•  

    Dawno nic tu się nie pojawiło a ostatnim razem posypały się dość krytyczne komentarze na temat "bycia męskim" wg. Lwa-Starowicza.
    Dziś będzie o tym dlaczego panowie tak często sugerują "lodzika" jako rozwiązanie problemów, prezent na urodziny czy jako przeprosiny.

    Wpis 1
    Wpis 2
    Wpis 3
    Wpis 4

    Co takiego jest w seksie oralnym, że mężczyzna potrafi porzucić żonę, partnerkę tylko dlatego, że mu odmawia takiej formy miłości?
    W tej formie seksu członek jest w stanie permanentnego zachwytu. Bodźce czuciowe (pieszczoty ustami partnerki) są połączone z bodźcami wzrokowymi – mężczyzna obserwuje cały proces ars amandi, kobietę, która mu sprawia przyjemność, jej głowę, włosy, ciało pieszczącej go partnerki. U wielu mężczyzn bodźce są wtedy mocniejsze, bardziej intensywne niż podczas klasycznego seksu. Najbardziej czułe receptory na penisie są masowane, uciskane, głaskane. Sama przyjemność. I ogromny ładunek intymności. Adoracja penisa to głębsza forma akceptacji. Jeśli kobieta chwali partnera za to, że odniósł jakiś sukces – owszem, to miłe. Ale seks oralny jest akceptacją całego ciała i szczególnej jego części. Kobieta może nie komplementować za nic swojego partnera, lecz jeżeli uprawia z nim seks oralny – będzie czuł się nieustannie chwalony.
    „Oczywiście seks oralny bywa dwuznaczny i może służyć do totalnego poniżenia kobiety. To jeden biegun. Mężczyzna czerpie zadowolenie z dominacji nad kobietą, że ona jest jego niewolnicą, dokładniej niewolnicą jego fallusa. A na drugim biegunie jest pozycja 69 i wysoka klasa doznań, wszystko robione z czułością oraz poszanowaniem uczuć i pragnień drugiej osoby. Nikt nikomu nie podlega, nikt nikogo nie poniża – każdemu jest za to przyjemnie. Mężczyźni opowiadają mi, jak bardzo sobie cenią ten rodzaj seksu i nie mają żadnych skojarzeń z uprzedmiotowieniem partnerki.
    Chociaż kiedy ludzie są w trakcie kontaktu seksualnego, w ich głowach mogą dziać się różne rzeczy, czasem bardzo mroczne, nieznane im samym w innych sytuacjach. Ba, kobieta pobudzająca mężczyznę może go również poniżać. Bo stymulując go, zanurza się w uczuciu, że ma go pod kontrolą. To też jest bardzo często spotykane. On się rozkoszuje, a ona myśli sobie: „Jesteś penisem, niczym więcej”. Czasami mężczyźni nie powinni wiedzieć, co się dzieje w kobiecych głowach...

    Panie profesorze, chcę zadać pytanie, które zapewne tak jak ja, chciałoby zadać wiele czytelniczek, ale się trochę krępuję.
    No nie, skrępowanie to nie u mnie w gabinecie! I odczarujmy wreszcie raz a dobrze kwestię seksu oralnego. To jak najbardziej normalna forma zbliżenia, dawno minęły czasy, że uważany był za dewiację, ba, przez wiele lat był nawet karany. Teraz na szczęście nie jest to ani tabu, ani nic zdrożnego, jakbyśmy powiedzieli językiem już niemal starożytnym.

    To pytam: jak zostać mistrzynią robienia laski?
    No to ja nie odpowiem na to pytanie. Spodziewa się pani, że postawię przed panią dildo i szczegółowo opiszę konkretne kroki? Otóż nie zrobię tego, bo: po pierwsze – każdy mężczyzna jest inny i każdy penis jest inny, po drugie – ćwiczenie czyni mistrza, czytanie teorii bez praktyki niewiele da. Można być teoretyczną mistrzynią seksu oralnego i zbaranieć, mając przed sobą prawdziwy członek. Oczywiście warto poczytać poradniki seksuologiczne – „Kamasutrę” i inne książki o sztuce miłosnej, wiedzieć, gdzie się pobudza wędzidełko, gdzie się pobudza ujście cewki moczowej. To jest pewna sztuka. Czubkiem języka pobudzić ujście cewki moczowej tak, żeby to było dla niego przyjemne. Ściąganie napletka z odpowiednią intensywnością i z odpowiednią szybkością to też pewna sztuka, ale nie ma uniwersalnych zaleceń, bo coś dla jednego mężczyzny będzie za mocno, a dla innego za słabo. A przede wszystkim seks oralny nie wymaga uniwersytetu, bez przesady. Najlepiej zapytać mężczyznę w trakcie, co tak naprawdę lubi. I nie wstydzić się tego.

