Grupa promująca interesujące znaleziska naukowe, ciekawostki, zainteresowania. Dołącz do tagu i promuj lepszy Wykop.

  •  

    Bardzo ważna praca wydana w tym roku w języku polskim!

    David M. Glantz - "Kolos odrodzony. Armia Czerwona na wojnie, 1941-1943"

    Zaletą Kolosa odrodzonego, ważnego osiągnięcia w dziedzinie przywracania i kultywowania pamięci o wojennym doświadczeniu całego narodu, jest niezrównany dostęp Glantza i wykorzystanie przez niego radzieckich źródeł archiwalnych. Pozwala mu to nie tylko rzucić światło na zwycięstwa Armii Czerwonej pod Moskwą, Stalingradem czy Kurskiem, ale także wydobyć z cienia mnóstwo ważnych „zapomnianych bitew”, z których wiele skazano na niepamięć w imię ochrony reputacji uczestników i narodowej dumy. Jak z niespotykaną dotąd szczegółowością ujawnia autor, w pierwszych latach konfliktu katastrofalne klęski przeplatały się z doniosłymi zwycięstwami, gdy Armia Czerwona usiłowała się odnaleźć w warunkach „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej".

    Oprócz samych bitew Glantz prezentuje wnikliwy portret Armii Czerwonej jako ewoluującej instytucji wojskowej. Dokonując przejrzystej jak nigdy dotąd oceny jej wielkości, liczebności i struktury sił, autor przedstawia przenikliwy wgląd w doktrynę, strategię, taktykę, uzbrojenie, wyszkolenie, korpus oficerski i kierownictwo polityczne. Nadaje przy tym ludzkie oblicze dowódcom i żołnierzom Armii Czerwonej, w tym kobietom i członkom jednostek – bezpieczeństwa (NKWD), inżynieryjnych, kolejowych, transportu samochodowego, budowlanych czy karnych – których znaczenie dotychczas nie w pełni rozumiano.

    Glantz, czołowy światowy autorytet w dziedzinie radzieckich sił zbrojnych, stworzył nadzwyczajne opracowanie, niezmiernie poszerzające nasze pojmowanie fragmentu II wojny światowej, któremu wciąż niełatwo wynurzyć się z mroków historii.

    O autorze:

    David M. Glantz to założyciel i były dyrektor Biura Badań nad Obcymi Siłami Zbrojnymi (Foreign Military Studies Office) Wojsk Lądowych Stanów Zjednoczonych. Wśród wielu jego publikacji znalazły się: Stumbling Colossus, Zhukov's Greatest Defeat, The Battle of Kursk, The Battle for Leningrad oraz When Titans Clashed.

    Dostępna:

    http://napoleonv.pl/p/26/1551/kolos-odrodzony-armia-czerwona-na-wojnie-1941-1943-wydawnictwo-napoleon-v.html

    Wydanie oryginalne:

    http://www.amazon.com/Colossus-Reborn-Army-Modern-Studies/dp/0700613536/ref=sr_1_2?ie=UTF8&qid=1550353991&sr=8-2&keywords=glantz+reborn
    http://www.goodreads.com/book/show/733869.Colossus_Reborn

    #gruparatowaniapoziomu #historia #ciekawostkihistoryczne #glantz #drugawojnaswiatowa #armiaczerwona #ksiazki #literatura #napoleonv #1941 #1942 #1943
    pokaż całość

  •  

    Mirki z #ogrodnictwo, może to czas, żeby każdy w ramach luzu wrzucił co tam ciekawego, nie do końca konwencjonalnego zamierza zastosować w swoim ogrodzie, donicy, balkonie czy parapecie?

    Jest masa fajnych rzeczy od samych gatunków, przez nawożenie po środki ochrony i wiele więcej. Każdy coś tam wie, coś stosuje, coś słyszał czy czytal. Może to czas na jakiś tag na takie #agrozwykopem, gdzie będzie bądzie okazja coś podpatrzeć, czegoś się nauczyć czy podjąć próbę eksperymentu.

    Ja dziś wrzucam, ostatni zakup. Będę stosowal na drzewach owocowych i iglakach. Zobaczymy
    ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dobroczynek gruszowy jest naturalnie występującym roztoczem, niezwykle skuteczny w walce z przędziorkami i szpecielami. Szybko się namnaża i na inne rośliny przenosi do wiatr. Niezastąpiony strażnik w ogrodzie.

    Zimą lub wczesną wiosną zakładamy filcowe opaski z dobroczynkiem w ogrodzie, sadzie czy jagodniku. Przy plusowych temperaturach i pod wpływem światła samice dobroczynka wychodzą z opasek na żer, a jedna z nich potrafi zniszczyć nawet 8 przędziorków dziennie, a około 550 z ciągu swojego życia. Tworzą się w ten sposób populacje tego pożytecznego roztocza. Z czasem populacja wzrasta i jest przenoszona na inne rośliny wraz z wiatrem sprzyjając naturalnej ochronie naszych roślin.

    pokaż spoiler #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    #cytatywielkichludzi #cytaty #gruparatowaniapoziomu

    7/471

    Podobny bądź do skały, o którą się ciągle fale rozbijają. A ona stoi, a koło niej usypiają bałwany wody. "O ja nieszczęśliwy, że mię to spotkało."- Ależ nie tak! Lecz: "O ja szczęśliwy, że chociaż mię to spotkało, żyję bez smutku, nie gnębi mnie teraźniejszość ani nie boję się przyszłości." To bowiem każdemu przydarzyć się mogło, a nie każdy potrafiłby żyć z tym bez smutku. Dlaczegóż więc owo jest bardziej nieszczęściem, jak to szczęściem? Czyż w ogóle nazwiesz to nieszczęściem człowieka, co nie jest odstąpieniem od natury człowieka? Czy odstąpieniem od natury ludzkiej zdaje ci się być to, co nie jest niezgodne z wolą jego natury? Jakżeż więc? Wolę znasz. Czyż więc to, co ci się zdarzyło, wzbrania ci być sprawiedliwym, wielkodusznym, roztropnym, rozumnym, ostrożnym, szczerym, obyczajnym, wolnym i inne mieć cechy, przy których natura ludzka swą właściwość zachowuje? Pamiętaj zresztą przy każdym zdarzeniu, które cię do smutku przywodzi, o zasadzie: To nie jest nieszczęściem- owszem, szczęściem jest znosić to wzniosie.

    Marek Aureliusz - "Rozmyślania"
    Tag do obserwacji/czarnejlisty
    #marekaureliusz
    pokaż całość

  •  

    CZY STAROŻYTNI SZYFROWALI WIADOMOŚCI?

    Czy starożytni szyfrowali wiadomości? Oczywiście – używali w tym celu tak zwanej laski lakońskiej. Eforowie, czyli urzędnicy spartańscy mieli zwyczaj przesyłać polecenia wodzom bawiącym za granicą, wypisując je poprzecznie na pasku skóry owiniętym dookoła laski określonej grubości; po rozwinięciu paska napis rozpadał się na grupy liter bez znaczenia, a czytelny stawał się znów po nawinięciu na identycznych rozmiarów laskę.

    „Laska lakońska” - było to również przysłowiowe określenie oznaczające krótką i niedwuznaczną wypowiedź.

    http://www.imperiumromanum.edu.pl/ciekawostka/czy-starozytni-szyfrowali-wiadomosci/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #rzym #ciekawostki

    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    http://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: j.jpg

  •  

    Tłumy protestujące przeciwko Wielkiemu Kryzysowi, 1931, USA

    Wielka Depresja spowodowała masową imigrację do Związku Sowieckiego, głównie z Finlandii i Niemiec. ZSRS początkowo był z tego powodu zadowolony ponieważ wierzono, że imigranci są ofiarami kapitalizmu, które pomogą sowieckiej sprawie. Jednakże, kiedy ZSRS wszedł do wojny w 1941 to większość z tych Finów i Niemców została wywieziona na Syberię a ich dzieci umieszczone w domach dziecka. Ich los pozostaje nieznany.

    #ciekawostki #historia #rosja #gruparatowaniapoziomu #historiajednejfotografii
    pokaż całość

  •  

    Niezwykła historia Michaela Aquino

    Początki

    Założenie Temple of Set (ToS) wiąże się z konfliktem wewnątrz Kościoła Szatana, a dokładniej między ówczesnym kapłanem - Michaelem Aquino, a Szandorem LaVeyem. Aquino już od 1969 roku był członkiem CoS i szybko awansował na stopień Magistra IV (1970). W 1975 LaVey podjął decyzję o sprzedawaniu tytułu Kapłana za pieniądze. Aquino nie zaakceptował takiego pomysłu i razem z grupą 28 osób założył swój własny kościół - Świątynię Seta. Dodatkowo postawił też zarzut, że Kościół Szatana jest zbyt mocno wykorzystywany do osobistych celów LaVeya, który stojąc na czele dużej, satanistycznej organizacji, świetnie promował swoją własną osobę . Mało tego, schizma miała też podłoże ideologiczne. Podczas gdy w CoS szatan był tylko symbolem, Aquino wierzył w boga-Szatana. Nowy kościół nie spotkał się z taką popularnością jaką miał CoS w początkach swojego istnienia. ToS była organizacją bardziej tajemniczą i oficjalnie nie liczącą na finansowe zyski. Świątyni nie zależało na rozgłosie i popularności i dlatego też trudno określić dokładnie jej historię. Wiadomo, że Aquino w 1996 roku odstąpił władzę na rzecz Dona Webba

    Diabeł w służbie bezpieczeństwa

    Bardzo niepokojące, i to nie tylko dla potomków wrażliwych na te sprawy purytan, muszą być odkryte na początku lat 80. zeszłego wieku związki amerykańskich służb specjalnych z przywódcami grup satanistycznych. Według dokumentów przedstawionych przez Williama Coopera w książce Behold a pale horse, Aquino oraz dwie inne osoby związane z kultem byli oficerami wywiadu wojskowego.

    Według policyjnej notatki wyróżniającym tę grupę aspektem była fascynacja nazizmem, co uzewnętrzniało się przywdziewanymi przez czcicieli Seta przy różnych ważnych dla nich okazjach mundurami hitlerowskiej armii oraz nazistowskimi emblematami. Jednak najbardziej niepokoiły związki Aquino z amerykańską armią oraz z tym, że był on związany z wywiadem wojskowym. Podobnie rzecz się miała z dwójką jego zastępców.

    Michael A. Aquino, czytamy w notatce, jest człowiekiem bardzo wykształconym, ma tytuł doktora nauk politycznych oraz stanowisko profesora w Golden Gate College w San Francisco. Z dalszej treści notatki dowiadujemy się, że „Świątynia Seta” praktykuje czarne msze. Krążyły też pogłoski, że sekta coraz zapalczywiej rekrutuje członków z dawnej grupy Anioły Piekła i innych gangów motocyklowych. Mimo że informacje na temat Aquino przedostały się do opinii publicznej, budząc liczne protesty, armia amerykańska stwierdziła, że nie widzi problemu, jak długo indywidualne praktyki religijne utrzymywane są w granicach obowiązującego prawa.
    Dlaczego, mimo niechęci obywateli do faktu, że twórca i „kapłan” satanistycznej grupy służy w armii amerykańskiej i to w tak newralgicznym miejscu, jak wywiad wojskowy, władze nie zareagowały na protesty? Dlatego że Aquino był ważnym specjalistą w dziedzinie wojny psychologicznej. Jego umiejętności „prania mózgu”, wykazane podczas budowania sekty oraz rozprzestrzeniania jej wpływów w USA, Kanadzie oraz Europie, jak też na wyspach Pacyfiku, chciano wykorzystać w wojnie psychologicznej, którą w przyszłości będzie można prowadzić przeciwko państwom zagrażającym bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych

    Szatańskie wersety

    A „kapłan” szatana miał już pewne przemyślenia na temat taktyki prowadzenia takiej wojny. Jak pisał Michael A. Aquino w rozprawie opracowanej razem z Paul E. Valley Od PSYOP do MindWar: Psychologia zwycięstwa, armia amerykańska w Wietnamie nie została pokonana na polu walki militarnej, ale psychologicznej. Dlatego należy odrzucić dotychczasową koncepcję „operacji psychologicznej” (stąd PSYOP) na rzecz „wojny umysłów” (MindWar), bardziej zdecydowanej, wpływającej na psychikę przeciwnika, niż dotychczasowa metoda przekonywania, ugłaskiwania, skłaniania. A nade wszystko, totalnej.

    Bowiem według autorów, wojna umysłów ma na celu przekonać wszystkie strony konfliktu, zarówno wrogów Ameryki, jak i samych Amerykanów, że to USA wygra rozpoczętą wojnę. Żołnierz wrogiej armii ma zostać pokonany zanim ubierze mundur, a obywatel Ameryki przekonany o słuszności wojny i nieuchronnym zwycięstwie, zanim pojawi się w nim ochota wyjścia na ulicę z antywojennymi protestami: Czy armia amerykańska pokonana została w wietnamskiej dżungli czy na ulicach amerykańskich miast? Czy takie „pranie mózgów”, również swoim obywatelom, jest etyczne? Autorzy odpowiadają, że byłoby nieetyczne, gdyby w ramach „wojny umysłów” przekazywano nieprawdę, ale siła Mindwar leży w tym, że koncentruje uwagę odbiorców na prawdzie przyszłości. Mówiąc o zwycięskiej wojnie, mówi przecież prawdę, która właśnie się staje, a im bardziej ludzie w nią uwierzą, tym szybciej zobaczą efekty głoszonego zwycięstwa. Nasze zwycięstwo nad wrogiem nie polega na tym, że zmusimy go do działań zgodnych z naszym interesem, ale że postrzegać będzie prawdę tak, jak my ją postrzegamy. Te słowa nie powinny zadziwiać; mamy przecież do czynienia z „kapłanem” diabła, a ten, jak już była o tym mowa, jest maestro kłamstwa i iluzji. Powinny raczej zatrważać.

    Praca, napisana w 1980 r., wywołała wiele obaw. Wszak stanowiła zarys zapanowania nad umysłami ludzi, i to nie tylko wrogów, ale całego globu ziemskiego. Jej autorzy podkreślali, że w tę wojnę musi zostać włączona cała ludzkość, wtedy dopiero będą prawdziwe efekty: dominacja Ameryki w świecie. Ale, dodajmy już od siebie, oparta na fundamencie wszechogarniającego fałszu.

    Aquino się wybiela

    Jednak w wywiadzie dla portalu disinfo.com., przeprowadzonym wiele lat później, bo w 2013 r., Michael Aquino zdaje się lekceważyć znaczenie tej pracy, nazywając ją niczym więcej niż teoretycznym rozważaniem w formie eseju, mającym być odpowiedzią na niepowodzenie dotychczasowego sposobu walki psychologicznej, stosowanej w Wietnamie. Satanista zaprzecza też, jakoby brał udział w programach nad kontrolą umysłów, takich jak „MK Ultra” bądź „Project Monarch”.

