobrażenie sobie spierdoliny jako łotra odpowiedzialnego za jego własną nędze.

    W przeciwnym wypadku miły, pomocny i tolerancyjny normik będzie musiał zmierzyć się ze scenariuszem w którym taki nie jest.

    Wszyscy rozumiemy, że "wyjdź do ludzi" lub "weź się za siebie" to puste frazesy, ale normikom wydaje się, że dla każdego jest to bardzo proste, a jeśli nie robisz czegoś tak łatwego to jesteś po prostu leniwy. Większość rad otrzymasz od osób z normalnym życiem, które nie potrafią sobie wyobrazić "bycia na twoim miejscu". Osoby otrzymujące zaproszenia na imprezy doradzają Ci, żebyś jedynie nie odmawiał kiedy ktoś Cię zaprosi i uważają, że to twoja wina, bo zawsze mówisz "nie". Dla normików nie istnieją osoby których nikt nie zaprasza na imprezy. Jeśli wypomnisz im, że w rzeczywistości tak nie jest to uznają Cię za niewdzięcznego.

    Prawie zawsze lepiej jest cierpieć w samotności. Inni ludzie udają, że się martwią przez najkrótszy możliwy okres czasu. Później nie chcą się tym kłopotać. Chyba że płacisz im (jak psychologowi, który jest takim przyjacielem do wynajęcia), bo w przeciwnym przypadku nikt nie przejmuje się twoim losem i nie pomoże Ci jeśli nie pomoże tym samym sobie.

    Nie dostaniesz żadnych dobrych rozwiązań. Zamiast tego normiki dadzą ci możliwość publicznego wygłupienia się przy próbie poznania kogoś sposobem, którego nigdy nie użyli i nigdy nie musieli używać, typu: zagadaj kogoś w kawiarni/sklepie z książkami lub na spacerze w parku podejdź do kogoś siedzącego na ławce. Te dziwne sposoby są rzadko wykorzystywane przez normików do znajdywania przyjaciół i trzeba naprawde wiele szczęścia, żeby kogoś w ten sposób poznać.

    Żyjesz w świecie którego oni nigdy nie zrozumieją. W ich rzeczywistości możesz podejść do kogoś obcego w pubie i rozpocząć konwersację bez żadnego problemu. Jeśli ktoś Cię nie polubi to zwyczajnie Ci to powie, w przeciwnym przypadku masz nowego znajomego. Ale dla Ciebie nie ma "dobrej" opcji. Jeśli osoba w pubie nie polubi Cię to nie tylko ona, ale też jej znajomi uznają Cię za spierdolinę. Jeśli Cię polubią to nie będzie to prawdziwa przyjaźń, bo robią to z litości lub chęci posiadania w grupie spierdoliny z której można się ponabijać. W obydwóch przypadkach przegrywasz.

    Te sugestie poznawania nowych ludzi są prawdziwe przy kompletnie uproszczonej sytuacji, pomijającej to jaka jest osoba wykonująca czynność. Z tego powodu normikom wydają się logiczne i skuteczne. To jak mówić bezdomnemu, że jedyne co musi zrobić to zainwestować w CV. Mogłoby to rozwiązać jego problem, ale ta rada pomija kontekst.

    Po pierwsze: Czy on w ogóle wie czym jest CV? Większość ludzi nie ma tego problemu ponieważ posiadają wiedzę nabytą z własnych doświadczeń i problemów. Po drugie: Czy on ma pieniądze żeby zainwestować w nie zainwestować? Musisz posiadać początkowy kapitał, aby móc dokonać inwestycji. W tym momencie ktoś kto nie ma znajomych utknie, bo nie ma co zaoferować.

    Po trzecie: bezdomny nie posiada domu w którym może się przygotować do pracy, często nie ma znajomości, więc jest łatwym celem dla oszustów jeśli zdecyduje się pracować na czarno, bo zwykłą pracę ciężko mu będzie zdobyć. Nawet jeśli jakimś cudem uda mu się wybrnąć z tej sytuacji i zdobyć miejsce w społeczeństwie, to dotrze do miejsca w którym większość się poddaje. Nie będzie posiadać żadnej struktury wsparcia, dzięki której mógłby robić coś istotnego w życiu.

    Osoby dające takie "rady" nie biorą pod uwagę doświadczenia, kontaktów społecznych, dorastania i możliwości zdobycia pomocy, której bezdomny nie ma i nie tylko nie dostanie z dnia na dzień, ale najprawdopodobniej nie dostanie już nigdy. Osoba dająca takie rady nie potrafi zrozumieć, że ktoś inny może nie mieć tych rzeczy.

    Żeby zmienić jakąkolwiek z głównych rzeczy w swoim życiu musisz posiadać potrzebne środki i wiele szczęścia. Żeby mieć środki musisz zdobywać je przez całe życie, budując pewność siebie i ucząc się, że świat jest dobrym miejscem w którym ludzie Ci pomogą. Jeśli urodziłeś się i żyjesz szczęśliwie, a większość rzeczy idzie po twojej myśli, to czeka Cię przyzwoite życie. Jeśli nie jest tak od dzieciństwa to jesteś w dupie.

    Życie nie jest sprawiedliwe. Ci którzy wiodą dobre żyją w błędnym przekonaniu, że jest inaczej. Łatwiej jest myśleć, że każdy ma to na co zasługuje: jedni cierpią, bo są źli, a inni nie bo są lepsi od reszty. Piłkarze zarabiają miliony za bieganie po boisku, kiedy inni pracują całymi dniami za grosze, jeśli w ogóle mają wystarczająco szczęścia, żeby znaleźć pracę. Niektórzy rodzą się w rodzinach polityków, inni w Afryce, gdzie do jedzenie nie ma nic poza błotem i robakami.

    Jeśli jesteś normikiem nie będziesz nawet o tym myśleć, bo nie musisz. Spierdolina zwróci uwagę na to jak społeczeństwo traktuje ludzi, bo sama doświadczyła niesprawiedliwości. Nie jest jednak tak, że normiki nie mają pecha. Jednakże byli oni wykluczeni z większości problemów, których doświadcza spierdolina w młodości.

    Jeśli weźmiemy dwie osoby z których jedna jest normikiem, a druga spierdoliną. Obydwoje dorastali w ciężkim środowisku. Niewykluczone że gdy byli młodzi ich rodzice wzięli rozwód lub jeden z rodziców zmarł. Mogli żyć w patologii i w pewnym momencie życia mieć depresję.