    W Moskwie jest specjalny „instytut”, do którego pielgrzymują kobiety, żeby uczyć się seksu oralnego na dildach. Są tam panie edukatorki, które uczą tej sztuki. Rosyjscy mężczyźni zacierają ręce z zadowolenia.
    Niewątpliwie nie świadczy to dobrze o poziomie partnerstwa w tamtejszych związkach. Ale ja nie mam nic przeciwko temu… Na pewno instruktorka podpowiada, żeby to robiła głębiej, ona mówi na to: „Tak głęboko już nie mogę, bo się krztuszę” itp. OK, ale i tak potem, w praktyce, trzeba dostosować teorię do wielu zmiennych. Czyli mistrzyni laski, jak pani mówi, przede wszystkim pyta mężczyznę, czy ten bodziec wzmocnić, osłabić, szybciej, wolniej, wyżej, niżej. Są tacy, którzy lubią, żeby członek był wprowadzany głęboko, dla większości mężczyzn jest to wyjątkowo przyjemne. Ale nie dajmy się zwariować.

    I nie dajmy się udusić.
    No właśnie. Mogą w tym momencie pojawić się problemy z oddychaniem, bo trzeba oddychać przez nos. Mocno i regularnie. Panie ze skrzywioną przegrodą nosową mogą mieć kłopot. Poza tym nie można doprowadzać do tego, żeby wystąpił odruch wymiotny.

    Jakie błędy kobiety najczęściej popełniają w trakcie seksu oralnego?
    Czasem za słabo, czasem – za mocno. Zdarza się, że niechcący ugryzą. Albo nie pobudzają żołędzi członka językiem – a to mężczyźni bardzo lubią. Bądź robią to od niechcenia, bez entuzjazmu, dając do zrozumienia, że nie lubią, tylko się poświęcają. Mężczyzna to wyczuwa, ale w trakcie woli nie poruszać tego problemu i dąży do szybkiego orgazmu. Bo co zrobić, jeśli usłyszy od partnerki: „Robię to tylko dla ciebie”. Jak po takiej odpowiedzi powinien się zachować? Zrezygnować? Powiedzieć: „To może następnym razem?”. Albo rozpocząć dyskusję, dlaczego nie lubi seksu oralnego z nim? Owszem, dyskutować trzeba, ale nie w trakcie.
    U niewielkiej części mężczyzn w związku z seksem oralnym pojawia się silny lęk – przed odgryzieniem. Ale uspokajam panów: rozmawiałem ze specjalistami z różnych dziedzin – urazów związanych z seksem oralnym nie ma. Taki męski lęk pojawia się wtedy, kiedy on widzi, że kobieta zapamiętała się w robieniu mu przyjemności. Że ma odlot, że jest zafascynowana „robieniem laski”, że w ogóle nie postrzega go jako człowieka, jest dla niej tylko penisem. Przestrzegam więc panie przed takim szaleństwem, bo wtedy mężczyzna może nie stanąć na wysokości zadania. Ze strachu przed entuzjazmem.

    Brak entuzjazmu zły, za dużo entuzjazmu – też niedobrze...
    Najlepiej, żeby miłość francuska była finezyjna. Co to znaczy? Aby pieszcząc partnera, utrzymywać z nim kontakt wzrokowy, wyczuwać jego emocje, czasami pytać, czy jest mu dobrze. I w zależności od tego, czego kobieta i mężczyzna chcą – kończyć wytryskiem w ustach albo w pochwie lub na piersiach. Albo gdzie się chce.
    Pewien pacjent opisywał mi poprzedni związek, który był dla niego fantastyczny. Ich sztuka miłosna zawsze zaczynała się od tego, że ona mówiła: „Nic nie rób, leż, ja ciebie popieszczę”. On leżał bez ruchu, ona mu pobudzała członek oralnie aż do mocnej, intensywnej erekcji, potem przyjmowała pozycję klasyczną, później zmieniała pozycję na jeźdźca, następnie przewracała się na plecy i oddawała mu pole i razem mieli orgazm. Nie mam nic do zarzucenia takiemu scenariuszowi w sypialni. Czy to jest bardzo skomplikowana sztuka miłosna? Nie. Jest ładna i nieskomplikowana.