    #poro6niec - obserwuj
    #gruparatowaniapoziomu
    #ciekawostki
    #satanizm

    http://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/3757-ta-piekielna-ameryka
    pokaż całość

    źródło: 5t.jpg

  •  

    Zapewne wiele z was kojarzy Adolfa Hitlera, raczej z tej gorszej strony, niż lepszej. W latach 1944 - 1945 kiedy to wydatki wojenne przerosły oczekiwania Hitlera, postanowił on zainwestować w ciekawy biznes. Niewiele z was wie, że postanowił on zainwestować w fabrykę wafelków do lodów na terenie sprzymierzonych Indii. Sprzedaż wafelków brandowana twarzą Hitlera nie tylko miała wspomóc niemiecki kapitał, ale także ocieplić i spopularyzować jego postać. Po upadku trzeciej rzeszy, Hitler wyemigrował do Indii, gdzie dożył spokojnej starości, czerpiąc zyski ze sprzedaży wafelków do lodów.

    Czytał: Bogusław Wołoszański

    #nieznanefaktyzzyciaadolfahitlera #ocieplaniewizerunkuadolfahitlera #heheszki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #adolfhitler
    pokaż całość

  •  

    Wykopiecie? :)

    Amazonki z Dahomeju - Elitarne oddziały kobiece nie tylko pełniły funkcję straży pałacowej, lecz także brały udział w wyprawach wojennych. O ile Dahomej porównywano do Sparty, o tyle miejscowe kobiety uważano za amazonki.

    PS Zapisz się na listę: The best of #historia :)

    Proste zasady:

    1. Najwyżej jedno, wyjątkowo dwa wołania dziennie do znaleziska poświęconego historii.
    2. Tylko materiały z bibliografią (chyba że to np. galeria zdjęć) i autorem znanym z imienia i nazwiska.
    3. Jeśli w nagłówku będzie pytanie, w środku zawsze znajdziesz odpowiedź.
    4. Bez taniej sensacji, bez chamskich clickbaitów, ale nie oceniam materiałów po tytule, lecz po całej zawartości.
    5. Żadnych bzdur o Wielkiej Lechii, żadnych ufoludków budujących piramidy, tylko materiały oparte na literaturze naukowej.

    Kliknij: http://mirkolisty.pvu.pl/list/7boqzR3aRAAJB580, zaloguj się i kliknij "dołącz"!

    #nauka #historia #ciekawostkihistoryczne #militaria #gruparatowaniapoziomu #liganauki #wojna #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: konflikty.pl

  •  

    Post z wczoraj

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj nie będzie wpisu historycznego. Opowiem za to o niezwykłych ludziach.

    Wracając dziś do domu, dostałem dwie wiadomości. Dobrą i złą.

    Dobra była taka, że w skrzynce znalazłem dwa listy z Niemiec. Kilka tygodni temu postanowiłem napisać do dwóch kolejnych, jednych z ostatnich, kawalerów Krzyża Rycerskiego. Do Hugo Brocha, porucznika pułku myśliwskiego JG 54 ''Grünherz'' (jednostki tak wytrawnych Expertów, jak Erich Rudorffer, Walther Nowotny i Otto Kittel), asa z 81 zwycięstwami na koncie. Oraz do Ludwiga Bauera, również porucznika, tyle, że z 9. Dywizji Pancernej, weterana walk pod Moskwą, na Kaukazie i w Ardenach.

    Obaj odpowiedzieli, napisali do mnie krótkie listy (muszę szybko je przetłumaczyć). Pan Broch dwa lata temu zasłynął, tym, że mając 95 lat, wsiadł do Spitfire'a. W Kurlandii poznał majora Rudorffera, do którego także napisałem list parę lat temu. Pan Bauer wysłał mi swój album na temat swojej służby. W Ardenach ledwo uszedł z życiem z płonącej Pantery. Siedem razy ranny.

    Obaj, w momencie dokonania tych niezwykłych czynów mieli odpowiednio 23 i 22 lata. Mniej, niż ja mam teraz.

    Zła wiadomość była taka, że Pan Generał Tadeusz Bieńkowicz z AK potrzebuje pilnie krwi.

    Pana Generała poznałem, gdy jeszcze miał podpułkownikowskie szlify na naramiennikach. Kilkukrotnie byłem na jego wykładach, jeden sam prowadziłem. Mam z nim kilka zdjęć i kilka jego autografów. Gdy przy nim stałem, moją uwagę rozpraszały dwa ordery na jego mundurze.

    Virtuti Militari i Krzyż Walecznych.

    Odznaczenia rycerza Rzeczypospolitej, który własną piersią, mając nieco ponad 20 lat, bronił Jej przed potworami, antyludzkimi monstrami spod znaku swastyki i czerwonej gwiazdy.

    Pan Generał błyszczy blaskiem dawno minionych czasów. Innej Polski, innego pokolenia. Pokolenia Kolumbów, którym my nie dorastamy do pięt. Mówił ze swadą, ale i z powagą, opowiadał swój wspaniały życiorys, godzien świetnego filmu. O zamachach na gestapowców, odbijaniu więźniów, o walce na Kresach. Życiorys bohatera.

    Moją dumą jest, że mogłem go poznać.

    Pan Generał pilnie potrzebuje krwi. Dowiedziałem się o tym w pociągu, więc, gdy tylko dojechałem, wyskoczyłem z wagonu i pojechałem pierwszy raz w życiu oddać krew. Przede mną była masa ludzi, w tym żołnierze z garnizonu.

    Jeśli zatem są tu patrioci, którzy nie słowami, lecz czynem, chcą uhonorować żyjących bohaterów, apeluję.

    Idźcie oddać krew.

    Ktoś może mi napisać, że to skandal, że piszę listy do hitlerowców. Że jestem nazistą i pewnie volksdeutschem.

    Jestem historykiem. Ci ludzie to bezcenni świadkowie historii. Za 10, 15 lat ich już nie będzie. Odejdą z tego świata. Jeśli ktoś będzie ich sądzić, to sam Najwyższy.

    Ci, którzy wyzywają mnie od nazistów, też szybko zapomną. A ja będę pamiętał, że pisałem do weteranów walk, że spotykałem się z nimi, że mam - teraz - 100 podpisów weteranów z różnych krajów. Polski, Wlk. Brytanii, Kanady, Niemiec, USA. I jestem, i zawsze będę dumny z tego, że upamiętniłem ich imiona.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Jerzy Duda-Gracz
    Malarz, rysownik, grafik, scenograf. Urodził się 20 marca 1941 roku w Częstochowie, zmarł 5 listopada 2004 roku w Łagowie.
    Więcej prac artysty :
    http://milenaolesinska.blogspot.com/2019/02/jerzy-duda-gracz.html

    #sztuka #polska #kultura #malarstwo #gruparatowaniapoziomu #art pokaż całość

  •  

    Jerzy Duda-Gracz
    "Sztuka Dudy-Gracza rozpięta jest między biegunami groteski i ironii z jednej strony, a sentymentalizmu i nostalgii z drugiej. Ten drugi odnosił się, jak określał malarz, do świata, który "odchodzi, umiera, gdzie więcej jest snu, zdarzeń z dzieciństwa", świata "w pejzażu przedindustrialnym". Znany jest jednak przede wszystkim z obrazów o gorzkim wydźwięku, komentujących rzeczywistość polityczno-społeczną kolejnych dekad, od głębokiego peerelu do początków transformacji i III RP."
    Więcej prac artysty :
    http://milenaolesinska.blogspot.com/2019/02/jerzy-duda-gracz.html

    #sztuka #polska #kultura #malarstwo #gruparatowaniapoziomu #art
    pokaż całość

    źródło: Duda_6.jpg

    +: manngoth, niebieskikociak +6 innych
  •  

    Irakijska awantura Trumpa

    O administracji Donalda Trumpa można by powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to że słynie ona z subtelności i wyczucia – tak często niezbędnych w dyplomacji. Wszystkie wady obecnej administracji idealnie widać na Bliskim Wschodzie, gdzie prezydent USA zachowuje się niczym słoń w składzie porcelany. Najpierw kokietuje swoich sojuszników, tylko po to aby już kilka dni później „trąbą” – ew. inną częścią ciała – zniszczyć to co z taką pieczołowitością budował. Ostatnim aktem tej bliskowschodnio-trumpistowskiej tragikomedii stały się napięcia w stosunkach amerykańsko-irackich. Zaledwie kilka niefortunnych wypowiedzi amerykańskiego prezydenta wystarczyło, aby irakijski parlament zaczął rozważać uchwalenie ustawy, która położyłaby kres obecności amerykańskich wojsk w Iraku.

    Dzisiaj wychodzę od sporu amerykańsko-irakijskiego, opisuję pokrótce wzrost znaczenia irackiego nacjonalizmu "nowego wzoru" a kończę na współczesnej roli USA na Bliskim Wschodzie.

    W kilku słowach mierzę się także z zeszłorocznym powiedzeniem Jeremiego Shapiro, który stwierdził "Asking the United States to solve the problems of the Middle East is like asking an alcoholic to solve your drinking problem. Sure, he has lots of experience, but it is all bad and he can't remember most of it.

    Piątek, więc tekst specjalnie napisany przyjaznym językiem a jednocześnie dotykający kluczowych kwestii.

    Polecam czytać bezpośrednio na blogu - lepszy układ strony, a poszczególne fragmenty tekstu są opatrzone źródłami.
    ———————————————–

    Orzeł wylądował

    W środę, 26 grudnia 2018 roku, na irakijskiej ziemi wylądował Air Force One. To prezydent Donald Trump postanowił złożyć wizytę amerykańskim żołnierzom stacjonującym w bazie lotniczej Al Asad, położonej 160 km na zachód od Bagdadu. Prezydent potrzebował tej wizyty jak nigdy. Zaledwie kilka dni wcześniej ogłosił wycofanie amerykańskich wojsk z Syrii, co spotkało się z ostrymi protestami ze strony Kongresu. Jednak opozycja polityczna to nic w porównaniu z tym co zaczęło dziać się w kręgu bliskowschodnich sojuszników USA. Od Tel Awiwu po Abu Zabi przetoczyła się fala strachu, że wycofanie się z Syrii to tylko pierwszy krok do całkowitego „zwinięcia” amerykańskiej obecności z regionu.

    Dlatego też Trump zdecydował się na podróż właśnie do bazy Al Asad. Wizyta w bazie, która przez długi czas znajdowała się na pierwszej linii frontu przeciwko IS oraz w państwie, gdzie amerykańska obecność wojskowa trwa przez prawie cały XXI wiek, miała być symbolem, że Ameryka nigdzie nie ucieka i nadal będzie otaczała „parasolem bezpieczeństwa” swoich bliskowschodnich sojuszników.

    Z perspektywy amerykańskich reporterów spotkanie w bazie Al Asad wypadło świetnie. Prezydent, pierwsza dama, flesze kamer, żarty, górnolotne hasła, uśmiechy na twarzach żołnierzy – o tak, to zdecydowanie było show, po którym chciałoby się zerwać z krzesła i zacząć skandować „USA, USA, USA” – niczym amerykańscy kongresmeni podczas tegorocznego „State of Union”.

    Gdy wieczorem, 26 grudnia 2018 roku, prezydent wracał do Waszyngtonu musiał być z siebie dumny – dziennikarze pozytywnie odnieśli się do wizyty a sojusznicy zostali, przynajmniej chwilowo, „udobruchani”. Jednak już kilka godzin później na linii Bagdad-Waszyngton rozpoczął się istny „sztorm dyplomatyczny”. Wszystko za sprawą, wydawałoby się dość błahego, wydarzenia.

    Para prezydencka podczas wizyty w Iraku, źródło: The White House, flickr.com

    Urażony premier

    Otóż przed wylądowaniem w Iraku administracja amerykańskiego prezydenta poinformowała o planowanej wizycie irakijskie władze. Jednocześnie Trump zaprosił premiera Iraku – Adila Abdula al-Mahdiego – aby ten także odwiedził bazę Al Asad, gdzie obaj politycy mogliby odbyć krótkie spotkanie. Jednak ta oferta została stanowczo odrzucona przez Irakijczyków, którzy – prawdopodobnie – wskazali Bagdad jako możliwe miejsce spotkania. Na to natomiast nie zgodziła się amerykańska delegacja. W efekcie obaj panowie odbyli wyłącznie rozmowę telefoniczną.

    Chyba nie trzeba mówić w jaki sposób wizyta Trumpa odbiła się w irakijskich mediach? Oto prezydent kraju, który to nadal uważany jest przez większość Irakijczyków za najeźdźcę (wg danych AYS z 2016 r. 93% młodych Irakijczyków postrzega USA za wroga) przyjeżdża do ich ojczyzny, spotyka się z amerykańskimi żołnierzami (nazywanymi często siłami okupacyjnymi) a jednocześnie nie poświęci nawet chwili, aby symbolicznie uścisnąć dłoń jednego z irakijskich oficjeli.

    Nic też dziwnego, że w kilka dni do wyjeździe Trumpa, Sabah al-Saadi (lider sadrystowskiego bloku parlamentarnego Islah) wezwał parlament do zorganizowania nadzwyczajnej sesji obrad, aby przedyskutować „jaskrawe naruszenia irakijskiej suwerenności i położyć kres agresywnej polityce Trumpa, który powinien znać swój umiar.” Swoje wystąpienie Saadi zakończył słowami „Amerykańska okupacja Iraku dobiegła końca”. Wtórował mu konkurencyjny pro-irański blok Bina, który w swoim oświadczeniu napisał „Wizyta Trumpa to rażące i jasne naruszenie dyplomatycznych norm oraz przejaw pogardy i wrogości jaką przejawia prezydent w negocjacjach z irakijskim rządem”.

    Ta ostra wymiana zdań była zaledwie preludium do spektaklu, który miał odegrać się kilka tygodni później – także z Trumpem w roli głównej. Jednak zanim o tym powiemy musimy wpierw uświadomić sobie dlaczego tak błahy błąd ze strony Trumpa, jak niespotkanie się z premierem Mahdim, stał się iskrą rzuconą na beczkę prochu, opatrzona napisem „Irak AD 2019”.

    Prezydent Trump podczas wizyty w Iraku, źródło: The White House, flickr.com

    Sadr i nowy nacjonalizm

    W maju 2018 roku w Iraku odbyły się wybory parlamentarne, które stworzyły nową rzeczywistość polityczną. Oto stary premier, pro-amerykański Hajdar al-Abadi z kretesem przegrał wybory i został całkowicie odsunięty od władzy. Niespodziewanym zwycięzcą wyborów stał się obóz sadrystowski pod przywództwem Muktady as Sadra – legendy irakijskiego ruchu oporu.