    Teraz wyobraź sobie, że te dwie osoby różni tylko jedna rzecz: normik przeszedł przez szkołę na robienie kupy z dupy do kibla, a później do pracy mając przyjaciół, kilka dziewczyn, całując się przed 14 rokiem życia, uprawiał seks przed 18 rokiem życia, skończył szkołę z dobrymi wynikami - jest teraz wykształconym i przystosowanym człowiekiem. Teraz wyobraź sobie spierdoline, która jest przeciwnością tego pierwszego: nie miał przyjaciół, nie miał dziewczyny, nigdy się nie całował, nigdy nie uprawiał seksu, ma złe oceny i spędzie resztę swojego życia izolując się od społeczeństwa, bez żadnych perspektyw.

    Jaka jest różnica? Obydwoje mieli problemy. Normik miał wiele swoich problemów, ale problemy spierdoliny były wzmocnione przez brak zewnętrznego wsparcia od jakiejkolwiek osoby bądź grupy. Stąd bierze się całe rozgoryczenie w spierdolinach. Normiki wiodą łatwiejsze życie niż spierdoliny w tej samej sytuacji i z tego powodu spierdoliny stają się zazdrosne i pełne nienawiści do społeczeństwa.

    Jeśli nie jesteś częścią jakiejś grupy, to nie czujesz się cześcią społeczeństwa, nie jesteś akceptowany. Nie możesz poprostu "wziąć się za siebie" i "wyjść do ludzi", bo ukryty strach i depresja pochodząca z nie posiadania swojego miejsca w świecie, nie pozwalają na to, nieważne jak ciężko próbujesz. Gdy to się rozwija musisz przebić się siłą i stać poza swoją strefą komfortu. Jeśli cały czas dostajesz złe doświadczenia ze swoich prób to w końcu przestajesz próbować.

    Normiki nie rozumieją tego. Dla nich poddanie się oznacza nie próbowanie więcej niż jeden raz, bo im z reguły udaje się za drugim. Nie rozumieją, że poddanie się to zakończenie wieloletnich prób dostania się do tego samego społeczeństwa w którym oni są, ale Ty nie jesteś mile widziany.

    Przeanalizujmy kilka podstawowych rad normików:

    Sukces jest podróżą nie celem

    Przykładem jest podróż samochodem. Jedziesz z Sosnowca do Łodzi, żeby spotkać pare poznanych przez internet loszek i spędzić z nimi dni Łodzi.
    Normik: W drodze złapie gume. Zadzwoni do znajomego sebka, a ten pomoże mu naprawić usterkę. W międzyczasie jakiś bezdomny poprosi ich o pieniądze. Dadzą mu 20 cbl, a on powie im, że niedaleko jest bar. Po naprawieniu koła pojadą do baru, gdzie będą pić, wszczykiwać hehehuane albo inne rzeczy i srać dziwki. Potem będąc pod wpływem pojadą spotkać loszki z internetu, które okażą się lepsze niż na obrazkach.

    Spierdolina: Zostanie zatrzymana przez bagiete za przekroczenie prędkości o 10km/h. Podczas wypisywania mandatu pijany sebek wjedzie w jej samochód i ucieknie z miejsca wypadku. Policja pojedzie za nim i już nie wróci, a samochód jest zniszczony. Nie ma do kogo zadzwonić, bo nie ma znajomych. Pojawia się bezdomny i dźga spierdoline nożem dla 20 cbl, ale nic się nie stało, bo loszki poznane przez internet i tak nie były prawdziwe, to tylko żart sebków ze szkoły, które chciały ponabijać się ze spierdoliny.

    Jak widać z tego ciągu wydarzeń "Sukces jest podróżą nie celem" oznacza, że być może osiągniesz zamierzony efekt, ale nie jest to pewne przez przypadki losowe, szczęście i własne umiejętności radzenia sobie z przeciwnościami.

    Masz depresję? Każdy jest czasem smutny i musisz się nauczyć się z tym żyć

    Nie każdy jest smutny. Ludzie mający loszkę, znajomych, pracę i inne przeróżne rzeczy mogą mieć "gorszy dzień", ale ogólnie są raczej zadowoleni ze swojego życia i czują się dobrze kiedy porównują się do innych. Jednego dnia są smutni, ale następnego wracają do dobrego humoru. To nie jest depresja. A "nauczenie się żyć z tym" to wskazanie rozwiązania, które nie jest rozwiązaniem.
    Kiedy masz depresję nie masz motywacji by robić cokolwiek. Depresja nie wynika z braku substancji chemicznych w mózgu lub choroby mózgu. Jest efektem spojrzenia na świat, który jest smutny i posępny. To nie jest coś co można uleczyć biorąc leki i rozmawiając z psychiatrą. To realistyczne spojrzenie na swoje gówniane życie i nieumiejętność osiągnięcia tego co normik może osiągnąć.

    Nie można nad tym pracować medytując i ćwiczyć mówiąc "tak" życiu, spisując swoje pozytywne cechy i wspomnienia i czytając je sobie. Te techniki działają u ludzi, którzy nie mają gównianego życia. One pozwalają Ci zobaczyć jak dobre ono jest, ale jeśli nie jest to tylko poczujesz się gorzej. Będziesz budzić się w nocy płacząc, a każdego dnia będziesz wlec się marząc o śmierci, bo nie zobaczysz żadnego miejsca do którego warto jest iść. Będziesz czuć się źle, a jeśli poczujesz się dobrze to ledwo to odczujesz. W porównaniu do normika osiągnięcie szczęścia jest trudne, to jak przeciągnięcie głazu przez 4 kilometry, żeby dostać jednego M&M. Dlatego chcesz leżeć i umrzeć.

    To kolejna rzecz, której normik nie rozumie. Mogą poradzić sobie z depresją zmieniając swoje życie, bo mają wsparcie otoczenia. Mogą usunąć depresje biorąc leki, bo ich życie jest i tak dobre. Leki działają, bo pozwalają im wieść ich dobre życie. Jak masz żałosne życie to leki nie pomagają. Normiki mogą pokonać przeszkodę i przeć naprzód, ale w twoim życiu nie ma przeszkody. Nie ma tego co cie wypala. Nie ma poprostu niczego na czym Ci zależy.

    Depresja trwająca przez całe życie jest dla Ciebie samotnością i akceptacją, że nigdy nie będziesz szczęśliwy nawet jeśli będziesz próbował. Dla normika to brak loszki przez 2 tygodnie, więc nigdy tego nie zrozumie. Jeśli twierdzą, że mieli depresję, ale pracowali nad tym przez ćwiczenia lub wychodzenie do ludzi, to kłamią. Byli po prostu znudzeni co mogło wyglądać jak depresja, ale nią nie jest. Szczęście nie jest decyzją tylko czymś co masz lub nie. Możesz nie robić nic i być szczęśliwym albo robić wszystko i nadal być nieszczęśliwym.