    Ważne pytanie: połykać spermę czy wypluwać?
    Wiadomo, że mężczyznom się bardzo podoba, jak kobieta połyka. Nie bez kozery usługa prostytutki „z połykiem” jest droższa o sto procent. Ale wiele kobiet ma z tym problem. Najlepiej się więc umówić z partnerem, co jest dopuszczalne dla każdej ze stron. Są trzy warianty. Pierwszy: ona go pobudza oralnie, ale później on ma wytrysk na zewnątrz. Umówili się, że jak on już, już dochodzi, ona przerywa pobudzanie ustami. Co może dla niego jest mniej miłe, ale – jak już powiedzieliśmy – i tak najprzyjemniejszym momentem dla mężczyzny jest ten tuż przed wytryskiem. W takiej sytuacji mężczyzna ma wyraźny komunikat: dla niej sperma to nie jest pożądany bodziec. Może mu się to nie podobać, ale musi zaakceptować.
    Drugi wariant: wytrysk w ustach, ale ona to natychmiast wypluwa. No i tu jest ogromny męski kłopot. Bo przecież zazwyczaj wypluwa się coś, co jest niedobre, niesmaczne, szkodliwe, zepsute, trujące. Sporo niezbyt przyjemnych skojarzeń. Wiele kobiet nie przepada za konsystencją i zapachem spermy. Często słyszę w gabinecie, że to zapachowo wstrętne, a konsystencja przypomina gluty. No przypomina – cóż poradzić.
    Dla pań, które nie są entuzjastkami połykania spermy mamy dobre wiadomości: nie jesteś sama. Z badań ogólnopolskich wynika, że większość chce się raczej jej pozbyć, najchętniej albo wypluwa, albo nie chce, żeby w ogóle doszło do wytrysku w ustach. Można to zrozumieć. A w sezonie na szparagi to w ogóle jest fatalne...

    Uśmiecha się pan...
    Mówię poważnie. Dieta ma olbrzymi wpływ na zapach i smak spermy. Menu bogate we fruktozę, cukier, daje inny zapach i smak (bardziej słodki), a szparagi powodują nie tylko bardzo intensywny zapach, ale także smak. Dieta może wpływać na to, że smak nasienia stanie się zgoła wstrętny.
    Kiepsko jest, jeżeli mężczyzna miał wcześniej partnerkę, która połykała spermę, bo albo lubiła, albo poświęcała się dla niego, albo marzyła o tym i w końcu mogła to marzenie zrealizować, albo uwierzyła, że to źródło białka, cynku, prostaglandyny, po prostu eliksir młodości i gwarancja dobrego wyglądu. A w dodatku świetnie działa antydepresyjnie. Dla niego zachowanie tej kobiety to, rzecz jasna, raj na ziemi.
    I teraz ma partnerkę, która tego nie robi. Może być kłopot. Ale namawiam kobiety, żeby nie robiły nic przeciwko sobie, a panów zachęcam do rozsądnych granic. Miałem takie pacjentki, które po seksie oralnym z połykaniem zawsze wymiotowały. Miałem również taką, która przechodziła na dietę po seksie oralnym, bo z jej wyliczeń wychodziło, że przy rygorach gastronomicznych sperma jest zbyt tucząca! Niestety, takie bzdury chodzą ludziom po głowie.
    Niektórzy mężczyźni używają argumentu, że przyswajanie składników nasienia przez kobietę ma działanie przeciwdepresyjne. Powołują się na jakieś badania, o których gdzieś coś przeczytali. Dobrych leków przeciwdepresyjnych to na pewno nie zastąpi – chcę, żeby nasi czytelnicy nie mieli złudzeń, że to jest jakakolwiek konkurencja wobec farmakologii. Poza tym te wyniki badań są trochę mętne, nie ma w nich tak naprawdę nic przekonującego.
    Panowie, przede wszystkim szanujmy kobiety. Jeśli im się to nie podoba, mają do tego prawo. I dbajmy o to, żeby pamiętały seks z nami jako przyjemny, a nie przykry. Reasumując, kobieta powinna opowiedzieć o swoich subiektywnych doznaniach oraz jasno postawić swoje granice. I tutaj też nie ma żadnych negocjacji. Bo albo coś lubimy, albo tolerujemy, albo nie akceptujemy.