    Muktada as Sadr wywodzi się z szanowanej rodziny szyickich duchownych. Sam także podjął studia teologiczne w Nadżafie, ale nigdy ich nie skończył. Gdy sunnicki reżim Husajna został obalony, Sadr rozpoczął formowanie tzw. Armii Mahdiego. Nowa formacja, dzięki charyzmatycznemu przywódcy i jego różnym koligacjom, szybko rosła w siłę – tak liczebnie, finansowo, jak i zbrojnie. Wkrótce także Sadryści zaczęli atakować wojska koalicji (w tym polski kontyngent w Karbali) oraz dopuszczać się zbrodni na ludności sunnickiej. Tym samym Sadr zyskał sobie miano jednego z największych rywali okupacyjnych sił amerykańskich. Mimo kontrowersyjnych metod działania, które momentami ocierały się o zwykłą bandyterkę i terroryzm, Sadr stał się dla wielu Irakijczyków bohaterem.

    Wkrótce jednak represje ze strony Amerykanów, rosnące podziały wśród samych Sadrystów oraz spadek popularności całego ruchu oporu doprowadziły do tego, że w 2007 roku Sadr uciekł do Iranu. Tymczasem na przełomie 2007 i 2008 roku jego wojska zostały całkowicie rozbite. W tej atmosferze Sadr – działając z Iranu – zaczął reorganizować Armię Mahdiego, która od tej pory miała skupiać się na działalności społecznej, religijnej i kulturalnej. W 2010 roku udało mu się wrócić do ojczyzny.

    Nie był to już jednak ten sam Sadr, który jeszcze kilka lat temu z taką zaciekłością walczył przeciwko „zachodnim najeźdźcom”. Zrezygnował z części swoich rewolucyjnych haseł i zastąpił je bardziej umiarkowanymi, takimi które byłyby akceptowalne dla szerszych mas społecznych. Teraz zaczął kreować się na „człowieka ludu”, przywódcę wszystkich Irakijczyków – zarówno szyitów, sunnitów czy chrześcijan. Jednocześnie Sadr zaczął z większym szacunkiem podchodzić do umiarkowanego ajatollaha Sistaniego, pozostającego najbardziej wpływową osobą duchowną w Iraku, z którym wcześniej Sadrowi zdarzało się walczyć – ze względu na rzekomo zbytnią ugodowość ajatollaha.

    Mało tego Sadr stał się kluczową postacią tego co ja określam roboczo „nowym, postsadamowskim modelem irakijskiego nacjonalizmu”. Odrzucił dotychczasowe podziały religijne i polityczne oraz ogłosił konieczność gruntownej reformy kraju – w szczególności walki z korupcją i biedą. Ważnym punktem w jego programie politycznym stała się także walka z wszelkimi obcymi wpływami – niezależnie od tego czy byłyby to wpływy Waszyngtonu czy Teheranu. Sadr bywa często określany mianem anty-irańskiego oraz anty-amerykańskiego – jest to w zasadzie prawda, przy czym Sadr nie traktuje samego USA czy Iranu jako wrogów, lecz sprzeciwia się jedynie wpływom obu tych państw na wewnętrzne sprawy Iraku. Tym samym mimo, że Sadr chce wycofania się amerykańskich wojsk oraz irańskich bojówek z Iraku, to jednocześnie nie widzi przeszkód w rozwoju pozytywnych, opartych na zasadzie równości, relacji z obydwoma państwami. Jednocześnie Sadr, w realizacji swoich postulatów, zrezygnował z walki zbrojnej na rzecz protestów. Rozpoczął także dialog z ugrupowaniami sekularnymi, co zaowocowało tym, że do majowych wyborów poszedł ramię w ramię z komunistami, których jeszcze kilka lat temu „odsądzał od wiary”.

    Muktada as Sadr, źródło: مالهوترا, http://www.commons.wikimedia.org

    Amerykanie po irackich wyborach

    Nic zatem dziwnego, że wyniki irackich wyborów wywołały niemałą konsternację wśród waszyngtońskich decydentów. Oto wybory wygrywał mężczyzna, który od dawna pozostaje wrogo nastawiony do jakiejkolwiek obecności USA na irakijskiej ziemi. Problem stał się tym większy, że drugie miejsce w wyborach zajął pro-irański Fatah. Tymczasem pro-amerykański Abadi zajął dopiero trzecią pozycję. Tym samym Amerykanie znaleźli się w nowej rzeczywistości politycznej. Żadne ugrupowanie pro-amerykańskie (lub chociażby przyjaznym okiem patrzące na Amerykę) nie miało szans na obsadzenie stanowiska premiera.

    Wyniki wyborów sprawiły, że dalsza obecność Amerykanów w Iraku stała się mocno problematyczna. Zgodnie z podpisanym jeszcze przez prezydenta Busha „U.S.–Iraq Status of Forces Agreement” z 2008 roku, Amerykanie uznali, że ich misja w Iraku jest zakończona i zaczęli powolne wycofywanie się z tego kraju. Ostatni amerykańscy żołnierze opuścili Irak 18 grudnia 2011 roku. W trzy lata później, 15 czerwca 2014 roku, ze względu na rosnące zagrożenie ze strony Kalifatu, Amerykanie wrócili do tego kraju – jednak teraz na oficjalne zaproszenie ze strony władz w Bagdadzie.

    Zaproszenie ze strony krajowych władz stało się w ten sposób jedynym aktem, który legitymizuje amerykańską obecność w Iraku. Waszyngton zdając sobie sprawę z niskiej popularności USA wśród Irakijczyków starał się, jak to tylko możliwe, trzymać z dala od „centrum wydarzeń”. O ile amerykańscy żołnierze wzięli udział w wielu bitwach przeciwko wojskom kalifatu, to najczęściej ograniczali się do wsparcia lotniczego i artyleryjskiego, które mogły być prowadzone bez zbytniego rzucania się w oczy.

    Prezydent Bush i premier Maliki, źródło: U.S. Army, http://www.commons.wikimedia.org

    Pomysł Pentagonu

    Mimo, że działając z „tylnego fotela”, to Amerykanom udało się odegrać pozytywną rolę w pokonaniu Państwa Islamskiego. W związku z tym oraz z faktem, że PI wróciło do taktyki walki partyzanckiej, część rządu premiera Abadiego była zainteresowana utrzymaniem kadłubowej amerykańskiej obecności w Iraku. Sami Amerykanie, biorąc pod uwagę strategiczne położenie Iraku oraz nadal istniejące zagrożenie ze strony PI, także zdawali się chętnie patrzeć na pomysł zostania w Iraku na dłużej.

    Chęć zostania Amerykanów w tym kraju wzmogła się jeszcze po ogłoszeniu decyzji Trumpa o wycofaniu się z Syrii. Zgodnie z informacjami NYT, Pentagon postanowił nie rezygnować z walki z Państwem Islamskim w Syrii (nawet po wycofaniu się z tego kraju) i wykorzystać Irak oraz znajdujące się tam amerykański bazy jako pozycje wyjściowe do rajdów na terytorium Syrii. Jednak aby to zrobić, Pentagon musiał uprzednio uzyskać zgodę Bagdadu, z którym rozpoczął delikatne negocjacje. Już same napięcia wokół wizyty Trumpa w bazie Al Asad mocno utrudniły te negocjacje, jednak prawdziwa bomba miała dopiero nadejść.

    Siedziba Departamentu Obrony, czyli tzw. Pentagon, źródło: Department of Defense, http://www.commons.wikimedia.org

    Przelanie czary goryczy

    Zlekceważenie irakijskiego premiera okazało być zaledwie wstępem do popisu, który nastąpił 3 lutego 2019 roku. Tego dnia stacja telewizyjna CBS wyemitowała wywiad z Donaldem Trumpem na temat Bliskiego Wschodu. Odnosząc się do Iraku prezydent powiedział: „Wydaliśmy już taką fortunę na budowę tej wspaniałej bazy [baza Al Asad], że równie dobrze moglibyśmy ją zatrzymać.(…) Chciałbym ją zatrzymać, aby móc obserwować Iran, bo to Iran jest prawdziwym problemem”.

    Do tych słów momentalnie odniósł się irakijski prezydent Bahram Salih stwierdzając, że „Trump nie poprosił Iraku o zgodę na «obserwację Iranu»”. Jednocześnie wezwał USA, aby „nie obciążały Iraku swoimi własnymi problemami (…) USA to wielka potęga, ale nie mogą realizować swoich priorytetów [kosztem Iraku]”. Jednocześnie Sadryści i Fatah zjednoczyły siły i oznajmiły, że wspólnie spróbują przepchnąć ustawę, która zobowiązałaby wszystkie obce wojska (w tym amerykańskie) do wycofania się z Iraku w ciągu 1 roku – i faktycznie taki projekt wpłynął do parlamentu.

    Atmosfera amerykańsko-irakijskiego sporu zaostrzyła się na tyle, że kilku Irakijczyków zaczęło planować atak rakietowy na bazę Al Asad – na szczęście spisek został wykryty, a konspiratorzy aresztowani przez irackie służby bezpieczeństwa. Jednocześnie lokalna prasa popadła w paranoję i powiązała wywiad Trumpa z ostatnimi informacjami o wizytach amerykańskich oficerów w Bagdadzie i Faludży i stworzyły teorię spiskową, zgodnie z którą Amerykanie chcą obalić obecny rząd i zainstalować w kraju dyktaturę wojskową – to najpewniej bujda, moim zdaniem amerykańscy wojskowi odwiedzają różne części kraju, bo chcą znaleźć dogodne miejsce do rozlokowania swoich żołnierzy, którzy wkrótce mają wycofać się z Syrii.

    W spór zaangażował się nawet sam ajatollah Sistani, który posiada niewyobrażalny posłuch wśród szyitów. W rozmowie z Jeanine Hennis-Plasschaert, szefową UNAMI, powiedział on: „Irak chce mieć dobre i zrównoważone relacje ze wszystkimi swoimi sąsiadami oraz innymi wielbiącymi pokój rządami, które to stosunki będą oparte na zasadzie wspólnych interesów, bez ingerowania w cudze sprawy wewnętrzne czy też podważaniu ich suwerenności”.

    Tym samym załamanie w stosunkach iracko-amerykańskich stało się pełne. Kilka niefrasobliwych zachowań prezydenta Trumpa doprowadziło do iracki parlament do wściekłości a relacje między Waszyngtonem a Bagdadem stały się jednymi z najgorszych w ciągu kilku ostatnich lat.

    Ajatollah Ali as Sistani, źródło: IsaKazimi, http://www.commons.wikimedia.org

    Pentagon to the rescue

    Sytuacja stała się na tyle poważna, że 12 lutego w Bagdadzie, z niezapowiedzianą wizytą, pojawił się Patrick Shanahan – p.o. Sekretarza Obrony. Shanahan nie ukrywał, że jego podróż jest podyktowana chęcią złagodzenia ostatnich napięć we wzajemnych stosunkach: „Są pewne ruchy w ich [irakijskiej] legislaturze (…) pewne dyskusje na temat tego czy powinni oni ograniczyć liczbę amerykańskich wojsk w Iraku. Ja chciałem jednoznacznie wskazać [premierowi Abdul Mahdiemu], że uznajemy swoją rolę [jako sił doradczych] oraz rozumiemy, że jesteśmy tam [w Iraku] na zaproszenie [irakijskiego rządu]”.

    Wydaje się, że ta niezapowiedziana wizyta pozwoliła ostudzić nieco emocje po irakijskiej stronie barykady. Po spotkaniu z Shanahanem, premier Mahdi podziękował Amerykaninowi za wizytę, lecz jednocześnie zastrzegł, że „Rząd ma swoje poglądy a parlament swoje”. Jednocześnie podkreślił, że w pełni respektuje decyzję parlamentu – o rozpoczęciu prac nad ustawą kładącej kres obcej obecności wojskowej w Iraku.

    Tym samym wydaje się, że amerykańsko-irakijski spór został częściowo zażegnany. Wątpliwe jednak, aby parlament przestał dalej procedować nad kontrowersyjną ustawą. O wycofaniu się amerykańskich wojsk z Iraku mówiło się od dawna – jeszcze za rządów Abadiego – także temat ten wraca do irackiej polityki jak bumerang, jednak tym razem wydaje się, że zostanie tutaj na dłużej. Irakijczycy są bardzo wyczuleni na próby wciągnięcia ich do amerykańskiej rozgrywki o wpływy w regionie Bliskiego Wschodu. Dlatego też nie zdziwiłbym się gdyby faktycznie parlament wezwał wszystkie obce wojska do opuszczenia Iraku.

    Patrick M. Shanahan, źródło: Department of Defense

    Dlaczego właściwie o tym piszę?

    Ostatnie napięcia w stosunkach amerykańsko-irackich są dla mnie pewnym pretekstem do krótkiej refleksji na temat polityki administracji Trumpa wobec regionu Bliskiego Wschodu. Mimo, że prezydent zapowiedział że chce rozwiązać problemy regionu poprzez zaoferowanie mu „dealu stulecia” (póki co nieopublikowanego), to jego działania starają się przeczyć istnieniu jakiegokolwiek planu, który mógłby doprowadzić do zaprowadzenia długotrwałego pokoju w regionie.

    Póki co jedyne co robi Trump to zaognianie starych konfliktów (np. decyzja o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela), umacnianie stagnacji regionu (np. wydatne wsparcie dla Sisiego i ogólnie modelu państwa policyjnego w Egipcie) oraz fala niekonsekwentnych decyzji (np. początkowe poparcie Saudów podczas kryzysu katarskiego). Amerykańskie polityce brakuje konsekwencji i spójności. Wiele osób zarzuci mi zaraz, że przecież administracja Trumpa ma przecież cel, którym jest obrona Izraela. Otóż czyny prezydenta nie potwierdzają nawet tego. Co prawda uznał on Jerozolimę za stolicę Izraela czy nałożył sankcje na Iran (obie decyzje były w interesie Izraela), lecz jednocześnie Trump także zadecydował o wycofaniu się z Syrii, co uderzy przede wszystkim w Tel Awiw.

    Najgorsze jest to, że decyzje administracji nie wynikają wcale z jakichś błędnych założeń ze strony Waszyngtonu – wręcz przeciwnie, ostatni raport Senackiej Komisji Wywiadu potwierdza, że kręgi rządowe idealnie wyczuwają tendencje i zagrożenia jakie zagrażają amerykańskim interesom. Jednak zalecenia współpracowników zdają się nie docierać do prezydenta – vide krytyka w/w Komisji, której Trump zarzucił że jest „naiwna” i „powinna wrócić do szkoły”.