    Przestań być spierdoliną

    To nie ma głębszego sensu. Rada od kogoś kto nigdy nie miał na co narzekać i mierzył się z małymi problemami.
    Pomyśl o głodujących dzieciach w Afryce. Twoje problemy są niczym przy ich

    Idąc tym tokiem rozumowania nikt nie może być smutny lub myśleć o problemach, bo wszyscy mają lepiej niż jakiś biedny mokebe sierota bez rąk i nóg, siedzący w śmietniku na którego ludzie srają. To irracjonalne. Ludzie oceniają się i wzmacniają na podstawie obserwacji swojej grupy rówieśniczej. Jeśli jesteś otoczony lub wystawiony na widok ludzi osiągających większe sukcesy w twoim wieku to tylko zwiększa problem.
    Ćwicz i zmień dietę na lepszą

    Najmniej głupia z wszystkich rad, ale nadal ignoruje kontekst: genetyke, metabolizm, zachowania, jakość życia, siłę woli i motywację. Normiki mogą to robić na autopilocie. Spierdolixy muszą zmierzyć się ze swoimi lękami i biernością. Nie mają też najważniejszej rzeczy - wsparcia otoczenia. Nikt nie zmotywuje ich, ani nie pójdzie z nimi na siłownię. Są pozostawieni sami sobie w każdym aspekcie życia co zabija motywację. Nawet jeśli to zrobią, to nie wpłynie to na ich życie w takim stopniu w jakim wpływa na życie normików. Będą spierdolinami z lepiej wyglądającym ciałem. Najlepsze co dostaną to seks z karynami, jeśli mają te dwadzieściapare lat. Później nikogo to już nie obchodzi. Czy to wszystko czego potrzebujesz? Bycie wysportowanym nie da Ci miłości lub wsparcia emocjonalnego od kogokolwiek wartościowego.
    Znajdź pracę i przestań być leniwy

    Większość prac pochodzi ze znajomości. Normiki mają ich wiele, a spierdoliny niewiele lub w ogóle. Trudniej jest znaleźć pracę aplikując przez internet niż przez znajomego lub rodzinę. Normiki mają też więcej pewności siebie z innych sukcesów w ich życiu, dzięki czemu łatwiej mogą przechodzić rozmowy o pracę. Spierdoliny potrzebują więcej siły woli, inteligencji i szczęścia niż normiki.
    Przestań być smutny i bądź szczęśliwy

    Kolejna rada według której poprostu zapomniałeś jak być szczęśliwym. Teraz jak normik Ci przypomniał i wreszcie możesz cieszyć się życiem. Jeśli dalej nie jesteś szczęśliwy to będą twierdzić, że to twoja wina, bo sam sprawiasz, że jesteś nieszczęśliwy. Ale kto chce być nieszczęśliwy? Jak masz być szczęśliwy kiedy wszyscy dookoła mają przyjaciół, biorą śluby, uprawiają seks i mają normikowe sprawy, a ty nie masz nic i nie widzisz żadnej drogi dzięki której mógłbyś próbować coś zmienić?
    Nawet twoi znajomi nie traktują Cię jak innych swoich znajomych. Musisz pierwszy do nich dzwonić czy pisać. Musisz żyć własnym życiem z nadzieją, że wpadniesz na kogoś kogo znasz kiedy będziesz potrzebował porozmawiać, ale nawet wtedy musisz uważać na to co mówisz, bo życie nauczyło Cię, że innych można łatwo urazić mówiąc o sobie.

    Innie ludzie będą sugerować Ci żebyś "pracował nad sobą", by zdobyć więcej pewności siebie i szczęścia. Pewność siebie i szczęście pochodzą z sukcesu, a nawet jeśli będziesz ćwiczył, to zdasz sobie sprawę, że nadal nie osiągasz tego sukcesu mimo starań i wpędzi Cię to jedynie w większą depresję.

    Najpierw stajesz się wysportowany, poźniej zdobywasz pieniądze, następnie wielki dom i ładny samochód, robisz nową fryzurę, ubierasz garnitur i kupujesz kwiaty, uśmiechasz się, rozmawiasz z kobietami codziennie..

    ..i robisz to przez 30+ lat bez efektów co sprawia, że wariujesz i zaczynasz robić głupie, dziwne lub szalone rzeczy w akcie desperacji. Ponieważ żaden z tych celów nie zrobił nic dla normika tak samo jak dla Ciebie. To tylko kłamstwa mające zająć twój umysł, żebyś nie myślał o tym dlaczego Ci nie wychodzi.

    Kiedy mówią Ci, że "aby osiągnąć X musisz zrobić Y", a ty robisz Y od zawsze, to czujesz się jeszcze gorzej, jakby jakaś papieska siła zadecydowała, że nie jesteś wart X, nie ważne jak bardzo się starasz. Jakbyś miał plamę, której nie możesz się pozbyć nieważne jak bardzo się starasz.

    Większość rad będzie bezużyteczna w prawdziwym życiu. Ludzie wyznaczą Ci cele, które nic nie znaczą. Będą powtarzać "rób to wtedy będziesz normikiem", dając takie same rady jakie przekazują media i autorytety, a w efekcie sprawiając, że będziesz nieszczęśliwy z tego kim jesteś, przez co zaczniesz żyć w niepokoju, dzięki czemu będziesz mógł być taki sam jak każdy.

    To nie sprawi, że będziesz szczęśliwy. To nie sprawi, że staniesz się normikiem. Zobaczysz że wszystkie te rady są nic nie warte, chociaż dla normików są oczywistością, bo zadziałały w ich przypadku.

    Powiedzą Ci, że musisz być być wysportowany, ale gruby sebek z podbazy szczęśliwie się ożenił i wiedzie życie jak we śnie. Powiedzą że musisz mieć dobrą pracę, samochód i dom, ale bezrobotny przećpany magik z 8 piętra żyje z 2 loszkami, które kochają jego "sztukę". Zmienić fryzurę? Naprawić zęby? Poprawić nos u chirurga? Ale brzydki mateusz z naprzeciwka nie tylko ma loszke, ale na dodatek sra karyny po imprezach, a jego znajomi to popierają. Popracuj nad social skillem? Nawet ludzie z klubu wielbicieli autobusów idąc do baru w swoim mieście mają jakiś social skill i szczęśliwe życie. Nie są zamknięci w swojej dupokanapce nie wpuszczając nikogo do środka.

    Żeby zarobić pieniądze musisz posiadać pieniądze. Tak samo jest z przyjaciółmi i innymi rzeczami w życiu. Jeśli nie masz nic możesz ogłosić bankructwo. Nie możesz zrobić nic dopóki ktoś nie zlituje się i nie pomoże Ci zresetować twojego życia społecznego.