    Czy mężczyzna może sprawić, żeby seks oralny w jej wykonaniu był także dla niej podniecający, chociaż wcześniej nie był?
    Kobieta może po prostu nie rozumieć, na czym właściwie ta atrakcja polega. Mężczyzna chce seksu oralnego, ona w tym jakoś specjalnie nie widzi nic przyjemnego. Niech więc partner opowie jej szczerze i otwarcie, dlaczego tak mu się to podoba, czemu tak bardzo mu na tym zależy. Opowie o swoich odczuciach, co się z nim dzieje w trakcie seksu oralnego. Kobiety bardzo często nie zdają sobie sprawy, co ta forma seksu znaczy dla niego. Domaga się? Ale dlaczego? Dla intymności relacji czy dla satysfakcjonującego go poniżenia? Poza tym wiele kobiet ma opory, ponieważ wie, że to jest priorytet w relacjach z prostytutkami i w porno. Bo w porno seks oralny jest najbardziej widowiskowy; seks pochwowy – nie aż tak mocno, wtedy po prostu mniej widać. Poza tym przy dłuższym czasie trwania to jest nudne, niewiele się dzieje. Za to w seksie oralnym zawsze jest jakaś ciekawa akcja: włosy, usta, język, sperma na twarzy. Nic dziwnego, że kobiety mogą nabrać podejrzeń: on chce seksu oralnego, bo traktuje mnie jak dziwkę. Dlatego dobrze, żeby mężczyzna jej wytłumaczył, że dla niego seks oralny jest szczególną formą zjednoczenia.
    Ale bywają też kobiety, które chcą być pomiatane. On ma potrzebę, żeby nią poniewierać, a ona to akceptuje. I to jest komplementarne – jeśli oboje to lubią, nie mam nic przeciwko.

    Jak słyszymy „zrób mi laskę”, to znaczy, że będzie pomiatał, a jak: „popieść mnie ustami” – to myśli o cielesnym zjednoczeniu?
    Może nie aż tak ortodoksyjnie, bo „zrób mi loda” weszło do kanonu językowego, choć nie jest to zbyt eleganckie określenie. Wiele kobiet zresztą go używa w stosunku do mężczyzn, same pytają: „zrobić ci loda?”. Same wychodzą z taką inicjatywą, bo seks oralny traktują jako normalną formę zachowania, czyli to określenie nie w każdym kontekście musi wybrzmiewać źle.

    Czy pan uważa za normę seks oralny na pierwszej randce?
    Może jestem staromodny, jednak uważam, że nie powinno być to normą, bo to bardzo intymna forma seksu i dobrze jest do niej dochodzić stopniowo.

    Jednak mężczyźni są chyba zachwyceni takim pomysłem.
    Ale kobiety nie zawsze muszą robić to, czego chcą od nich mężczyźni. Jeśli jest to dla niej niekomfortowe, nie ma sensu, żeby się zmuszała. Panowie, rzucanie kobiety na kolana podczas pierwszej randki to zbyt szybkie tempo i efekt może być odwrotny. Przeważnie nie kończy się to dobrze.

    Zostawił mnie, bo tamta mu lepiej robiła laskę” – tak często mówią porzucone kobiety.
    To ładny parawan. W ten sposób deprecjonuje mężczyznę – zależy mu tylko na seksie oralnym. Przyjaciółkom powie: „Był dewiantem, miał chore zainteresowania”. To lepiej brzmi. Jest usprawiedliwiona, bo uwolniła się od dewianta. A tak naprawdę nie mówi o rzeczywistych powodach rozstania. Takie stwierdzenie stawia ją wyżej na szczeblu ewolucyjnym. W tym komunikacie mężczyzna jest prymitywny, podobnie jak jego nowa kochanka. Na ogół przyjaciółki okazują empatię i zrozumienie, potępią go w czambuł.

    A potem wracają do domu i będą uprawiać z mężem seks oralny.
    Z większym zapałem, żeby nie powtórzyć losu przyjaciółki.