    Problemem jest sam prezydent i osoby z jego najbliższego otoczenia np. John Bolton, który jeszcze niedawno miał chcieć przeprowadzić atak na Iran. Zbyt często, przekonani o własnej nieomylności, ignorują oni rady swoich współpracowników. Niepokojące jest także to, że przez administrację Trumpa cały czas przewijają się osoby, które miały już swoją szansę w wielkiej polityce i zawiodły np. nowym narybkiem administracji, jako specjalny wysłannik ds. Wenezueli został ostatnio Elliot Abrams, który podczas pracy w administracji Busha juniora torpedował izraelsko-palestyński proces pokojowy z Annapolis, za którym obstawała Condoleezza Rice (ówczesna Sekretarz Stanu).

    Wszystko to sprawia, że region Bliskiego Wschodu jest obecnie, mimo „pokonania” Państwa Islamskiego, jeszcze mniej przyjemnym miejscem niż w czasie gdy z Białego Domu odchodził prezydent Obama. Amerykańska polityka nie ma już jakichś głębszych założeń, bardzo ciężko wyszukiwać się w niej jakichś prawidłowości. Co prawda w przypadku prezydenta Obamy ciężko było także mówić o doktrynie wobec Bliskiego Wschodu (do tej pory trwają spory czy taka doktryna była cy nie), to plusem jego administracji było, że miał on jedną elastyczną zasadę „don’t do stupid shit”, która pozwalała mu szybko dostosować się do zmieniających się realiów Bliskiego Wschodu.

    Tymczasem u Trumpa ciężko doszukać się podobnej zasady, nie mówiąc już o doktrynie. Przykładowo prezydent zapowiedział wywarcie „maksymalnej presji ekonomicznej” na rząd w Teheranie. Jednocześnie jednak zezwolił Hindusom na dalszą rozbudowę portu w Czabaharze – o ile ten ruch jest w miarę zrozumiały, zwłaszcza biorąc pod uwagę jaką rolę port ten może odegrać w indyjskim handlu oraz jak może przyczynić się dla stabilizacji sytuacji w Afganistanie, to inne posunięcia dotyczące zagranicznych inwestycji w Iranie są nieporozumieniem. Biały Dom, mimo nacisków Francuzów, nie zwolnił od sankcji francuskiego Totalu, który posiadał lukratywny kontrakt na prace na największym polu gazowym na świecie – „Południowe Pars”. Tym samym kontakt Totalu został przejęty przez chińskie CNPC, przez co w rękach Chińczyków (najpotężniejszego wroga USA) znalazło się teraz blisko 80% projektu. Co prawda, w rezultacie negocjacji handlowych na linii Waszyngton-Pekin, chińskie inwestycje w „Południowym Pars” zostały wstrzymane (pytanie na jak długo), lecz jednocześnie Chińczycy dostali zgodę na prace na polu naftowym Azadegan, które pozostaje jednym z największych w Iranie. Tym samym zdaje się, że Trump postawił osobiste animozje (niechęć do Francuzów) wyżej niż interes narodowy USA (rywalizacja z Chińczykami).

    Jednocześnie zastrzeżenia może budzić niemal bezwarunkowe wsparcie dla Saudów, prowadzących skrajnie nieodpowiedzialną politykę, która nie tylko wpędza same Królestwo w zakłopotanie, ale także odbija się czkawką w samym Waszyngtonie – vide kryzys katarski, który doprowadził do zacieśnienia relacji między Dohą a Teheranem czy zbrodnie przeciwko ludzkości w Jemenie i związana z tym krytyka amerykańskiej administracji.

    Problemem jest także dalsze wspieranie polityki stagnacji regionu, czego najlepszym przykładem jest Egipt, gdzie Waszyngton pozwala Sisiemu nie tyle na na odbudowę państwa policyjnego z czasów Mumbaraka, lecz nawet na jeszcze większą rozbudowę struktur bezpieczeństwa. Wszystko odbywa się oczywiście pod hasłami walki z ekstremizmem, a w szczególności Bractwem Muzułmańskim. Pomija się przy tym zupełnie potrzeby i aspiracje egipskiego społeczeństwa, z którym Amerykanie – tak jak przed 2011 roku – utrzymują tylko bardzo luźne relacje. Nadal w kręgach Waszyngtonu dominuje ignoranckie podejście, zgodnie z którym wystarczy wsparcie sekularnego proamerykańskiego reżimu, aby utrzymać wpływy USA w regionie. Jest to podejście krótkowzroczne, które w perspektywie 10-20 lat doprowadzi do kolejnej rewolucji.

    Swoistą wisienką na torcie jest sam amerykański prezydent, który bardziej jest biznesmenem niż politykiem, i dlatego w żaden sposób nie potrafi odnaleźć się w zawiłościach Bliskiego Wschodu. Spór z Irakiem to świetny przykład skrajnej lekkomyślności ze strony amerykańskiego prezydenta. Kilka nierozważnych słów wystarczyło, aby wywołać złość całego irakijskiego establishmentu. Natomiast złagodzenie napięć (pytanie na jak długo) wymagało wizyty w Iraku samego szefa Departamentu Obrony.

    Jeremy Shapiro z „European Council on Foreign Relations”, pytany w 2018 roku o rolę USA na Bliskim Wschodzie, powiedział „Asking the United States to solve the problems of the Middle East is like asking an alcoholic to solve your drinking problem. Sure, he has lots of experience, but it is all bad and he can’t remember most of it.” O ile generalnie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, bo przecież – posługując się terminologią Shapiro – nie każda amerykańska administracja składała się z „alkoholików”, o tyle muszę przyznać że administracja Trumpa „nie wylewa za kołnierz”.

    USA nie mają czasu na takie głupie spory. Głównym rywalem Waszyngtonu jest obecnie Pekin. To „walka” z Chińczykami a nie spór z Irakijczykami powinna zajmować amerykańską dyplomację. Jednak stale niekonsekwentna, niedojrzała i arogancka polityka Trumpa wobec krajów arabskich doprowadza do tego, że jego współpracownicy nie mogą poświęcić Chinom tyle uwagi ile powinni, gdyż ciągle muszą naprawiać to co prezydent zepsuł – czy to kryzys katarski, czy wycofanie się z JCPOA (które wzmocniło irańskich konserwatystów i uczyniło pozyskanie broni atomowej przez Iran niemal pewnym po 2021 roku) czy też ostatnie spory wokół Iraku. Wszystko to sprawia, że administracja Trumpa marnuje energię na kwestie, którymi powinni zajmować się amerykańscy sojusznicy – tak jak mówił Obama, to KSA powinna zająć się utrzymaniem status quo na Bliskim Wschodzie. Tymczasem administracja Trumpa marnuje energię, która powinna zostać wykorzystana gdzie indziej – na teatrze chińskim.

    Nierozważność Trumpa i jego ludzi mogła na początku budzić politowanie i uśmiech, lecz teraz czas na żarty skończył się. Ameryka musi wziąć się w garść zanim będzie za późno. Walka o światową dominację trwa a Chińczycy nie będą czekali aż amerykański prezydent skończy swój „executive time” i weźmie się do roboty.

    Prezydent Trump i doradca John Bolton w Iraku, źródło: The White House, flickr.com

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #irak #bliskiwschod #trump #geopolityka #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    •  

      1. Utworzenie tzw. Arabskiego NATO czyli sojuszu wojskowego: Egiptu, Arabii Saudyjskiej, ZEA, Jordanii, Omanu i Kataru.
      Teoretycznie założenie dobre, ale w praktyce polityka Arabii Saudyjskiej wobec Kataru i Jemenu mocno komplikuje realizację tego projektu.


      @arkan997: Tak, zdecydowanie, Amerykanie grają na to od dłuższego czasu. Tylko z rezultatami, to... no właśnie...jest tak jak mówisz. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      2. Utworzenie stałej bazy wojskowej USA w Izraelu.
      Jednym z powodów wcześniejszych wyborów w Izraelu jest spór między świeckim a ortodoksyjnymi Żydami. Gdzie ci drudzy są zwolnieni ze służby wojskowej a nawet utrzymywani z podatków placonych przez Żydów świeckich, którym naturalnie ten stan rzeczy nie odpowiada.
      Dlatego nie będę zaskoczony jeśli nagle okaże się, że wojska z Syrii i Afganistanu zostaną przerzucone do Izraela.


      @arkan997: Ja byłbym sceptyczny co do tej bazy. To by tylko zwiększyło napięcie w regionie - ale w końcu teraz rządzi Trump, także nigdy nie wiadomo. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Tak w ogóle to USA posiada od 2017 roku bazę w Izraelu, ale bardzo małą, która zajmuje się obroną przeciwlotniczą. http://www.timesofisrael.com/in-first-us-establishes-permanent-military-base-in-israel/

      @Martwiak: Dzięki. Od pewnego czasu staram się czytać dr Brzeskiego, ale nadal nic nie rozumiem. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    •  

      @JanLaguna: to może nauka kodowania Ci pomoże go zrozumieć.
      Społeczne procesy poznawcze. Józef Kossecki.

      Podręcznik #wojnainformacyjna ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      źródło: youtube.com

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Hotel Tianzi w Langfang

    Dziesięciopiętrowy budynek o wysokości 42 metrów zbudowano w 2000 roku. Nazwa oznacza Hotel Syna Niebios, jednak używana jest także nazwa Dom Trzech Herosów, która nawiązuje do kształtu budowli. Fasadę budynku zdobią postaci popularnych w wierzeniach ludowych trzech bóstw gwiezdnych zwanych Sanqing − figury sięgają od ziemi do końca ostatniej kondygnacji, a ich głowy oraz ręce wystają poza obrys frontowej elewacji. Postaci przedstawiono w tradycyjnych strojach oraz z atrybutami ich cech w dłoniach. Okna znajdują się na ścianach pomiędzy postaciami oraz w ornamentach ich szat.

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #fotografia #cityporn #architektura #chiny #exploworld #podroze
    pokaż całość

  •  

    Bardzo ładna armata/działo, Austria 1570.

    Na armacie wyryto postać chłopa i podpis: "Zaiste jestem nieokrzesanym chłopem, kto skosztuje moich jajek nie znajdzie ich smakowitymi" - poważnie. Zabrana z Wiednia podczas podboju Napoleona. Jest jeszcze chłopka z kurą. Muzeum sugeruję, że była jeszcze armata z szewcami i zapewne innymi grupami społecznymi.

    "The arms on the Tower and Paris guns are probably those of the Emperor Maximilian II, 1527-76, who was the great-grandson of the Emperor Maximilian I and Mary of Burgundy. The pair belongs to a series of guns, mainly of German origin, made in pairs which are alike in size, form and general decoration, but which are distinguished by a relief illustration and inscription, male on one gun and female on the other. Examples are the 'tailor' and 'tailoress' guns cast in 1525 for Frederick, Duke of Bavaria, and the 'wild man' and 'wild woman' of Albert V of Bavaria (see H.Muller, 'Deutsche Bronzegeschutzrohre 1400-1750' (Berlin, 1968), 106-8). The Tower gun is the male half of a peasant and peasantess pair, the Paris half dislaying a peasantess carrying a hen with a verse:

    ICH BIN EIN BEURIN WOL GETHANS'
    WEE DEIN MEIN HUNER KRALKANS'
    (I am a woman well endowed'
    My spiteful hen can keep you cowed)'

    Another peasant and peasantess pair of guns was cast in 1554 by Lienhart Peringer of Landshut and is now in the Bayerisches Nationalmuseum, Munich."

    Muzeum

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria
    pokaż całość

  •  

    Kolekcja kombinowanych tarcz, które kupił Henryk VIII po tym gdy Giovanni Battista z Rawenny pokazał mu jedną z nich. Henryk kupił 100 dla swoich gwardzistów. Do dziś zachowało się 66 w różnych muzeach, większość w Royal Armouries. Włochy 1540 rok.

    Walters
    Royal i tutaj dużo

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    Pawęż (9,7 kg, 120 cm wysokości, 63 cm szerokości), Czechy 1431-1470. Był bardzo podobny pawęż w tej serii również z Czech i z tym samym herbem

    Muzeum

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria
    pokaż całość

  •  

    Partyzana (221 cm, 2,6 kg), włochy 1610.

    Muzeum

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: images.metmuseum.org

  •  

    Kanamono (ozdoba na hełm kabuto) z Siedmioma Bogami Pomyślności podróżującymi na statku, Japonia koniec XVIII wieku. Yari (włócznia) ładnie wystaje poza kompozycję.

    Muzeum

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #sztuka #japonia #myrmekochoria
    pokaż całość

  •  

    Alan Shepard na Księżycu, 6 lutego 1979 roku.

    "Astronaut Alan B. Shepard Jr., Apollo 14 commander, assembles a double core tube as he stands beside the rickshaw-type portable workbench or modularized equipment transporter (MET) unique to this mission.

    The photograph was taken by astronaut Edgar D. Mitchell, lunar module pilot, standing some 170 meters northeast of the Lunar Module (LM), during the mission's second extravehicular activity (EVA) on Feb. 6, 1971.

    While astronauts Shepard and Mitchell descended in the LM "Antares" to explore the Fra Mauro region of the moon, astronaut Stuart A. Roosa, command module pilot, remained with the Command and Service Modules (CSM) "Kitty Hawk" in lunar orbit."

    NASA

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #kosmos #astronomia #myrmekochoria
    pokaż całość

  •  

    Aborygenka z Tasmanii (Fanny Cochrane Smith) nagrywa swój głos na cylinder z wosku (chyba, tak mi się wydaję), 1903 rok.

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #technologia #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    Podpisane jako: Working Man (Atomium), Belgia 1950.

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    Kartka z pamiętnika Thoedora Roosevelta z 14 lutego 1884 roku: "The light has gone out of my life".

    Jego matka (Marta) zmarła rano na tyfus, kilka godzin później jego żona (Alicja) na chorobę Brighta albo inaczej kłębuszkowe zapalenie nerek. Został sam w wieku 25 lat ze swoją dwudniową córką.

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #usa #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    Budowa Mostu Manhattańskiego, USA 1909.

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #usa #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    ODKRYTO FRAGMENTY CELTYCKIEGO RYDWANU

    W południowo-zachodniej Walii, w hrabstwie Pembrokeshir, odkryto na polu fragmenty celtyckiego rydwanu. Obiekt liczy około 2000 lat i z pewnością został złożony do grobu razem ze zmarłym. Do odkrycia doszło w lutym 2018 roku; jednak informacji nie podawano do mediów.

    Znaleziska obejmują okucia z brązu, broszkę, część uprzęży, fragmenty kół rydwanu. Zachowało się także 35 kawałków dekoracyjnych z metalu - wciąż nienaruszonych.

    http://www.imperiumromanum.edu.pl/odkrycie-rzymskie/odkryto-fragmenty-celtyckiego-rydwanu/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent
    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    http://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

  •  

    halko, powracam z kolejnym wpisem.