    Zwykłe "rozmawianie z ludźmi" nie było prawdziwym problemem. Komunikacja może obejmować każdą, nawet najmniej bezużyteczną wymianę. To co liczy się w prawdziwym życiu to wartość, którą możesz dać innym. Nigdy nie bądź tak głupi, żeby pomyśleć, że będąc miłym lub współczującym jest uważane za wartościowe w nowoczesnym świecie. Nie jest. Znaczenie ma czy możesz pomóc innym zdobyć pieniądze lub poczuć się dobrze.

    Nawet kontakty społeczne działają jak rynek. Ludzie handlują czasem spędzanym ze sobą i tylko jeśli wierzą, że dzięki temu dostaną coś o większej wartości niż oddadzą. Te "zyski z handlu" są reinwestowane, przykładowo: spotykanie znajomych znajomych i kontakty sieciowe. To czysty kapitalizm kierowany niewidzialną ręką rynku. Jednak w przeciwieństwie do prawdziwej ekonomii żadne z tych społecznych bogactw nie może być regulowane lub rozdawane i spierdoliny będą żyć w społecznej nędzy, a przepaść między nimi i normikami będzie rosnąć.

    Coś co mogłoby zadziałać kiedy jesteś młody, to dołączenie do klubu w którym ludzie ze wspólnymi zainteresowaniami spotykają się by spędzać czas razem. Problemem może być to, że nie jesteś zbyt dużym fanem spędzania czasu z innymi, co sprawiło że nie masz znajomych. Najprawdopodobniej nie posiadasz umiejętności dzięki którym mógłbyś bez problemu zintegrować się z taką grupą. Dopóki nie jest to klub D&D w którym są spierdoliny, będziesz poniekąd odmieńcem i ludzie nie będą chcieli być widziani w twoim towarzystwie.

    Dla osób takich jak ty łatwe znajdowanie przyjaciół przez kluby zainteresowań nie działa. W takich klubach z reguły:

    Dołącza grupka rajzerów, która chce zniżki na coś co robią. Przyjaźnią się ze sobą i nie potrzebują więcej kolegów.
    Bawią się ze sobą i mają swoje wewnętrzne tematy, które sprawiają, że ktoś spoza grupy nie brzmi nawet trochę interesująco.
    Na spotkaniach klubu te same grupki siedzą razem i żartują ze sobą.
    Ludzi nie obchodzi co mówisz i będą słuchać jedynie po to, żeby być miłym. Jak już Cie wysłuchają, to wrócą ze swoimi znajomymi robić to co wcześniej.

    Jak widzisz kluby są pełne grupek znajomych, które dołączyły, żeby mieć miejsce w którym mogą się spotkać porozmawiać i posiedzieć razem. Nie chcą nikogo z zewnątrz. Nie ważne jak dobry w czymś jest. Im jesteś starszy tym bardziej wymaga sie od Ciebie, że jesteś dobry w tym co robi się w klubie i że posiadasz już znajomości.

    W każdej relacji partnerskiej, biznesowej, społecznej, miłosnej, jakiejkolwiek, kiedy jedna strona pokazuje, że bardzo potrzebuje drugiej strony, to automatycznie staje się przegraną. Pokazuje swoją słabość. Jedyną możliwością zdobycia znajomych to zaprezentowanie się w takim świetle, w którym oni będą chcieli być twoimi przyjaciółmi. Aby to osiągnąc muszą widzieć w tobie osobę bardziej atrakcyjną społecznie niż oni sami, mogącą dać im coś w kontekście społecznym. Muszą chcieć znajomości z tobą.

    Inaczej mówiąc, jeśli nie masz szczęścia - to nie zadziała. Tu nie jesteś w przedbazie, licbazie czy na pierwszym roku kucbudy i nie możesz znaleźć kolegów podchodząc i pytając "czy chcesz być moim kolegą". W prawdziwym świecie to nie działa w ten sposób i nie posiadasz tego co jest postrzegane jako pożądane, nie ważne jak próbowałbyś udawać.

    Gdy staniesz się starszy, a twoje życie będzie już daleko od życia normika - nie będziesz mógł wrócić. Nie możesz go zresetować, nie możesz zmienić przeszłości, jeśli od 10 lat idziesz w złym kierunku, to musisz kolejne 20 iść we właściwym z podwójną prędkością, tylko po to żeby dogonić przeciętnego mirka, który sam pracuje nad tym cały czas.

    Możliwe że zdecydujesz się kontynuować swoje życie i wszystko będzie normalne kiedy twoja uwaga pozostanie skupiona na defekowaniu, pracy, karabinku i papieżu, jeśli masz na tyle szczęścia, żeby mieć te rzeczy. Kiedy już się nimi zmęczysz zaczniesz szukać towarzystwa. Podstawowa ludzka potrzeba powiedzenia ludziom o sobie, o swoich doświadczeniach w życiu, o rzeczach które lubisz, by być człowiekiem.

    Jeśli będziesz pracować lub robić inne rzeczy na zewnątrz, to zobaczysz ludzi żyjących w zupełnie innym świecie. Tak jakbyś obserwował przez sklepową witrynę coś czego nigdy nie mogłeś mieć. Zdasz sobie sprawę z tego, że twój świat jest o wiele mniejszy od ich świata. Zobaczysz ludzi rozmawiających przez telefony i będziesz zastanawiać się jak to jest mieć z kim porozmawiać. Zobaczysz pary trzymające się za ręce, jedzące lody i przytulające się.. Zaczniesz się zastanawiać lub przypominać sobie jakie to uczucie być dotykanym przez kogoś dla Ciebie wyjątkowego. Zobaczysz ludzi śmiejących się, pijących i rozmawiających o swoich sprawach, będziesz zastanawiać się co jest tak zabawne. Może to coś o czym wiele wiesz i mógłbyś zaimponować im, jeśli tylko pomiędzy tobą, a nimi nie byłoby tej szklanej witryny.

    Po pewnym czasie zaczniesz czuć się bardziej samotny niż kiedykolwiek. Poczujesz się pusty, a twoje życie stanie się bez znaczenia i bez celu. Zdasz sobie sprawę, że oddzieliłeś się od społeczeństwa. Stracisz umiejętność czerpania przyjemności ze spędzania czasu i śmiania się z innymi ludźmi, będą wydawać się inni. Stracisz swoje umiejętności społeczne i stworzysz bariery uniemożliwiające osobą z zewnątrz zbliżenie się do Ciebie. Będziesz czuć się nerwowo lub niesprawiedliwie traktowany wśród ludzi czerpiących radość ze swojego życia. Wtedy uświadomisz sobie najgorsze, gdy nie będziesz w stanie udźwignąć tego wszystkiego, zdasz sobie sprawę z tego, że potrzeba interakcji społecznych jest naturalna, że twoje życie byłoby lepsze gdybyś miał przyjaciół i jak wiele straciłeś z życia do teraz. Zdasz sobie sprawę, że potrzebujesz innych ludzi, ale oni nie potrzebują Ciebie.