    Czy mężczyźni naprawdę zostawiają kobiety tylko z tego powodu?
    Oczywiście. Mężczyzn, którzy się tak zachowali, podzieliłbym na trzy grupy. Pierwsza: ma kochankę, która akurat lubi seks oralny. Nie tylko toleruje, ale go ceni i lubi. Niektóre kobiety akurat w tym są dobre, wręcz perfekcyjne. Jemu się wydaje, że trafił do raju i przestają się dla niego liczyć dzieci, rodzina i wspólne życie. Seks oralny jest najważniejszy – ta ogromna przyjemność.
    Druga grupa traktuje seks oralny jako wyraz akceptacji dla swojej męskości i w ogóle istnienia. Czyli: jeżeli kobieta uprawia z nim seks oralny, wypływa z tego wniosek, że go w pełni akceptuje. Jeśli nie chce – dla niego oznacza: „Nie jesteś mną całkowicie zafascynowana”. I ma tego dość – dlatego szuka partnerki dającej mu totalną akceptację. Uprawianie bądź nie tej formy seksu może decydować o istnieniu związków i o wyborach życiowych. To nie dotyczy większości męskiej populacji – i to jest ta dobra wiadomość. Ale zła jest taka (a może też dobra, gdyż odnosi się do dobrostanu i zadowolenia z życia), że istnieje dosyć spory odsetek mężczyzn, dla których seks jest bardzo, bardzo ważny, a skoro ta forma jest dla nich najbardziej atrakcyjna, może wpłynąć nawet na zakończenie związku.
    Trzecia grupa to panowie, którzy się na seks oralny po prostu uwarunkowali. Bez niego nie są w stanie osiągnąć satysfakcji.

    Czyli za seksem oralnym płynie sporo nieseksualnych komunikatów. Ale rada jest oczywista: polub seks oralny, bo jak nie – ryzykujesz, że zostaniesz porzucona?
    Jeśli masz do czynienia z partnerem lubiącym tę formę kochania i ty też ją lubisz – wspaniale, nie widzę problemu. Jeżeli dla ciebie seks oralny jest neutralny, to raz na tydzień można się do niego przyłożyć i nie jest to chyba duży problem. W przypadku, gdy się go nie lubi, warto popracować nad tym, żeby nastawienie zmienić. Jeśli kobieta uważa, że to ją poniża, a lubi seks oralny w swoją stronę, to coś tu nie gra. Chyba że ma awersję do penisa – wtedy trzeba nad tym popracować terapeutycznie. Nie zawsze skończy się sukcesem – są kobiety mające wręcz wstręt do penisa akurat swojego partnera albo penisów jako takich – ta bariera może być za silna.
    Bywa tak, że mężczyzna może żałować całkiem udanego związku, dzieci, wspólnego domu, ale atrakcyjność seksu oralnego w wykonaniu innej pani jest taka, że za to odda wszystko. Może to wyglądać rzeczywiście dziwnie, że pieszczenie ustami penisa staje się ważniejsze od rodziny, ale są tacy, którzy oddadzą za to wszystko. Naprawdę wszystko.
    Dla wielu czytelniczek takie męskie myślenie może być kuriozalne, ale tak to bywa.

    ---

    Dalej rozdział traktuje o tym, że są i tacy, którzy seks oralny oddali w zamian za świetne zrozumienie w związku tj. są zgodni pod wieloma względami, ale ona akurat tej formy pieszczot nie akceptuje. Jemu brakuje, ale są inne, większe plusy relacji.
    Dlatego polecam doczytać cały rozdział.

    ---

    pokaż spoiler Fragmenty pochodzą z najnowszej książki "On. Pytania intymne", wydawnictwo Czerwone i Czarne. Autorem jest Zbigniew Lew-Starowicz, ceniony specjalista seksuolog, psychoterapeuta. Zachęcam do kupna.


    pokaż spoiler http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4867204/on-pytania-intymne


    #zdrowerelacje #zdrowyseks #zwiazki #seks
    pokaż całość

  •  

    Piątek!

    Niby "o kobiecie" a tu coś więcej jednak o mężczyznach. Będzie coś o #przegryw. Dalej dział jest jeszcze bardziej ciekawy, traktuje o modelu ojca, o modelu w zaniku oraz o wadach współczesnego ojca, więc tę książkę warto wziąć do ręki.