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania/czarnolistowania

    Teatr: Narodowy Stary Teatr
    Spektakl: 'Królestwo'
    Reżyseria: Remigiusz Brzyk
    Dramaturgia: Tomasz Śpiewak (na podstawie scenariusza Larsa Von Triera i Nielsa Vørsela
    Obsada: Brzyski / Budner / Dymna / Gałkowska / Garncarczyk /Globisz / Górski / Grąziowska / Józefczak / Kaleta / Karkoszka / Kiebzak / Kosowski / Krzyżowski / Majnicz / Peszek / Szczepanowski / Zawadzka / Zawadzki / Łętocha / Okrajek

    Mam wrażenie, że w Starym teraz wszyscy oczekują dzieł totalnych po porażkach poprzedniego sezonu. Wszyscy chcą mieć potwierdzenie, że Rada Artystyczna podołała i kryzys po odejściu Klaty w końcu sie skończy.
    Niestety nie tym spektaklem, 'Królestwo' Brzyka to solidny rozrywkowy spektakl który zahacza o trudną sytuacje sprzed roku, wplata w oryginalną fabułę kilka wkrętów jasno sygnalizując, że mówimy tu o Królestwie - Teatrze a nie Królestwie -Szpitalu. Mimo tej metawarstwy spektakl jest też czytelny i zrozumiały na poziomie zwykłej opowieści o perypetiach lekarzy pracujących w nawiedzonym szpitalu.

    Reżyser ukrył też kilka smaczków dla fanów twórczości samego Von Triera. Subtelne nawiązania do 'Antychrysta' czy też 'Melancholi' wywołują mimowolny uśmiech. Cytując wielkiego internetowego freelancera Klocucha - widać napracowanko.
    Monumentalna i zimna stalowa scenografia robi wrażenie i nie zawadza aktorom w trakcie przebiegu spektaklu. Dodatkowo Brzyk doskonale bawi sie przestrzenią, wyświetla projekcje na scenę, akcja dzieje sie poza salą główną w niedostępnych dla widzów zakamarkach budynku, wszystko sie na siebie nakłada i zazębia.
    Dodatkowo kolejny raz jak przy 'Weselu' Klaty zespół Starego pokazał jak ogromna moc i potencjał w nich drzemie. Aktorsko ten spektakl jest wspaniały i naprawdę nie ma do czego sie przyczepić.
    Na specjalną uwagę zasługuje cały drugi akt którego sekwencja jest naprawdę doskonała i totalnie przemyślana, nie ma tam ani jednego zbędnego słowa, kulminację śmieszności gdzie spektakl miesza się z rzeczywistością jest opowieść o wizycie ministra w Królestwie, ministra którego nikt nie chce ugościć i przyjąć.
    Przed samym spektaklem w sumie warto odświeżyć sobie sam serial (sezon I bo na nim bazuje spektakl) żeby mieć pewność że sie ogarnie co się dzieje na scenie bo widz nie ma taryfy ulgowej i fabuła pędzi jak szalona.
    Mimo tych wszystkich superlatywów to jeszcze nie jest to. To nie jest to wyczekiwane dzieło nowej dyrekcji. Solidny spektakl ale nie arcydzieło. Można iść bez konkretnych oczekiwań.

    #krakow #teatr i trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190210_184936_683.jpg

  •  

    TEGO DNIA W RZYMIE

    Tego dnia, obchodzono Luperkalia, które było świętem ku czci bóstwa Fauna lub pierwotnie staroitalskiego boga pasterzy Luperkusa, który chronił ich stada przed wilkami. Święto ustanowić miał mitologiczny Ewander. Dużą rolę podczas Luperkaliów odgrywał kult wspomnianego Fauna – rzymskiego bóstwa, pół człowieka, pół kozła. Ze świętem związana była rzymska legenda o Faustulusie, pasterzu, który miał znaleźć bliźniaków (Romulusa i Remusa) w wilczym legowisku i zabrać do swojego domu, gdzie mieli zostać wychowani przez jego żonę, Akkę Laurentię. Święto obchodzono w jaskini Lupercal na Palatynie, gdzie według wierzeń legendarni założyciele Rzymu, bliźniacy Romulus i Remus, byli karmieni przez wilczycę. Następnie składano ofiary z dwóch kozłów i psa, a kapłani nazywani Luperkami, ubrani tylko w skórę świeżo zabitego kozła, obiegali wzgórze Palatynu i uderzali przechodniów rzemieniami (februa) ze skór zwierząt ofiarnych. Szczególnie chętnie uderzeniom poddawały się bezdzietne kobiety, co miało gwarantować płodność, a innym napotkanym – oczyszczenie od zmazy i skazy minionego roku. Praktyki luperków wprowadzać miały do organizmu ludzkiego nowy pierwiastek wzmacniający siły życiowe i twórcze. Luperkalia stanowią prawdopodobnie pierwowzór dzisiejszych Walentynek.

    http://www.imperiumromanum.edu.pl/tego-dnia-w-rzymie/#15-2

    #liganauki #antycznyrzym #imperiumromanum #wydarzenia #gruparatowaniapoziomu #historia #tegodnia #tegodniawrzymie #rzym #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: w.jpg

  •  

    SENTENCJA ŁACIŃSKA NA DZIŚ

    Ceterum censeo Karthaginem esse delendam
    - A poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć
    - opis: słowa jakie wygłaszał Katon Starszy pod koniec swoich mów w Senacie. Miały one na celu zachęcanie Rzymian do ostatecznego zniszczenia Kataginy
    - źródło: Plutarch z Cheronei, Katon Straszy

    http://www.imperiumromanum.edu.pl/kultura/sentencje-lacinskie/

    #imperiumromanum #historia #cytaty #cytatrzymiannadzis #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #sentencjalacinska #rzym #ciekawostki

    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    http://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: s.jpg

  •  

    RZYMSKI NASZYJNIK W KSZTAŁCIE WINOGRON

    Rzymski złoty naszyjnik w kształcie winogron. Obiekt datowany na II wiek n.e.

    http://www.imperiumromanum.edu.pl/ciekawostka/rzymski-naszyjnik-w-ksztalcie-winogron/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #rzym #ciekawostki

    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    http://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: c.jpg

  •  

    Marie Kondo stała się wielką sensacją w USA po opublikowaniu książki na temat porządkowania i pozbywania się niepotrzebnych rzeczy. Uznana za jedną ze 100 najbardziej wpływowych osób na świecie.
    Ja osobiście ją uwielbiam, oglądałem jej gościnne występy w różnych japońskich programach i cieszę się, że robi karierę za granicą i ma swój show.

    Po polsku są chyba 3 jej książki "Magia sprzątania", "Manga sprzątania" i "Tokimeki"

    #japonia #ciekawostkijp #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Post oczywiście z wczoraj

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Ja wiem, że dzisiaj są Walentynki (najlepszego zakochanym!), jednakże, podczas II WŚ było to typowo anglosaskie święto i w zasadzie nie ma o czym pisać na ten temat.

    Radzieckie Iljuszyny Ił-2, czyli słynne ''Szturmowiki'' podczas lotu, sierpień 1944 r.

    Ił-2 powstał bezpośrednio pod wpływem niemieckich dokonań na polu lotnictwa. Sowieci byli zafascynowani samolotami bezpośredniego wsparcia wojsk. Już w latach 20. w Lipiecku wraz z Niemcami testowali samoloty Junkers J.I i uznali, że potrzebują podobnego samolotu. Przekonanie to pogłębiły sukcesy użycia dwupłatowych Henschli Hs-123 przez Legion Condor w wojnie domowej w Hiszpanii.

    Radziecki samolot powstał w biurze Siergieja Iljuszyna pod oznaczeniem CKB-55. Początkowo samolot miał być dwumiejscowy, ale na osobisty rozkaz Stalina zrezygnowano z tylnego strzelca, wymuszał to również zbyt słaby silnik Mikulina.

    Gdy rozpoczęła się niemiecka inwazja, Stalin osobiście nakazał przyspieszenie prac i rozpoczęcie produkcji samolotu, mówiąc ''Szturmowiki są nam potrzebne jak powietrze, jak chleb''. Lotnictwo ZSRR posiadało wtedy tylko 249 maszyn tego typu.

    W toku walk okazało się jednak, że samolot bardzo odstaje od pola walki. Szturmowiki były za wolne (z trudem 400 km/h, tyle, co krytykowany za prędkość i dużo starszy Stukas) i zbyt ociężałe w locie. Nie udało się tego wyeliminować do samego końca wojny. Co więcej, miały niewielki udźwig zaledwie 400 kg, co odpowiadało możliwościom myśliwców jednosilnikowych (jak Bf-109), mogąc zabrać dwie bomby 100 kg i cztery rakiety. Co gorsza, nie posiadał on celownika bombowego. Poligonowe testy wykazały, że zrzut z 50 m na obiekt o wielkości 2000 metrów kwadratowych ma 3,5 % szans trafienia. Jeszcze gorzej wypadały testy broni pokładowej - w Moskwie przy testach działek SzWAK okazało się, że zaledwie 1,1 % pocisków trafił cel, nie wyrządzając mu przy tym żadnej szkody. Niewielki wagomiar (50 i 100 kg) bomb pozwalał na zniszczenie celu tylko wtedy, gdy ta wybuchła 5-8 metrów od niego, co było praktycznie niemożliwe. Rakiety, mając bardzo niewielką głowicę bojową (niecały kilogram, śmiesznie mała ilość w porównaniu do np. amerykańskich rakiet HVAR z głowicami o masie 21 kg) również były nieskuteczne Działka 20 i 23 mm były całkowicie nieszkodliwe dla większości niemieckich czołgów. Jedyną w miarę skuteczną bronią były niewielkie bomby kasetowe PTAB o masie 2,5 kg. Ił-2 zabierały 192 bomby tego typu w dwóch kasetach pod kadłubem i, lecąc nisko, obsypywały niemieckie pojazdy setkami bomb, zdolnych przebić górny pancerz czołgów. Samoloty jednak były wówczas bardzo narażone na ostrzał przeciwlotniczy. Pod Kurskiem Iły zgłosiły zniszczenie 270 czołgów niemieckiej 3. DPanc. Problem w tym, że jednostka miała przed bitwą... 80 czołgów. Podobne zgłoszenie dotyczyło 17. DPanc., która - mając 67 czołgów - miała stracić ich 240.

    Ponadto, mimo, że opancerzone, Szturmowiki ponosiły olbrzymie straty. Brak tylnego strzelca we wczesnych wersjach, powolność i mała zwrotność powodowały, że były one bardzo narażone na ogień artylerii plot. Ponadto, wielki wpływ miał fakt, że większość pilotów nie miała w początkowym okresie bladego pojęcia, jak używać tych maszyn. Pierwszą jednostką był 4. SzAP (pułk lotnictwa szturmowego), który po dwóch tygodniach walk (22 czerwca-10 lipca 1941) utracił 55 z 65 Ił-2. Wysokie straty w 1941 r. doprowadziły do zmodyfikowania samolotu i dodania stanowiska tylnego strzelca.

    Co więcej, zdarzało się, że Niemcy, wiedząc, że ogon samolotu nie jest w żaden sposób opancerzony, na nim koncentrowali swój ogień. Wśród lotników Luftwaffe powstały nawet zespoły, specjalizujące się w zwalczaniu Szturmowików, atakując od dołu. Najlepszym z nich był Otto Kittel, który ze swoich 267 zestrzeleń miał aż 94 Ił-2. Poległ zresztą w walce z nimi w lutym 1945 r. Inni to Joachim Brendel (88 zestrzelonych Ił-2), Johannes Wiese (70 zestrzelonych) i Erich Rudorffer (58 zniszczonych Szturmowików).

    Niemcy nazywali samolot ''Zementbomber'' (''cementowy bombowiec''), a Finowie - ''maatalouskone'' (''traktor''). Podczas walk w Karelii w 1944 r. Niemcy i Finowie w miesiąc zestrzelili 174 Ił-2. Warto tutaj dodać, że nawet jeśli samolot nie został zestrzelony, to bywało i tak, że przy lądowaniu uszkodzonej maszyny kadłub się łamał w miejscu łączenia drewnianego, słabego ogona z opancerzonym przodem samolotu.

    Miał bardzo przestarzałą konstrukcję (większość państw poszła ścieżką myśliwców bombardujących - nie tylko dysponujących lepszym udźwigiem, ale przede wszystkim prędkością i zwrotnością, której Szturmowik nie miał), awaryjną i słabo uzbrojoną. Było tak źle, że za 10 lotów na Ił-2 nadawano tytuł Bohatera ZSRR. Był to najczęściej zestrzeliwany typ samolotu WWS - utracono ich w walce 10 765. W walce masowo ginęli strzelcy pokładowi, bo ich stanowiska nie były tak dobrze chronione - współczynnik śmierci wynosił jednego pilota do siedmiu poległych strzelców.

    Bohater ZSRR i pilot Ił-2, Walentin Awerjanow wspominał samolot: ''Nurkować nie mógł, ale na małej wysokości był bardzo skuteczny. Braliśmy 400 kg bomb, rzadko 600 – bo nie chciał wystartować. Prawdę mówiąc możliwości bombowych w Szturmowikach nie było. Dlaczego? Nieraz nie trafialiśmy w cel! Тo samo z rakietami RS – poleciały i postraszyły. Najbardziej dokładną bronią były działka.''

    Sowieci byli świadomi wad Ił-2 i dlatego, kiedy tylko nadarzyła się okazja, to wprowadzili unowocześnioną wersję, zwaną Ił-10.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Fotony ujawniają dziwny efekt zwany "Paradoksem kwantowej szuflady".

    Zgodnie z matematyczną koncepcją, znaną jako "zasada gołębi i klatek", jeśli w szufladzie jest mniej miejsc dla gołębi, to niektóre ptaki muszą dzielić przestrzeń z innymi. Jednak fotony mogą naruszać tę zasadę, zgodnie z eksperymentem opisanym w artykule National Academy of Sciences.

    Link do znaleziska: (dodałem tłumaczenie w komentarzu) http://lesemerick.com/link/4799879/fotony-ujawniaja-dziwny-efekt-zwany-paradoksem-kwantowej-szuflady/

    Źródło: [Proceedings of the National Academy of Sciences. PNAS]( http://www.pnas.org/content/116/5/1549.short?rss=1
    )

    Jeśli chcesz być na bieżąco z najlepszymi znaleziskami to zapisz się na MikroListę.
    http://mirkolisty.pvu.pl/list/56Bf7jbXdbGvM2NK i dodaj Swój nick do listy #swiatnauki.

    #swiatnauki #gruparatowaniapoziomu #liganauki #ligamozgow #nauka #fizyka #fizykakwantowa #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: lesemerick.com

  •  

    NOWE TŁUMACZENIE DZIĘKI WASZEMU WSPARCIU: "Roman inventions and achievements"

    Ancient Rome was a very well developed state. Its achievements include construction, philosophy, literature, religion, art, rhetoric, historiography and science. These played an important role in the development of later European culture.