    Coś pstryknie w twoim mózgu i mały świat zacznie walić się dookoła. Nagle zostaniesz przysypany smutkiem, który doprowadzi Cię do płaczu. Zobaczysz że nie ma nikogo, kto by usłyszał twój płacz. Upadłeś tak nisko, że wspięcie się spowrotem nie jest już możliwe. To spirala prowadząca w dół, a wszystko staje się coraz gorsze z czasem.

    Nie ma stąd ucieczki. Jak wcześniej ustaliliśmy: musisz mieć znajomych, żeby zdobywać znajomych, musisz mieć pieniądze, żeby zdobywać pieniądze, musisz mieć jakieś wsparcie, żeby się starać.. jeśli nie masz nic, to nie możesz nic zdobyć. Jedynie ktoś mógłby się nad tobą zlitować i odbudować twoje życie dla ciebie, ale to się nie stanie jeśli nie masz szczęścia.

    Niektórzy powiedzą Ci żebyś wytrzymał i będzie lepiej z czasem. Nie będzie.

    Randki? Powyżej 30lvl, każdy powyżej średniej jest po ślubie lub brał ślub kilka razy. Reszta to lesbijki, szalone feministki, czekające na księcią z bajki, nawet jeśli ich wygląd jest zrujnowany lub loszki z poważnymi fizycznymi i psychicznymi problemami, które znajdują pocieszenie w tym, że nadal w miarę atrakcyjne sebki chcą je bolcować, a to i tak jest bardzo rzadkie.

    Znajomi? Ciężko znaleźć nowych po robienie kupy z dupy do kiblach i pierwszym dniu w pracy. Każdy jest zajęty swoim życiem i rzadko może znaleźć czas dla dawnych znajomych pomiędzy obowiązkami.

    Poznawanie nowych ludzi w klubach jest trudniejsze z wiekiem. Im jesteś starszy tym więcej problemów z bramkarzami. Po 30 lvlu nawet nie będziesz chciał chodzić w te miejsca.. jeśli w ogóle Cię wpuszczą. Ludzie dadzą Ci do zrozumienia, że nie jesteś mile widziany. To samo będzie dziać się na konwentach i koncertach. Nawet jeśli wyjdziesz sam, żeby coś zjeść.

    Jeśli jesteś stary i brzydki, ale zdecydujesz się pójść do prostytutki, to nie zdziw się jeśli Ci odmówią lub zarządają więcej niż chciały na początku. Czasem możesz zostać pobity i okradziony przez przykokszonego sebastiana.

    Życie jest brutalne i niesprawiedliwe. Z czasem staniesz się zauważać swoje mankamenty, które chciałbyś zmienić. Jest za późno. Zawsze było za późno. Urodziłeś się bez podstawowych umiejętności, które inni dostali. W dodatku to podstawowe umiejętności, które mają wartość w prawdziwym świecie. Czasem przez instytucje takie jak szkoły czy uczelnie, ludzie mogą przekonać siebie, że "dostają od życia tyle ile mu dają". Prawda jest taka, że dopóki coś wartościowego nie zostało dane Ci kiedy się urodziłeś, to nie odniesiesz sukcesu.

    Wszystko co miałeś osiągnąc do teraz nie zostało osiągnięte. Nie masz fundamentu na którym mógłbyś budować w tym etapie swojego życia i zawsze będziesz aspołeczną spierdoliną, postrzeganą jako przegryw bez znajomych. To zwykła ludzka natura i instynkt. Nie ważne gdzie pójdziesz i jak spróbujesz się wpasować, ta łatka pójdzie za tobą.

    Po pewnym levelu, pomiędzy 25 a 30, jeśli nie miałeś aktywnego życia społecznego, to jesteś udupiony na zawsze. Życie ludzkie jest skonstruowane w taki sposób, że większość znajomych poznaje się kiedy trzeba spędzać z nimi dłuższy czas i ich osobowość się kształtuje. W szkole, na robienie kupy z dupy do kiblach, w pracy, w wojsku itp. Im bliżej jesteś 30 tym mniej ludzi poznajesz, a więcej odchodzi. Dlatego większość ludzi zostaje z kilkoma przyjaciółmi w późnej starości.

    Aktualnie doświadczasz życia statystycznego 75 lvlowego dziadka. Bez możliwości nawiązywania kontaktów społecznych z rówieśnikami i szansy na znajomość tak długą, żeby przekształciła się w przyjaźń. Nawet on ma możliwość pójścia do klubu dla starszych ludzi i na organizowane dla niego wydarzenia. Osoba bez znajomych w miejscu w którym nie powinna się nigdy znaleźć nie może zrobić nic, bo bycie takim nie jest społecznie akceptowalne. Za każdym razem wygląda na spierdoline i dziwaka.

    Kolejnym problemem z byciem NEET lub wypadnięciem ze ścieżki życia jest to, że wszystkie rzeczy, które mogłeś zrobić żeby przejmować się swoim życiem są nieosiągalne dla ciebie bez lat lub dziesięcioleci pracy, a Ty jesteś do tyłu w porównaniu do wszystkich innych. Jeśli byłbyś w stanie coś zmienić, to nigdy nie znalazłbyś się w miejscu w którym jesteś dzisiaj.

    Jeśli rzeczy poukładały się w przeciągu miesięcy lub roku i wróciłeś do normalnego życia, to najprawdopodobniej będziesz żyć nie gorzej niż przeciętny normik. Ale jeśli musisz pracować przeciwko całemu światu, żeby tylko dostać się w to miejsce, to musisz posiadać niesamowicie silną psychikę, wsparcie znajomych i rodziny, być atraktyjnym, bogatym i czarującym.

    Oczywiście jeśli posiadałeś to wszystko nie kończysz w takim miejscu.

    Jedynymi osobami rozumiejącymi twoją sytuację są te, które jak Ty nie wiedzą jak lub nie posiadają możliwości, żeby wyjść z tego dołu. Próbowali. Nie siedzą tam z bezczynności, próbowali całe życie i wyczerpali więcej opcji niż jakikolwiek normik mógłby wymyślić jako sugestie.