    Wpis 1
    Wpis 2
    Wpis 3

    Czy Polki lepiej się dostosowały do nowych czasów niż mężczyźni?
    Generalnie kobiety szybciej się przystosowują do zmian rzeczywistości, są bardziej elastyczne. Wystarczy spojrzeć choćby na odsetek pań studiujących, również podyplomowo. Jest ich coraz więcej, więcej niż mężczyzn. A to wynika z chęci gonienia rzeczywistości, podnoszenia kwalifikacji, coraz większych kobiecych ambicji.

    Wśród panów istnieje oczywiście grupa ambitnych wilczków, którzy idą do przodu jak burza, ale jest też masa leniuchów, którym się po prostu nie chce, i bardzo trudno ich zmobilizować do walki, starań. Jeśli chodzi o rozwój, zdobywanie nowych umiejętności, to panie są dziś bardziej zdeterminowane.

    Z czego to wynika?
    Chodzi o zmianę emancypacyjną. W przeszłości kobieta nie musiała myśleć o przyszłości swojej i dzieci, bo miała ją zapewnioną. Utrzymywanie rodziny przez mężczyznę było sprawą honoru. Dziś to się radykalnie zmieniło, upowszechniły się rozwody, i żadna pani – ani zamężna, ani singielka – nie ma gwarancji, że za pięć, dziesięć lat będzie miał kto ją utrzymać. Kobiety, zwłaszcza te, które mają dzieci, muszą myśleć o zabezpieczeniu sobie i im bytu w przyszłości, na wszelki wypadek. Zdają sobie sprawę z tego, że nie mogą już w stu procentach liczyć ani na mężczyznę, ani na jego rodzinę, i doskonale sobie z tą świadomością radzą. Wzięły życie za bary i walczą. Kształcą się, pracują, nawet jeśli związek układa się sielankowo.

    Mężczyźni nie myślą o przyszłości?
    Myślą, studiują, szukają pracy, ale bez dręczących myśli o przyszłym bezpieczeństwie. Uczą się, pracują – i już. Mają pieniądze, to dobrze. Nie będą mieli, to się zastanowią. W społeczeństwie wciąż prędzej się zaakceptuje mężczyznę, który w razie kryzysu rodzinnego wyfruwa z gniazda i wynajmuje pokój w hotelu, niż kobietę. Ona ma w sobie głęboko zakorzenioną troskę o bezpieczeństwo gniazda. I w dzisiejszych czasach coraz częściej radzi sobie z nią sama. A mężczyzna myśli: „Jakby co, to moja zajmie się problemem”.

    Rzeczywiście spotyka pan mężczyzn, którzy beztroskę opierają na tym, że żona zadba?
    Coraz częściej. Zawsze dbała o niego mama, to teraz zadba partnerka. Panie nie pozwalają sobie na taką niefrasobliwość.
    Są oczywiście mężczyźni w pełni niezależni, wychowani tradycyjnie, z przekonaniem, że radzą sobie sami. Jest rzesza samowystarczalnych singli. Na drugim biegunie są ci, którzy do 40. roku życia mieszkają z mamą, jej przynoszą pieniądze na utrzymanie, mają wikt i opierunek i świetnie się bawią. Nie mają motywacji do związania się z kobietą, skoro nikt się nimi nie zajmie tak jak mama.
    Ale narastająca jest dziś ta środkowa grupa mężczyzn, skoncentrowana na swojej pracy i rozrywkach, która odpowiedzialność za bezpieczeństwo rodziny chętnie przerzuca na partnerkę. To jest pokolenie dużych chłopców, którzy znają swoje obowiązki, wiedzą, że muszą chodzić do pracy, ale po pracy oczekują już tylko dobrej zabawy.

    Widział pan związek, który rozpadł się z powodu bierności mężczyzny?
    Niejeden. Przypominam sobie np. parę, w której mężczyzna pojechał do USA na dwa lata zarobić, bo tu nie bardzo im się powodziło. Wydawało się, że są dopasowani, mieli już dziecko. On wrócił zza oceanu, przywiózł pieniądze, i przez kolejne dwa lata niczego nie robił. Całymi dniami oglądał telewizję albo płyty, które sobie przywiózł. Ona tego w końcu nie wytrzymała i go wyprowadziła. A to nie był zły człowiek: łagodny, dobry. Ale dla niej mężczyzna, znaczy „aktywny”. Nie mogła znieść jego nieróbstwa.