    (more in the new translated article)

    http://www.imperiumromanum.edu.pl/en/roman-art-and-culture/roman-inventions-and-achievements/

    wersja polska: http://www.imperiumromanum.edu.pl/kultura/wynalazki-osiagniecia-rzymskie/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #artefaktnadzis #rzym

    --------------------------------------------------------------------------------------
    Chcesz pomóc w tłumaczeniu portalu na język angielski? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    http://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: Heron.jpg

  •  

    Wykopiecie? Jedyny taki artykuł na Walentynki. ;)

    Valentine – pancerny kupidyn - 81 lat temu rozpoczęła się historia jednego z najbardziej niedocenianych czołgów II wojny światowej. Valentine, choć mniej znany od włoskiego świętego, wywarł jednak większy wpływ na losy świata.

    PS Zapisz się na listę: The best of historia :)

    Proste zasady:

    1. Najwyżej jedno, wyjątkowo dwa wołania dziennie do znaleziska poświęconego historii.
    2. Tylko materiały z bibliografią (chyba że to np. galeria zdjęć) i autorem znanym z imienia i nazwiska.
    3. Jeśli w nagłówku będzie pytanie, w środku zawsze znajdziesz odpowiedź.
    4. Bez taniej sensacji, bez chamskich clickbaitów, ale nie oceniam materiałów po tytule, lecz po całej zawartości.
    5. Żadnych bzdur o Wielkiej Lechii, żadnych ufoludków budujących piramidy, tylko materiały oparte na literaturze naukowej.

    Kliknij: http://mirkolisty.pvu.pl/list/7boqzR3aRAAJB580, zaloguj się i kliknij "dołącz"!

    Na zdjęciu czołgi Valentine przed wysłaniem ich do ZSRS w ramach pomocy wojskowej. Na pancerzach robotnicy fabryki w Smethwick z brytyjską i radziecką flagą. Napis głosi „Teraz cała pomoc dla Rosji”, 1941 r. (fot. Imperial War Museum, IWM Non Commercial Licence).

    #nauka #liganauki #historia #gruparatowaniapoziomu #iiwojnaswiatowa #militaria #wojna #czolgi #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: tytus.edu.pl

  •  

    Zapraszam na nową historię z cyklu #polskiepato.

    W opowieści występuje dość zawiły wątek rodzinny, więc w ramach ułatwienia narysowałam dla Was drzewo genealogiczne, które znajdziecie w sekcji komentarzy.

    • • •

    W 1948 r. 20-letni Jan Sojda został zatrzymany pod zarzutem zgwałcenia pasterki krów. Mężczyzna został skazany na osiem miesięcy bezwzględnego aresztu, a winą za uwięzienie obarczył dalszego krewnego, Jana Roja, który jako członek ORMO był przy jego zatrzymaniu, brał aktywny udział w śledztwie i rozprawie sądowej. Trzy lata po tych wydarzeniach zaginął 10-letni syn Roja, Marian. Chłopiec został odnaleziony zastrzelony, a jego ciało przeleżało ukryte pod gałęziami na podwórzu Sojdy przez dwa letnie miesiące. Załadować broń miał sam gospodarz, a pociągnąć za spust jego znajomy. Zdarzenie zostało uznane za wypadek, Sojdę uniewinniono, a sprawca dostał niski wyrok w zawieszeniu. Mężczyzna ten zginął w tajemniczym wypadku samochodowym pół roku później, a wzajemna niechęć pomiędzy rodzinami była odczuwalna przez następne lata.

    Po tym jak skazanie uległo zatarciu, Jan Sojda został ławnikiem sądowym, przez co miał w zwyczaju przechwalać się swoją znajomością prawa. Prowadził także duże i dobrze prosperujące gospodarstwo, a przez mieszkańców rodzinnej wsi nazywany był "królem Zrębina". Z zamożnym rolnikiem rozsądnie było mieć dobre stosunki, ponieważ jako jedyny w okolicy posiadał ciągnik i telefon stacjonarny. Umiał też robić zastrzyki i wyrywać chore zęby, co nie było bez znaczenia, gdy do najbliższego lekarza trzeba było iść kilka kilometrów.

    Gospodarz często opowiadał o swoich licznych znajomościach i koneksjach, przez co wzbudzał jeszcze większy respekt wśród lokalnej społeczności. Gdy jeden z sąsiadów zaprzeczył, jakoby to jego pies zagryzł i pożarł kurę z gospodarstwa Sojdy, nazajutrz znalazł truchło zwierzęcia z rozprutym żołądkiem, w którym znajdowały się resztki kurzych piór i pazurów.

    Z biegiem lat zarówno córka Jana Roja, jak i dzieci Jana Sojdy założyły własne rodziny. W sierpniu 1976 r. odbyło się huczne wesele wnuczki Roja, 18-letniej Krysi ze starszym o siedem lat Stanisławem Łukaszkiem. Na przyjęciu zorganizowanym przez państwa Kalitów, rodziców panny młodej, zjawiło się ponad pół wsi. Nie zabrakło także rodziny Sojdów, a Wiesława Adaś, siostra Jana Sojdy, pomagała w kuchni podczas wesela. W trakcie zabawy kobieta wydawała obcym przez okno duże ilości mięsa i wódki, co zauważył syn gospodarzy, niespełna 13-letni Miecio. Gdy Zdzisława Kalita zwróciła uwagę nieuczciwej krewnej, ta poczuła się urażona do tego stopnia, że odwróciła się na pięcie i opuściła zaślubiny. Następnego dnia wróciła z żądaniem przeprosin, a w ramach zadośćuczynienia domagała się towaru w tamtych czasach deficytowego – części zastawy stołowej, którą wypożyczono na wesele.

    Słuchajcie, zabieram dzbanki, wy powiecie, że one się stłukły i zapłacicie za nie

    – zaproponowała.

    Gdy jej żądania zostały odrzucone, skomentowała:

    Nie dasz dzbanków, nasze stosunki już się popsują na zawsze!

    Jednak pani Kalitowa była nieugięta. Od tej pory nikt z rodziny Sojdów nie odzywał się do Kalitów i Rojów, a wieść o kłótni rozeszła się po całej wsi. Zarzuty o złodziejstwo okazały się wielką zniewagą dla brata Adasiowej.

    Wyplenię te Kalitowe plemię!

    – odgrażał się wściekły Sojda.

    . . .

    25 grudnia 1976 r. w kościele św. Marcina w Połańcu odbywała się pasterka. Przed świątynią zaparkowały dwa autobusy, specjalnie wynajęte do przewozu mieszkańców sąsiedniego Zrębina. Jednak nie wszyscy uczestniczyli we mszy – w jednym z pekaesów Jan Sojda wraz z kilkunastoma innymi osobami pili wódkę. Była to swego rodzaju coroczna miejscowa tradycja.

    Kazania słuchała Krysia wraz z mężem i bratem Mietkiem. Wyszli jednak przed zakończeniem obrządków po tym jak niespodziewanie podeszła do nich kuzynka.

    Krycha, twój ojciec rozrabia w domu po pijaku, wracajcie szybko do chałupy

    – szepnęła.

    Mimo mrozu i zaawansowanej ciąży Krysi, Jan nie wpuścił ich do autobusu. To on wymyślił historię z domową awanturą, by wybawić "Kalitowe dzieci" z kościoła.

    Muszę z Kryśką Kalitów zrobić porządek, albo tak, albo tak. Nie będą nas dłużej nosić po pyskach jako złodziei mięsa. Od ich wesela do dziś wystarczy

    – powiedział Sojda.

    Cała trójka udała się pieszo w czterokilometrową podróż do rodzinnego domu. Kilkadziesiąt minut później "król Zrębina" wraz ze swoim szwagrem, 34-letnim Józefem Adasiem, zięciem, 28-letnim Stanisławem Kulpińskim oraz 30 innymi pasażerami ruszyli sprzed świątyni. Za nimi jechał drugi autobus, a na czele Fiat 125p prowadzony przez 27-letniego Jerzego Sochę, drugiego zięcia Sojdy. Jego pasażerkami były córki Jana. Większość pasażerów myślała, że jedzie po wódkę, jednak gdy samochód osobowy dogonił młode małżeństwo i chłopca, Socha dodał gazu i wjechał w idącego od zewnętrznej strony Mietka. Za nim z piskiem hamulców zatrzymały się autosany. Gdy przerażeni Łukaszkowie usiłowali pomóc rannemu, w ich stronę biegł już Sojda i Adaś. Mężczyźni zaczęli bić pięściami Staszka i okładać po głowie trzykilogramowym kluczem do odkręcania kół. Gdy skatowany osunął się na ziemię, mężczyźni zaczęli uderzać Krysię. Dziewczyna uciekła w pole, jednak oprawcy szybko ją dopadli.

    Wujku, nie zabijaj mnie, wujku... Zabrałeś mi męża i brata, zostaw chociaż mnie matce

    – błagała 18-latka.

    Oprawcy jednak nie mieli litości. Sojda trzymał ciężarną za włosy, a Adaś zadawał ciosy kluczem do kół, podczas gdy latarką przyświecał im 25-letni Henryk Witek.

    Całemu zajściu przez okna autobusu przyglądało się 30 świadków, większość nietrzeźwa. Niektórzy chcieli pomóc katowanym sąsiadom, jednak w drzwiach stał Kulpiński i groził, że jeżeli ktoś wysiądzie, to spotka go taki sam los.

    Gdy Krysia straciła przytomność, mężczyźni przyciągnęli ją do drogi.

    Sojda! Sojda! Co wy chcecie od mojej żony, od nas wszystkich

    – rozległ się w ciemnościach głos Staszka, który resztką sił usiłował stanąć na nogi. Wtedy Jan podszedł do niego i zadał jeszcze kilka uderzeń kluczem. Wskutek wgniecenia kości czaszki do mózgu mężczyzna zmarł. Wtedy Sojda zwrócił się do jęczącego z bólu Mietka. Wsiadł za kierownicę fiata i najechał na głowę chłopca. Przyczyną jego śmierci było rozległe złamanie kości ze zmiażdżeniem i stłuczeniem tkanki mózgowej.

    Przesiądźcie się wszyscy do drugiego autobusu

    – rozkazał przerażonym pasażerom wiejski lider, a ludzie posłusznie opuścili pojazd.

    Nieżyjących już mężczyzn i nieprzytomną dziewczynę wnieśli do środka i przewieźli półtora kilometra dalej. Sojda oświadczył, że trzeba upozorować wypadek samochodowy oraz gwałt. 120 metrów od zabudowań Zrębina ułożyli w rowie zwłoki, a w pewnej odległości od nich wciąż żywą Krystynę. Miejsce kierowcy pustego autobusu zajął Józef Adaś, który najechał na ciała Staszka i Miecia. Następnie cofnął auto wzdłuż dna rowu, najeżdżając tylnym kołem na dziewczynę, przez co doznała złamania kości miednicy. Śmierć Krystyny nastąpiła z powodu rozległego złamania kości czaszki i przerwania rdzenia kręgowego na wysokości czwartego kręgu szyjnego. Zwłoki ciężarnej obnażyli, zsuwając jej reformy (rodzaj damskich majtek z dłuższą nogawką i wysokim stanem) i podciągając palto do góry. Ciało ułożyli za pekaesem, który pozostawili na miejscu.

    Gdy Sojda wrócił do autobusu, oświadczył, że nikt nie może mówić na temat tego, czego byli świadkami, bo inaczej skończy jak "Kalitowe dzieci". Trzymał w ręku różaniec i kazał każdemu do siebie podejść, powtórzyć za nim słowa przysięgi milczenia i pocałować krzyżyk. Biorący udział w dziwnym rytuale mieli nakłuwane agrafką opuszki palców, by namalowanym kroplą krwi krzyżykiem na papierze potwierdzić pakt. W międzyczasie jeden z zięciów "króla Zrębina" przywiózł teczkę wypchaną pieniędzmi, które rozdawał przysięgającym.

    Po "ceremonii" każdy z obecnych musiał wymyślić sobie alibi. Socha zawiózł Henryka Witka do sąsiednich Łubic, by ten mógł zeznać, że na pasterce był w tamtejszym kościele. Gdy odjeżdżali, kierowca na prośbę teścia ponownie przejechał po Mietku Kalicie. Wielu ze świadków mordu wróciło do Połańca. Po zakończeniu mszy kierowca jednego z autobusów wszczął alarm, że został mu skradziony pojazd. Wierni wsiedli do drugiego i ruszyli w drogę powrotną do wsi. Po drodze zauważyli zaginiony autobus i wezwali milicję, która na miejscu zjawiła się około drugiej w nocy.

    . . .

    U ciebie wszystkie dzieci wybite

    – powiedział następnego ranka Wacławowi Kalicie zapłakany szwagier. Mężczyzna zemdlał.

    Cała wieś mówiła tylko o jednym, jednak nikt ze świadków zabójstwa nie chciał wyjawić prawdy o zdarzeniach minionej nocy.

    Jeszcze tego samego dnia na posterunku milicji pojawił się Sojda i zaproponował mundurowym łapówkę w wysokości 100 tys. zł (równowartość około dwuletnich przeciętnych zarobków, starczyłoby na Fiata 126p i jeszcze trochę zostało), by ci prowadzili dochodzenie w kierunku wypadku samochodowego, a nie morderstwa. Mieszkańcy Zrębina solidarnie milczeli, nie chcąc wyprowadzać z błędu mundurowych, którzy podejrzewali wypadek.

    Jednak niespodziewanie znalazł się jeszcze jeden obserwator całego zajścia – 14-letni Staś Strzępka, przyjaciel zamordowanego Miecia. Feralnej nocy chłopiec wracał pieszo z pasterki i widział jak sprawcy układają zwłoki na poboczu.

    Bandyto! Zabiłeś mi kolegę!

    – wykrzykiwał Staś przed domem Józefa Adasia dzień po morderstwie.

    Z obawy przed wykryciem Sojda chciał obłaskawić chłopca, zaczął zapraszać go do siebie, usiłując wpłynąć na jego wspomnienia z bożonarodzeniowej nocy. Częstował go amerykańskimi papierosami i dawał prezenty, a Sojdowa karmiła obiadami, poiła winem i obiecywała w przyszłości za żonę swoją jeszcze małą córkę. Kazali mu klęczeć przed obrazem Matki Boskiej i przyrzekać, że nic owej nocy nie widział, podyktowali też fałszywe zeznania, które chłopiec musiał wyrecytować, podczas gdy gospodarz nagrywał go na magnetofon. W końcu Sojda zaproponował Strzępkom 20 tys. zł, krowę i meble w zamian za milczenie ich syna. Ci jednak odmówili, mimo że byli najbiedniejszą rodziną we wsi. To rozwścieczyło Jana i jego sprzymierzeńców. Zaczęła się nagonka na rodzinę chłopca, groźby i nachodzenie.