    Zmiana twojej sytuacji nie jest łatwa jak wklejenie głowy papaja. I każdy normik, który myśli, że taki poziom pomocy jest w rzeczywistości pomocny jedynie napędza nienawiść do ludzi tak szczęśliwych jak on sam. Spierdoliny nie potrafią "znaleźć znajomych", "wyjść do ludzi" i "znaleźć loszki" bez problemu i z każdą porażką zostają bardziej w tyle.

    Nie ma prawdziwych odpowiedzi, poza zaakceptowaniem tej sytuacji i nauczeniem się żyć samemu przez całe swoje życie. Przeżyłeś tyle czasu sam więc poprostu żyj dalej. Może pewnego dnia nadejdzie cud.

    Ale nie liczyłbym na to.

    #spierdolenie #tfwnogf #rozwojosobistyznormikami #pasta #byloaledobre
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Mitoman Grzesiak w akcji xDDDDDDD

    "Zawsze po wylądowaniu odbierał mnie kierowca i ruszaliśmy w stronę Sao Paulo. Pewnego razu na autostradzie uderzył w nas samochód, zatrzymaliśmy się i mój kierowca, choć nie powinien, wyszedł z samochodu, by zrobić zdjęcie tej sytuacji. W tym czasie do naszego auta weszło dwóch mężczyzn z pistoletami. Jeden zaczął prowadzić samochód, a drugi usiadł obok mnie.

    ...

    Przez godzinę jeździliśmy samochodem, a oni po drodze załatwiali swoje interesy. Ku mojemu zdziwieniu, zachowałem pełen spokój i byłem w stanie z nimi normalnie rozmawiać. Wykorzystałem wszystkie znane mi techniki wywierania wpływu. Przykładowo, w pewnym momencie, gdy jeden z porywaczy trzymał mi pistolet przy brzuchu, powiedziałem mu, że gdy mnie wypuści, to wypiję trzy litry cachacy, czyli ichniejszej wódki. Wiedziałem, że dzięki temu lepiej się poczuje, bo stymuluję jego dumę narodową. Poza tym, miałem świadomość, że trzy litry alkoholu to zdecydowanie za dużo, ale powiedziałem tak celowo, żeby uznał, że to dziwne i żeby zmienić jego stan emocjonalny. I on, trzymając mi pistolet przy brzuchu, odpowiedział: "nie pij tyle, bo to cię zabije". Co za paradoks!"

    #rozwojosobisty #rozwojosobistyznormikami #grzesiak #coaching
    pokaż całość

  •  

    Kochani moi! Proszę o wypełnienie ankiety. Odpowiada się bardzo szybko i nie zajmie Wam dużo czasu.
    Proszę też o jej udostępnienie. O wynikach poinformuję jak się ich trochę zbierze.

    http://goo.gl/forms/J4wLuAYEvKRlxDWT2

    Nie chcę nic obiecywać, ale w planach mam napisanie pracy naukowej o tej właśnie tematyce. Muszę jednak najpierw sprawdzić pewne zależności, aby wykryć co z czym się koreluje.

    #przegryw #wygryw #nauka #badanie #psychologia #niebieskiepaski #rozowepaski #rozwojosobisty #rozwojosobistyznormikami #ankieta #svcxzbadanieprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #przegryw #stulejacontent #rozwojosobistyznormikami #przemyslenia
    Chciałbym podzielić się z wami tym co przeżywam, może będzie nieco przydługo, jednak wyciągam tu pewien bardzo ciekawy wniosek, który chciałbym przedyskutować z wami komentarzach.
    Mam aktualnie 21 lat. Jeżeli miałbym opisać siebie w wykopowym slangu, jestem przegrywem. Co składa się na ten mój przegryw? Całkowity brak zdolności przebywania w towarzystwie, tzn nie potrafię poprowadzić normalnej rozmowy, nie wiem o czym rozmawiać z kimkolwiek. Stan taki utrzymuje się niemal odkąd pamiętam; już w przedszkolu byłem wykluczony z grupy, inne dzieci mnie biły i poniżały. Z racji, że mieszkam na wsi (co będzie ważne dla dalszej historii), w najbliższej okolicy jedyne przedszkole znajdowało się w tym samym budynku co wiejska szkoła podstawowa, toteż musiałem tkwić w tym środowisku przez niemal siedem lat. Siedem długich lat poniżania mnie i bicia. Z racji wątłej postury i całkowitemu brakowi talentów sportowych, niemal każdy WF był dla mnie gehenną. Pamiętam raz, jak będąc w piątej klasie podstawówki pobił mnie pierwszoklasista. Może i potrafiłbym dorównać mu sprawnością, ale od dzieciństwa było mi wpajane, że nie ma gorszej rzeczy, niż uderzyć kogoś. Ja nawet nie próbowałem oddawać, moją obroną było wówczas jedynie nieskuteczne zasłanianie się przed ciosami innych. Wmawiali mi ciągle, że pod żadnym pozorem nie mogę się bić, nawet kiedy ktos zaczyna, to mam uciekać, co dodawało mi łatkę tchórza.
    Pomimo tych prześladowań, uczniem byłem bardzo dobrym. Miałem może średnią 5.4. W dużym stopniu była to zasługa mojej matki, która uważała, że albo będę uczył się najlepiej w szkole, albo nie zasługuję na nic, poza jedzeniem. Codziennie pilnowała mnie, żebym spędzał co najmniej kilka godzin przy książkach. Nie wolno było mi mieć żadnych innych zainteresowań poza szkołą. Dosłownie. Interesujesz się historią? A do szkoły Ci sie to przyda? Kiedy okazywało się, że nie, najczęściej byłem odciągany od swoich pasji, miała liczyć się dla mnie jedynie szkoła. No bo jak to, dziecko może mieć inne pasje niż nauka matematyki? Pamiętam, że w szóstej klasie zacząłem się buntować. Raz, że widziałem, że moja matka naprawdę przesadzała, że zatruwała mi życie, że nie miałem w ogóle czasu dla siebie, a dwa, że moje dobre oceny sprawiały, że moi klasowi prześladowcy jeszcze bardziej mi dokuczali. Przestałem się uczyć. O ile w domu wciąż musiałem siedzieć nad książkami, o tyle w szkole specjalnie oddawałem puste kartkówki, żeby dostawać gorsze oceny. I tak o ile w klasie piątej miałem wspomnianią średnią 5.4, tak już na koniec szkoły było to może 4.3, co moja matka mam wrażenie pamięta mi do dzisiaj.
    Marzyłem o tym, że może gdy pójdę do gimnazjum moje prześladowania się skończą. O ja naiwny. Jako, że gmina w której mieszkam liczy zaledwie parę niewielkich wiosek, toteż wszyscy z mojej dotychczasowej szkoły poszli do tego samego gimnazjum co ja, oddalonego od mojego domu o jakieś 20 km. (wyobraźcie sobie te dojazdy zdezelowanym PKS-sem i wstawanie o 4:30 rano żeby zdążyć na 8;00 na zajęcia), toteż w mojej nowej klasie było sporo osób, które gnębiły mnie już wcześniej. Gimnazjum pamiętam jak koszmar. Bicie mnie, ponizanie, znęcanie jedynie się nasiliły. Był to też okres, kiedy pierwszy raz się zakochałem, ale jako klasowy śmieć nie miałem co liczyć na odwzajemnienie moich uczuć. Pamiętam ją dokładnie. Miała na imię Gosia, chodziła ze mna do klasy. Ja, kompletnie nie wiedząc jak się podrywa po prostu powiedziałem jej kiedyś o tym na przerwie. Wyśmiała mnie, rozgadała to wszystkim w klasie a ja po raz kolejny miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
    Zauważyłem, że byłem wówczas bardzo uzależniony psychicznie od matki. Mówiłem jej dosłownie o wszystkim, nawet kiedy chciałem coś przed nią ukryć, kiedy chciałem mieć jakieś sekrety, i tak zawsze się jej wygadałem. W trzeciej klasie gimnazjum złamałem rękę jadąc na rowerze. Trafiłem na tydzień do szpitala, a od tamtego czasu zaczęła się istna gehenna. Przez niemal rok, nawet kiedy już zapomniałem że miałem to złamanie, nie wolno było robić mi dosłownie nic. Wychodzić z domu, nawet sprzątać pokoju ,,bo ręka musi się zrosnąć!", byłem traktowany dosłownie jak niepełnosprawny, matka nawet łóżko za mnie ścieliła. Ojciec pracował wówczas za granicą i widywałem go raz na trzy miesiące. Moja matka stosowała często szantaże emocjonalne, kiedy chorowała mówiła że to dlatego, że byłem niegrzeczny, albo robiłem coś nie po jej myśli.
    Kiedy kończył się okres gimnazjum, ja chciałem iść do liceum, żeby móc jakoś rozwijać się w moim ukochanym kierunku, jakim była historia. Matka powiedziała, że chyba żartuję, że po technikum nie będę miał żadnego zawodu, a chyba żartuję, że pójde na studia, bo jej nie stać. Niemal cały czas byłem namawiany na zawodówkę, ostatecznie udało mi się wynegocjować technikum, gdzie mógłbym chociaż zrobić maturę. Technikum informatyczne oczywiście. Jednak nawet przez cały czas jego trwania byłem namawiany do przepisania się do szkoły zawodowej ,,bo od grania w gry jeszcze nikt pracy nie miał"- tak, ona myslała że informatyka to granie w gry.
    Technikum było o tyle lepsze, że przynajmniej byli tam choć nieco dojrzalsi ludzie, którzy już mnie nie bili. Jednak wciąż byłem odrzucony przez klasę, często szykanowali mnie, dokuczali, raz nawet spuścili mi na przerwie powietrze z wszystkich kół w Seicento, które dostałem, by móc w ogóle dojeżdżać do szkoły. Wyobraźcie sobie to upokorzenie, kiedy wszyscy wychodzili do domów, a ja stałem tam i pompowałem te koła będąc nagrywanym przez kolegów z klasy. (dobrze w ogóle, że miałem pompkę obok zapasówki).
    Kiedy skończyło się technikum, nie marzyłem o żadnych studiach. Tzn, marzyłem, ale wiedziałem, że moja matka ze swoją rentą i wypłatą ojca, który podjął pracę w Polsce nie pozwoli na opłacenie ich. Zacząłem szukać pracy. Jako, że w moich okolicach usługi niemalże nie istnieją, zatrudniłem się w fabryce prefabrykatów. Potrafiłem pracować po kilkanaście godzin dziennie w brudzie,deszczu, śniegu, hałasie i zapyleniu za niecałe 2,5 k miesięcznie. Nie miałem praktycznie czasu dla siebie, nie miałem nikogo bliskiego, wszystkie kontakty urwały mi się zaraz po szkole. CHciałem znaleźć nową pracę, jednak gdy tylko o tym wspominałem rodzicom, że chcę to zrobić, od razu naskakiwali na mnie, że gdzie ja tyle pieniędzy zarobię, że przecież to bardzo dobra praca (taaa, czy taka dobra to później powiem). Wytrzymałem tam pół roku. Nie wytrzymałem psychicznie, gdy oglądając zdjęcia moich znajomych, którzy podczas ferii zimowych ze swoimi dziewczynami latali sobie na zagraniczne wakacje, ja stałem 13 godzin w deszczu gdy na zewnątrz były niecałe 2 stopnie. Pamiętam, że miałem wówczas wysoką gorączkę, a wtedy zadzwonił do mnie z domu majster który powiedział, że mam zostać jeszcze dwie godziny, bo będę musiał załadować jednego tira. Następnego dnia miałem do pracy na rano. Cisnąłem pilotem od suwnicy w ziemię, poszedłem do domu. Piekło, jakie rodzice urządzili mi od następnego dnia pamiętam bardzo dokładnie. Matka od razu zachorowała, miała wysoką gorączkę, miałem znaleźć pracę w ciągu dwóch dni albo (tu cytat) wy***lać z domu. No to co zrobiłem? Znalazłem pierwszą lepszą. Na magazynie, za najniższą. Niby najniższa, niby rampa załadunkowa. Ale ja byłem szczęśliwy jak nigdy, że nie muszę moknąć i pracuję pod zadaszeniem. Ta sprawa pokazała mi jedynie, jak bardzo uzależniony jestem psychicznie od rodziców.
    Jednak pracując tam przez ten rok, oglądając to jak moi dawni znajomi korzystają z życia, studiują, rozwijają się, zakładają rodziny, chciałem być tacy jak oni. Powiedziałem sobie, że muszę zacisnąć zęby. Powiedziałem rodzicom, że chcę studiować zaocznie, że chcę wyprowadzić się do Wrocławia, tam znaleźć pracę, wynająć jakąś stancję. Dosłownie potraktowali mnie, jakbym powiedział, że od dziś zamierzam hodować nosorożce- uznali to za tak abstrakcyjną i niemożliwą do zrealizowania wiadomość, że po prostu stwierdzili, że zwariowałem. Jakież było ich zdziwienie, kiedy pokazałem im list od rektora z informacją, że zostałem przyjęty. Wówczas też zacząłem szukać pracy we Wrocławiu, wciąż pracując jako magazynier. Rodzice robili dosłownie wszystko, żebym tylko tego nie zrobił. Zabraniali mi jeździć na rozmowy kwalifikacyjne, zabierali mi kluczyki od samochodu, używali takich argumentów jak ,,będziesz musiał sam ścielić sobie łóżko" (serio). Kiedy już udało znaleźć mi się pracę, nagle... Ojca zwolnili. Było to o tyle tragiczne, że zostawaliśmy w trójkę na rencie matki, która wynosiła kilkaset zł. Cóż mogłem zrobić w tej sytuacji... Pokornie wróciłem po tygodniu na ten magazyn, żeby rodzice mieli za co żyć. Ojciec kilka dni po tym znalazł pracę na tej samej fabryce, w której poprzednio pracowałem ja. Pomimo, że mi ciągle gadał że to wspaniała robota, wytrzymał tam jedynie miesiąc. Powiedział, że to kołchoz. Wrócił po miesiącu do swojej poprzedniej. Podejrzewam, że był to bluff z jego strony, tzn że zwolnił się sam, żebym ja nie wyjeżdżał.
    Pomimo, że pracowałem wciąż na magazynie, to studia jednak podjąłem. Konkretnie historia na UWr. Na wykładzie z historii Śląska, mój profesor (swoją drogą prawdopodobnie jedyna osoba z długimi włosami, która jest jednocześnie łysa, studenci wydziału Nauk Historycznych na pewno wiedzą o kogo chodzi( ͡° ͜ʖ ͡°) ) powiedział zdanie, które było dosyć neutralne, ale mnie bardzo zabolało. Kiedy tłumaczył różnice między Dolnym, a Górnym Śląskiem w XIX wieku stwierdził, że Śląsk Dolny był wówczas bardziej zurbanizowany, uprzemysłowiony, mieszkała tam ludność bogatsza, niż na Śląsku Górnym, gdzie dominowały wioski i biedniejsza ludność. Jako, że we Wrocławiu funkcjonował wówczas jedyny uniwersytet w regionie, toteż nieliczni studenci ze Śląska górnego studiowali najczęściej tam. i wtedy padło zdanie, które postaram się sparafrazować ,,mieszkańcy Górnego Śląska po skończeniu studiów zostawali najczęściej autorytetami w swoich małych miejscowościach, księżmi, nauczycielami w wiejskich szkołach". Poczułem się, jakby to było o mnie. I taka jest prawda. Ja marzę jedynie o tym, nie, żeby mieć kupę kasy, żeby zdobyć stanowiska. Szczytem moich marzeń jest to, żeby nie musieć pracować fizycznie. Nawet po skończeniu studiów podejrzewam, że zawód nauczyciela byłby dla mnie szczytem marzeń za który dziękowałbym losowi.
    Obecnie siedzę na wsi, nie mam kompletnie żadnych znajomych, nigdy nie miałem dziewczyny, nigdy nie bylem na żadnych wakacjach, nie licząc kolonii organizowanych przez Caritas w podstawówce. Oglądam moich znajomych, moją siostrę, która mieszka w mieście i jest utrzymywana przez swojego męża, który zabiera ją na egzotyczne wakacje. W porównaniu do nich jestem nikim. Coraz częściej upijam się, żeby nie myśleć o tym wszystkim, o tym, że nie potrafię nawiązywać normalnych relacji, że jestem takim gównem społecznym, które poza pracą w ogóle nie wychodzi z domu, bo i po co, skoro na tej wsi nic nie ma? Mam myśli samobójcze, jestem dosłownie wrakiem człowieka.
    Podejrzewam, że mam chyba nawet jakąś chorobę psychiczną. Zresztą, znajomy z pracy wprost mi to powiedział. Po prostu jestem idiotą, a uważam się za pseudointeligentnego. Co mi po tym, że wydałem ksiażkę, skoro jedyne co zrobiłem, to zapłaciłem za jej druk? Nawet nie trafiła do sklepów, a raczej porozdawałem ją pomiędzy najbliższe biblioteki i rodzinę. Mam dość takiego życia. Po prostu dość. Każda próba zmiany mojego stanu jest sabotowana przez rodziców, którzy cieszą się, że syn siedzi ciągle w domu, bo ,,oni przynajmniej są spokojni". Nie chcę tak żyć, ale nie chcę też unieszczęśliwiać rodziców. Jestem zerem. Naprawdę sądzę, że coś z moim umysłem jest nie tak, bo to przecież niemożliwe, że każde środowisko odrzucałoby zdrowego człowieka. Piję już nawet codziennie. Czuję, jak staczam sie coraz bardziej. Prosty robol ze wsi marzący by być kimś. O tym, żeby poznać normalną kobietę już nawet nie marzę.
    Wybaczcie, że rozpisałem się tak bardzo. Pozdrawiam tag #przegryw
    Wybaczcie że długo. Chciałem po prostu komuś się wygadać.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: nie rozumiem po co rodzice forsowali kucie w budzie, skoro miałeś ich zdaniem iść do zawodówki.