    W śledztwie odnośnie do wydarzeń z nocy 25 grudnia zostały popełnione liczne błędy. Nie zabezpieczono miejsca zdarzenia, znalezionych przy autobusie przedmiotów takich jak pusta butelka po wódce, a sekcje zwłok zostały wykonane przez lekarza bez uprawnień. Medyk wprawdzie odbył szkolenie z przeprowadzania autopsji, ale nie przystąpił do egzaminu. Zwłoki zbadał bardzo pobieżnie i jak stwierdził po trzech latach, zastosował "uproszczoną technikę sekcyjną", która nie wykazała, że w wigilijną noc pod Zrębinem mogło dojść do czegoś więcej niż tylko do śmiertelnego wypadku drogowego. Przyznał też, że odstąpił od pewnych czynności na polecenie prokuratora, który nie chciał "zeszpecić zwłok".

    Tuż przed Nowym Rokiem na połanieckim cmentarzu odbył się pogrzeb ofiar, w którym uczestniczyło wielu świadków ich morderstwa. Jedną z trumien pomagał nieść nawet sam Jan Sojda.

    Dwa tygodnie po świętach Bożego Narodzenia został oddany do kasacji sprawny wciąż Autosan (zdjęcie), którym poruszali się sprawcy. Nie zabezpieczono w nim także śladów, które mogłyby pomóc w ustaleniu winowajców.

    Mordercy wraz ze swoimi rodzinami zastraszali całą wieś. Sojda rozdawał łapówki w zamian za milczenie i dyktował zeznania. Kalitowie dostawali anonimowe pogróżki, wypuszczono im w nocy krowy z obory, a najbliżsi krewni radzili:

    Wy dajta spokój, dzieci wam i tak już nikt nie wróci... Wy niepotrzebnie szukata zbrodniarzy, trzeba szukać tych, co na waszych dzieciach zrobili wypadek drogowy.

    Sprawcy wciąż naciskali na 14-letniego świadka i jego rodzinę. Sojda usiłował nawet wywieźć chłopca do wcześniej przekupionego psychiatry, aby stwierdził u niego ociężałość umysłową. Gdy i ten plan się nie powiódł, ktoś podpalił Strzępkom stodołę i regularnie wybijał w chałupie okna. W końcu Staszek zdecydował się zeznawać, dzięki czemu w lutym 1977 r. milicja zatrzymała Józefa Adasia pod zarzutem spowodowania wypadku drogowego. W międzyczasie sprawę tego dziwnego (jak cały czas sądzono) wypadku przejęła specjalna grupa milicjantów z komendy wojewódzkiej w Tarnobrzegu.

    Sojda z zięciami wciąż usiłowali trzymać wieś w ryzach. Zorganizowali spotkanie w sąsiedniej Wolnicy, gdzie przy ołtarzyku z Matką Boską Częstochowską i krucyfiksem, w blasku świec kazali zebranym ponownie składać przysięgę milczenia. Każdy dostał także od 2 do 10 tys. zł (średnia pensja wynosiła wtedy około 4 tys. zł) i medalik, po które kilka dni wcześniej sam morderca pojechał na Jasną Górę, gdzie modlił się o uniewinnienie.

    Nagonka na Strzępków zaostrzyła się do tego stopnia, że ojciec rodziny musiał czuwać nocami z siekierą. Ktoś regularnie wrzucał przez okno drobne monety, jakby symbol judaszowych srebrników. Równolegle do prokuratury dochodziły anonimowe groźby pod adresem rodziny Kalitów:

    Matka zginie tak, jak zginęły jej dzieci, to było upomnieniem dla nich wszystkich, dla całej rodziny. Proszę ją upomnieć i to jak najszybciej, bo nie doczekają obydwoje z mężem rozprawy sądowej. I nawet nie będą wiedzieć, jak ktokolwiek dostał. Proszę tę sprawę rozstrzygnąć jak najszybciej i proszę ją o to jak najszybciej upomnieć, bo będzie straszna tragedia.

    Nie wszystkich jednak we wsi udało się zastraszyć. Jeden z pasażerów autobusu, Leszek Brzdękiewicz, złożył zeznania obciążające sprawców, dzięki czemu wiosną 1977 r. milicja aresztowała Jana Sojdę, a latem obu jego zięciów. Sam świadek niestety nie doczekał procesu, ponieważ rok później w Wielkanoc pijany utopił się w pobliskiej rzeczce Czarnej. Mimo tego, że poziom wody sięgał do kostek, sprawa została uznana za wypadek i umorzona.

    Dostaliśmy informacje o osobach, które mogły pomóc Leszkowi utonąć. Jednak nie mieliśmy dowodów

    – mówił po latach jeden z milicjantów pracujących przy tej sprawie.

    Henryk Witek, który najpierw występował w charakterze świadka, pod koniec maja został aresztowany pod zarzutem pomocnictwa w morderstwie. Jako jedyny przyznał się do uczestnictwa w zbrodni, a podczas przesłuchania wyjaśniał, że bał się rodziny Jana Sojdy, dlatego nie stanął w obronie ofiar.

    Jakie jest porównanie między waszym strachem i waszą bojaźnią przed paru uderzeniami ze strony Sojdy i Adasia, a próbą uratowania życia kobiety w piątym miesiącu ciąży i dwóch mężczyzn?

    – zapytał prokurator.

    Mężczyzna nie odpowiedział. Prokuratura zarzuciła mu pomocnictwo w zabójstwie.

    . . .

    26 maja 1977 roku odbyły się ekshumacje zwłok ofiar. Wykazały one między innymi, że uszkodzenia głów Krystyny i Stanisława wyglądają dokładnie tak, jakby pochodziły od uderzeń zadanych podłużnym, twardym, tępym i ciężkim przedmiotem.

    W sierpniu odbyła się wizja lokalna, której przyglądali się wszyscy mieszkańcy Zrębina.

    Podczas śledztwa okazało się, że Sojda sporządzał listę ludzi do zabicia w związku ze sprawą śmierci Łukaszków i Mietka.

    Po aresztowaniu sprawców część świadków zaczęła opowiadać o zdarzeniach z nocy 25 grudnia 1976 roku. Wielu z nich w końcu odwołała zeznania, jednak dowody zebrane przez milicję pozwoliły, by rozprawa ruszyła 7 listopada 1978 r. w Sądzie Wojewódzkim w Tarnobrzegu z siedzibą w Sandomierzu. Proces stał się bardzo medialny, a tak zwaną "sprawę połaniecką" śledziła cała Polska Rzeczpospolita Ludowa.

    (zdjęcie) (zdjęcie)

    Podczas pierwszej rozprawy Kulpińska przysięgała na swoje dzieci, że jej mąż jest niewinny. Żony oskarżonych do końca zarzekały się, że ten proces to kłamstwa i pomówienia. Z kolei siedzący na ławie oskarżonych Jan Sojda zwrócił się do Zdzisławy Kalitowej:

    A jak się będziesz czuć, Zdzisiu, gdy ja wyjdę z więzienia?

    Podczas procesu anonimowe groźby w kierunku krewnych zamordowanych oraz mieszkańców Zrębina nie ustawały. Rodzina oskarżonych wciąż usiłowała przekupywać świadków, a Kulpińscy chwalili się, że cała prokuratura i sąd zostali już przekupieni.

    Wy dajta spokój, dzieci wam nikt nie wróci, a żywych chłopów wpakujeta do więzienia

    – usiłowali przekonać krewni rodziców zamordowanych, którzy występowali w sprawie jako oskarżyciele posiłkowi.

    Przed sądem ludzie wciąż milczeli lub twierdzili, że nic nie pamiętają.

    . . .

    Sojda wielokrotnie usiłował wysyłać z więzienia grypsy do swojej żony, w których instruował co do zeznań i tego, komu na wsi zapłacić łapówkę, na które łącznie wydali od 200 do 400 tys. zł.

    Jeden z mieszkańców Zrębina, gdy któregoś dnia zaprzęgał konia, znalazł na furmance przyciśniętą kamieniem kartkę. Jej treść jednoznacznie sugerowała, że jeśli podzieli się z kimś swoimi wątpliwościami, jego obejście pójdzie z dymem. Kolejny gospodarz został nocą zaatakowany i poczuł na swojej krtani nóż. Usłyszał ostrzeżenie, żeby nic nikomu nie mówił. Inny rolnik w czasie prac polowych usłyszał od rodziny Sojdów, że będzie miał “łeb ucięty kosą”.

    Po pierwszej rozprawie ktoś podpalił groby Krysi, Staszka i Mietka. Świadek widział tylko zarys uciekającej kobiety. Ludzie we wsi byli przerażeni, szeptali między sobą: "Co będzie jak Sojdowie jednak wrócą?".

    Gdy Zdzisława Kalita spotkała w autobusie jedną z żon zatrzymanych mężczyzn, ta zaczęła krzyczeć:

    Przez Was nasze chłopy wsadzone, one wyjdą niedługo i gówno im narobita!

    Prowadzący sprawę prokurator postanowił chwilowo odpuścić rozpatrywanie winy oskarżonych i zajął się wykazywaniem kłamstw i mataczeń w zeznaniach świadków. Zaczęły się liczne aresztowania. Przerażeni wizją więzienia mieszkańcy Zrębina zaczęli zeznawać prawdę.

    . . .

    Po roku trwania procesu odbyła się druga wizja lokalna, której przyglądała się prawie cała wieś.

    (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    10 dni wcześniej powiesił się ojciec Stasia Strzępka. Uzależniony od alkoholu mężczyzna nie wytrzymał wciąż trwających prześladowań i nagonek na jego rodzinę. Przez okna wciąż sypały się drobne monety, jego syn był obrzucany kamieniami i butelkami, a dwa tygodnie przed śmiercią ktoś znów wybił im szyby w chałupie.

    Ino Sojdowe chłopy wyjdą jakim swoim sposobem z więzienia, a my, matka, możemy pierwsze pójść z dymem. Jak ony wrócą, zarządzą wsią, to nas nikt nie zapyta, czy prawda nam kazała tak zeznawać, czy tak. Kto ze strachu będzie słuchał prawdy?

    – zamartwiał się przed swoją śmiercią mężczyzna.

    . . .

    Zanim w sprawie morderstwa młodego małżeństwa i 12-letniego chłopca zapadł ostateczny wyrok, aresztowano wiele osób za mataczenie i składanie fałszywych zeznań, odwoływanie ich czy utrudnianie przebiegu rozprawy. Z około 232 przesłuchanych świadków aż 38 odwoływało swoje zeznania, a 24 z nich aresztowano. Tylko trójka zdecydowała się opowiadać przed sądem. Ostatecznie 18 świadków spędziło w więzieniu od czterech do ośmiu lat. Jedna z sióstr Jana Sojdy także została skazana.

    Idź pan w cholerę

    – powiedziała do swojego obrońcy, opuszczając salę sądową po ogłoszeniu wyroku czterech lat pozbawienia wolności.

    Sąd 77 razy korzystał z prawa nakładania na świadków uchylających się od zeznań kar pieniężnych od 500 zł do 2 tys. zł, co w sumie wyniosło 51 tys. zł.

    Sąd dwoił się i troił, odbierał przysięgi, odczytywał zeznania ze śledztwa, pytał o przyczyny rozbieżności zeznań, a kiedy świadkowie bezczelnie odmawiali zeznania lub kręcili –- upominał, przywoływał do porządku, groził karami. Gdy i to nie odnosiło skutku, posypały się kary pieniężne i areszty. Siedziały nieraz całe rodziny.

    – pisał Bogusław Sygit w swojej książce "Kto zabija człowieka. Najgłośniejsze procesy kryminalne w powojennej Polsce".

    Jednak większość świadków do końca zachowała milczenie.

    Nie znalazłam żadnych informacji, czy jakąkolwiek odpowiedzialność ponieśli milicjanci i prokuratorzy za błędy popełnione w śledztwie.

    . . .

    Ostatni proces odbył się w 10 listopada 1979 r. Pod budynkiem Sądu w Sandomierzu kilkaset osób wykrzykiwało:

    Dawać ich tu, wystawimy szubienicę na ulicy!

    Jan Sojda w swoim ostatnim słowie prosił o powrót do domu by w najbliższą Wigilię móc podzielić się z rodziną opłatkiem. Józef Adaś odczytał swoją wcześniej przygotowaną mowę, w której zapewniał o swojej niewinności. Uznał, że nie zasługuje na żaden wyrok i prosi o uniewinnienie. Jerzy Socha, Stanisław Kulpiński i Henryk Witek także prosili o wydanie wyroku uniewinniającego.

    Sąd uznał wszystkich mężczyzn za winnych zarzucanych im czynów i skazał Sojdę, Adasia, Sochę i Kulpińskiego na mocy art. 148 § 1 kk. i art. 40 § 1 punkt 1 kk. na karę śmierci oraz pozbawienie praw publicznych na zawsze. Z kolei Witka na karę pięciu lat pozbawienia wolności i pozbawienie praw publicznych na siedem lat. Jego klasyfikację prawną czynu zmieniono z pomocy w zabójstwie na pomoc sprawcy przestępstwa.

    Przewodniczący kompletu orzekającego, sędzia Marek Mociąg, tak uzasadniał wyrok:

    Proces przeciw społeczeństwu wsi, więc nie tylko przeciw skazanym. W kraju na nieszczęście zdarza się kilkaset zabójstw rocznie. Ale jeszcze nie zdarzyło się, aby społeczność wiejska zanikiem sumienia, korupcją, przekupstwem, strachem, paraliżem woli utkała tak szczelną zasłonę milczenia wokół zbrodni. (...) Retoryczne pytanie: ile jest warte ludzkie życie? W okolicach Połańca nabiera ponurego wymiaru konkretnego – może być warte od pięciu do pięćdziesięciu tysięcy złotych łapówek. (...)

    Kara poprzez eliminację jest karą wyjątkową, stosowaną wobec ludzi, którzy okazują wyjątkowy ładunek okrucieństwa w pozbawianiu życia innych. Kara ta ma przypominać, że człowiek posiada tylko jedno życie i nikt nie ma prawa tego życia przerywać. Zwłaszcza jeśli jest to życie ludzi, którzy – jak Mieczysław, jak Krystyna z nienarodzonym dzieckiem w łonie, jak Stanisław – nie narazili się nikomu.

    Wyrok nie był prawomocny.

    Ludzie, zostańcie z Bogiem, odchodzimy i nie wiemy, kiedy wrócimy

    – powiedział Sojda, wychodząc z sali sądowej.

    . . .

    Na początku 1981 r. rozpoczął się proces kasacyjny.

    Według sądu rodzina oskarżonych zachowywała się agresywnie, dlatego została wyproszona z budynku i otrzymała zakaz pojawiania się tam.

    16 marca 1981 r. w Sądzie Najwyższym zapadł prawomocny wyrok. Sąd uznał wszystkich oskarżonych za winnych zarzucanych im czynów i utrzymał w mocy wyrok wobec Jana Sojdy, Józefa Adasia oraz Henryka Witka. Karę Jerzego Sochy zmienił na karę 25 lat pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. Wyrok Stanisława Kurpińskiego został zmieniony na 15 lat pozbawienia wolności oraz sąd orzekł pozbawienie praw publicznych na 10 lat. W tamtym czasie w polskim prawie nie było kary dożywocia.

    Stanie nasza niewinność przed oczami!

    – krzyczała matka jednego ze skazanych do Zdzisławy Kality tuż po ogłoszeniu wyroku.

    . . .

    Dwa lata od dnia ogłoszenia wyroku Sojdzie posiwiały wąsy.

    Będę wisiał i się nie martwię

    – mówił wtedy.

    Niech się martwią te, co mnie powieszą. Sojda jest inny niż wszystkie ludzie. Dziś żyje, jutro może go nie być. Ci, co mnie osądzili, do końca swego życia nie przebadają mego charakteru. Niech się z tym gryzą, że mnie nie przebadali. Sojda zabierze do grobu całego Sojdę, z nikim się sobą nie podzieli.
    Ani on, ani Adaś, Socha, Kurpiński czy Witek nigdy nie przyznali się do winy i nie przeprosili poszkodowanych.

    Karę śmierci wobec 54-letniego wtedy Jana Sojdy i 40-letniego Józefa Adasia wykonano przez powieszenie 23 listopada 1982 r. w krakowskim Areszcie Śledczym przy ulicy Montelupich. Według jednego ze świadków egzekucji ostatnie słowa Sochy brzmiały: "Nie jestem winowaty, to śledcze winne za zrobienie tej szopki".

    Jerzy Socha w wieku 45 lat został warunkowo zwolniony z zakładu karnego po odsiedzeniu 14 lat i sześciu miesięcy, a Stanisław Kulpiński spędził w więzieniu 11 lat i sześć miesięcy. Wyszedł w wieku 41 lat.

    . . .

    My ciągle rozmawiamy na jeden tylko temat: najgorzej temu z nas obojga, które zostanie ostatnie. Kto poda kroplę wody?

    – mówiła Zdzisława Kalita w latach 80.

    Jej mąż Wacław zmarł w 1998 r. Na początku 2018 r. pani Kalitowa (zdjęcie z 2006 r.) wciąż żyła i mieszkała w tym samym domu w Zrębinie.

    W 2006 r. jeden z dziennikarzy chciał nawiązać kontakt ze Staszkiem Strzępkiem. Okazało się, że dorosły już mężczyzna ma poważny problem z alkoholem, rzadko bywa w swojej rozwalającej się chacie i ciężko jest się z nim porozumieć.

    W styczniu 2007 r. dziennikarze zagadnęli Henryka Witka, który powiedział:

    Jak Boga kocham, nie było mnie tam. Wciąż żyją ludzie, którzy mogą to potwierdzić. Bili mnie, to powiedziałem, co chcieli usłyszeć. Potem w sądzie odwołałem, ale nic to nie dało. Nie mam pojęcia, czy to było zabójstwo, czy wypadek. Mnie tam nie było.

    Rodzina Sojdy zapowiadała, że chce zgłosić sprawę do Trybunału w Strasburgu.

    Chodzę po wsi z podniesioną głową, bo ludzie wiedzą, że jestem niewinny. Wierzę, że cała prawda jeszcze ujrzy światło dzienne

    – mówił Stanisław Kulpiński (zdjęcie).

    klik <- krótki reportaż z grudnia 2014 r.

    W styczniu 2018 r. dziennikarze TVN-u udali się do Zrębina, gdzie okazało się, że nawet po 41 latach od zbrodni ludzie boją się o niej mówić. -> klik (pokazują dużo zdjęć z akt)

    Rodziny skazanych do tej pory uważają, że ich bliscy są niewinni.

    . . .

    Na podstawie tej zbrodni w 1988 r. powstał film "Zmowa" w reżyserii Janusza Petelskiego, warto zobaczyć (jest na CDA).

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby mnie wesprzeć, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, a w przyszłości zacząć nagrywać podcasty na podstawie swoich tekstów, to zapraszam na mój Patronite. Działa już płatność kartą, PayPal i inne takie, tak że jakby ktoś jednak chciał zrezygnować z wypicia jednego piwka i przekazać ten skromny pieniądz na kvoczą działalność – będę dozgonnie wdzięczna!

    Na patronite’owego bloga wrzuciłam dziś:

    • uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego
    • reakcja ojca na informację o śmierci jego dzieci, relacja z kostnicy i miejsca zdarzenia
    • tłumaczenia oskarżonych, ich wersja wydarzeń z 25 grudnia 1976 r.
    • reakcja rodziny Kalitów na wykonanie wyroków
    • Wigilie rodziny Kalitów po śmierci dzieci

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego @IgorK.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z książki "Nie oświadczam się" Wiesława Łuki, którą bardzo Wam polecam. Informacje z prasy, które zawarłam w swoim tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #sprawapolaniecka #zrebin #polaniec #karasmierci
    pokaż całość

  •  

    Dziś mija równe 29 lat od wykonania słynnego zdjęcia "błękitnej kropki" przez sondę Voyager 1

    14 lutego 1990 sonda Voyager 1, która znajdowała się już daleko poza orbitą Plutona i zrealizowała podstawowe cele misji podczas przelotu przez Układ Słoneczny, wykonała na polecenie z Ziemi szereg manewrów mających na celu reorientację kamer w kierunku centrum Układu Słonecznego, tak aby sfotografować planety Układu Słonecznego. Na jednym ze zdjęć o dużej ziarnistości widać Ziemię jako błękitną kropkę.
    "Spójrz na tę kropkę. To nasz dom. To my. Na niej wszyscy, których kochasz, których znasz. O których kiedykolwiek słyszałeś. Każdy człowiek, który kiedykolwiek istniał, przeżył tam swoje zycie. To suma naszych radości i smutków. To tysiące pewnych swego religii, ideologii i doktryn ekonomicznych. To każdy myśliwy i zbieracz. Każdy bohater i tchórz. Każdy twórca i niszczyciel cywilizacji. Każdy król i chłop. Każda zakochana para. Każda matka, ojciec i każde pełne nadziei dziecko. Każdy wynalazca i odkrywca. Każdy moralista. Każdy skorumpowany polityk. Każdy wielki przywódca i wielka gwiazda. Każdy święty i każdy grzesznik w historii naszego gatunku, żył tam. Na drobinie kurzu zawieszonej w promieniach Słońca. Ziemia jest bardzo małą sceną na przeogromnej arenie kosmosu. Pomyśl o rzekach krwi przelewanych przez tych wszystkich imperatorów, którzy w chwale i zwycięstwie mogli stać się chwilowymi władcami fragmentu tej kropki. Pomyśl o niekończących się okrucieństwach, których zaznali mieszkańcy jednego zakątka tego punktu od prawie nie różniących się od nich mieszkańców innego zakątka, jak często źle się nawzajem traktowali, jak zapiekła ich nienawiść, z jaką żądzą zabijali jedni drugich"
    "Naszym postawom, naszemu urojonemu poczuciu własnej ważności, naszej iluzji posiadania jakiejś uprzywilejowanej pozycji we wszechświecie, rzuca wyzwanie ta oto kropka bladego światła. Nasza planeta jest samotnym ziarenkiem pośrodku tej wielkiej, otaczającej nas kosmicznej ciemności. W naszym ukrytym miejscu, pośród całego tego ogromu, nie ma jednak żadnej wskazówki na to, że z zewnątrz nadejdzie pomoc, by ocalić nas przed nami samymi. Ziemia jest jedynym dotychczas znanym światem, na którym istnieje życie. Nie ma innego miejsca, przynajmniej w najbliższej przyszłości, gdzie nasz gatunek mógły wyemigrować. Odwiedzić - tak. Osiedlić się - jeszcze nie. Czy się nam to podoba czy nie, Ziemia pozostaje na razie naszym domem. Mówi się, że astronomia uczy pokory i kształtuje charakter. Nie ma chyba lepszego dowodu na szaleństwo ludzkiej zarozumiałości niż widok naszego malutkiego świata z tak dalekiej perspektywy. Uważam, że ten obraz podkreśla naszą odpowiedzialność za bycie dla siebie bardziej życzliwymi, za ochronę i poszanowanie błękitnej kropki - jedynego domu jaki kiedykolwiek mieliśmy."
    Carl Sagan

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #astronomia #kosmos #astrofoto #exploworld #byloaledobre #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    Co kobiety lubią w mężczyznach?
    Co kobiety lubią w mężczyznach i jak ewolucja kształtowała odruchy, którymi kierujemy się przy wyborze partnera. Joe Rogan i Gad Saad o biologicznych aspektach randkowania i atrakcyjności. Znalezisko: http://lesemerick.com/link/4799295/co-kobiety-lubia-w-mezczyznach/

    #biologia #wojnaidei #gruparatowaniapoziomu #nauka #ewolucja #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: m.youtube.com

  •  

    Muhammad Ali negocjujący z niedoszłym samobójcą

    W poniedziałek, 19 stycznia 1981 roku, fotograf New Jork Times, Boris Yaro (autor słynnej fotografii) usłyszał w radiu doniesienia o potencjalnym samobójcy. Jego redaktor nie był zainteresowany historią ale Yaro i tak udał się do Miracle Mile w Los Angeles, gdzie jego oczom ukazał się wystający z dziewiątego piętra młody czarnoskórego mężczyzna w szerokich dżinsach i bluzie z kapturem, nazwany umownie przez reporterów Joe. Według raportów policji wydawało mu się, że jest w Wietnamie a w jego kierunku zmierzają wojska Wietkongu

    Najlepszy przyjaciel Aliego - Howard Bingham, również znajdował się na miejscu całego zamieszania. Zapytał się policji czy Ali mógłby im pomóc lecz funkcjonariusze nie wyrazili zgody. Tak czy inaczej zadzwonił do boksera, który mieszkał niedaleko i poprosił o przyjazd. Po kilku minutach zgromadzony pod budynkiem tłum ujrzał nadjeżdżającego Rolls Royce'a z którego wysiadł legendarny sportowiec i czym prędzej udał się do środka.

    Policjanci, psycholog i kapelan policji bezskutecznie przez kilka godzin próbowali przekonać mężczyznę do zmiany swojej decyzji. Aliemu negocjację zajęły 20 minut. Joe był zszokowany postacią którą ujrzał w oknie. Krzyknął "To naprawdę Ty?" a chcąc mu się lepiej przyjrzeć, oparł ręce o filar, ryzykując (o ironio) upadek. Ali wychylił głowę przez balkon i krzyknął "Jesteś moim bratem. Kocham Cię. Nie mógłbym Cię okłamać. Chcę, żebyś wrócił ze mną do domu i poznał moich przyjaciół"

    Po wszystkim bokser wyprowadził mężczyznę z budynku, ignorując tłumy wiwatujących gapiów, i udali się na posterunek policji. Ali towarzyszył mu również w szpitalu Veterans Administration Hospital gdzie przeszedł 72 godzinną obserwację psychiatryczną. Rzecznik policji z Los Angeles przyznał, że Muhammad to jedyna osoba, która jest odpowiedzialna za pozytywny finał całej operacji. Tożsamości 21 latka nigdy nie udało się ustalić

    Robert Lipsyte, dziennikarz NYT, zastanawiał się co mogło kierować bokserem w tamtym dniu. "Jaki facet wsiada w samochód i udaje się w kierunku potencjalnego samobójcy aby uratować życie człowiekowi, którego nigdy nie znał? Ali był narcyzem, potrzebował być kochanym i gromadzić wokół siebie nieustanną uwagę ludzi"

    Innym powodem mógł być temat wojny w Wietnamie. Być może Bingham zaczerpnął u policjantów wiedzy dotyczącej powodów tak desperackiej decyzji Joeya i przekazał ją w rozmowie Aliemu, któremu odmowa służby wojskowej zabrała ponad 3 lata kariery.

    Po co mam tam lecieć?

    Wszystko zaczęło się 28 kwietnia 1967 roku. Amerykańskie media obiegła informacja o buncie Aliego i jego sprzeciwie wobec powołania do armii, która wysyłała swoich żołnierzy na wojnę do Wietnamu. 25-letni Cassius Marcellus Clay Jr. stał w kolejce z jedenastoma innymi mężczyznami, którzy mieli złożyć przysięgę w budynku starej poczty w Houston (Teksas). Kiedy mistrz świata usłyszał swoje nazwisko wypowiedziane przez oficera, nie zareagował. Jak sam potem tłumaczył "nie widzę powodu dla którego miałbym zakładać mundur i lecieć 10 tysięcy mil tylko po to aby zrzucać bomby na biednych ludzi"

    W 1967 roku sąd skazał pięściarza na karę 5 lat więzienia w zawieszeniu. Odebrano mu dodatkowo tytuł mistrza świata i licencję bokserską przez co nie mógł wychodzić na ring, oraz zabrano paszport uniemożliwiając wyjazd z USA. To właśnie wtedy zaangażował się na rzecz zakończenia bezsensownej wojny jaką amerykanie toczyli w Azji. Spór z armią skończył się w 1970 roku, kiedy po procesie apelacyjnym został uniewinniony. W tym samym roku gubernator stanu Georgia wydał mu zezwolenie na odbycie pojedynku z Jerrym Quarrym, którego pokonał w trzeciej rundzie przez KO. Następnie, 30 października 1974 roku, po zwycięstwie z Georgem Foremanem odzyskał tytuł mistrzowski, który przed laty został mu niesłusznie odebrany.

    #poro6niec - obserwuj
    #gruparatowaniapoziomu
    #ciekawostki
    #historiajednejfotografii
    pokaż całość

    źródło: s.yimg.com

  •  

    Witam, Mircy. Tydzień temu wrzuciłem film polskiego kanału o matematyce #mathemagix (pierwiastkowanie metodą starożytnych Greków) i spotkał się on z pewnym zainteresowaniem, więc daję następny film tego pana. Miłego oglądania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #matematyka #nauka #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Miecz z brązu, bez dat ale dynastia Shang albo Zhou.

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    Halabarda (248 cm, 1,7 kg), Włochy 1580.

    Muzeum

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: images.metmuseum.org

  •  

    Topór (1,3 kg, 72 cm), Mamelucki Egipt albo Syria, 1450–1500.

    Muzeum

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #gruparatowaniapoziomu

0:0,0:5,1:5,2:4,1:7,0:2,3:1,1:2,2:5,0:7,1:9,0:2,2:4,1:0

Archiwum tagów