      A teraz protipy:

      - zakładam, że to technikum to nie było jebane hotelarstwo. Szukaj roboty w tym zawodzie. Jk nie pyknie, to słuchawka za 15 brutto na godzinę, jakoś przeszczurzysz. Nie sraj żarem że nie dasz rady, to nie są roboty typu rocket science, rekruter oczekuje byś trochę myślał, nie sugerował ryzyka rozjebania zespołu (odpuść krawędziowość) i nie przejawiał postaw rewolucyjnych i dasz radę.
      - w CV wysyłanych do call center i innych "pseudoumysłowych" gówien (no, prac gdzie jeszcze nie stosujesz mózgu ale już nie machasz łopatą) NIE pisz o pracy w fabryce gówna i smrodu. Lepiej mieć rok-dwa przerwy w CV między maturą a początkiem studiów (albo po prostu nie podawaj daty matury, studiujesz od tego i tego i chuj, nikt się nie zainteresuje) niż stygmat robociarza.
      - rozważ zapisanie się na dzienne prawo/inny chłam na wydziale prawa, żeby zamaskować idealizm przy wyborze historii jako kierunku. Nie, nie musisz go kończyć, po prostu ma być.
      pokaż całość

    •  

      **xyz **: Książka o Śląsku? Jak tak, to biere.
      Pierwsze co - odetnij się od rodziców, bo oni cię powoli zabiją. Masz prawo do swojego życia, takie samo jak twoi rówieśnicy, wyprowadź się, urwij kontakt. A potem marsz do psychologa, naprawdę potrzebujesz pomocy. Jeszcze i dla ciebie świat będzie piękny.

      Zaakceptował: Eugeniusz_Zua}

      pokaż spoiler Wołam obserwujących: @Czeslaw_i_-92, @Toczke
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (15)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #rozwojosobistyznormikami

0:0,0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:2,0:3,0:0,0:0,0:0,0:1

Archiwum tagów