    Może wpadł w depresję?
    A skąd, zwyczajny leniuch.

    Nie wiedziała o tym, zanim się związali?
    Gdy go poznała, on miał etat w budżetówce, od 8 do 16, pracował siłą rozpędu. Złapał ten lukratywny kontrakt w USA, pojechał, nachapał się i uznał, że musi potem odpocząć.

    Czemu mężczyźni tak łatwo wycofali się z pozycji fighterów, samców alfa, którzy troszczyli się o swoje samice?
    Bo to wygodne! Zmieniły się role społeczne, a panom to specjalnie nie przeszkadza. Kiedyś musieli zarabiać na rodzinę, później kobiety wywalczyły sobie prawo do pracy i zarobków – czemu panowie mieli im w tym przeszkadzać?

    Tu dochodzimy do modelu kobiety modliszki i mężczyzny trutnia, potrzebnego wyłącznie do zapłodnienia – skoro samica umie sama zarobić, zająć się domem i dzieckiem.
    Ale jest jeszcze potrzeba miłości, i ona pozostaje bardzo wielka. Jest potrzeba seksu. Nie jesteśmy stworzeni do życia w samotności, nawet wyzwolona, niezależna kobieta potrzebuje kochać i być kochana. Nawet jeśli twierdzi, że mężczyźni są jej niepotrzebni, ja w tym słyszę płacz zranionej duszy. Każda chce być przytulona, dokochana.

    I dlatego każdy leń w końcu i tak sobie znajdzie panią, która będzie go obsługiwać?
    Tak, bo żaden „dochodzący” kochanek nie zapewni tego poczucia ciepłego miłosnego gniazdka, o którym kobiety marzą. Co nie zmienia faktu, że panie są świadome zagrożeń, tego, że związek może się rozpaść. I to na niej będzie spoczywać odpowiedzialność za dzieci. Wiadomo, jak jest z alimentami – ojciec może zarabiać miliony, a wykazywać oficjalnie półtora tysiąca i uchylać się od odpowiedzialności. Dlatego kobiety dbają, by w razie czego umieć zbudować swoje własne poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego, bez mężczyzny.

    Z tego wynika, że kobiety muszą być dziś silniejsze od mężczyzn, i na ogół są. W naszej rozmowie częściej wspomina pan o słabych mężczyznach niż o słabych kobietach.
    Tu zgoda, bez dwóch zdań. Mężczyźni są dziś słabszą płcią. Moim zdaniem to jest kwestia kompletnego braku zahartowania. Kiedyś młody mężczyzna chciał, nie chciał szedł do wojska i wracał stamtąd mocniejszy. Dziś nawet zawodowi żołnierze wracają z pola walki z zespołem stresu pourazowego i latami liżą rany. A mówię to jako stary żołnierz. Mężczyźni są coraz słabsi psychicznie, rosną w warunkach cieplarnianych, bez konieczności mierzenia się z przeszkodami, przechodzenia przez rytuały inicjacyjne w młodości.

    Kobiety rosną w tych samych co oni warunkach cieplarnianych – bez wojny, głodu, zarazy, odpukać. Dlaczego się nie rozhartowały?
    Wielokrotnie wracam do czynnika macierzyństwa. Ciąża nie dotyczy mężczyzn, poród też nie, nawet jeśli panom się tak czasami wydaje. Święty Boże nie pomoże, kobieta wie, że z tym musi się uporać sama.

    Pana zdaniem ten jeden epizod z życia kobiety – ciąża, poród – determinuje naszą twardszą naturę?
    Tak, uważam, iż biologia obmyśliła, że z tego względu kobiety są znacznie silniejsze psychicznie. Są zdane na siebie i wiedzą o tym. Mężczyzna przy porodzie jest potrzebny mało, a przy małym dziecku często nie ma go wcale. Bezsenne noce to domena kobiet. Gorączki, biegunki, wysypki też. Mężczyźni bardzo rzadko potrafią stanąć na wysokości zadania i zdjąć z partnerki poczucie wyłącznej odpowiedzialności. Ta świadomość je hartuje.

    Dlaczego tak jest?
    Bo kobieta jest zaprogramowana na gniazdo; żeby w nim się krzywda małemu nie działa. Gniazdo jest dla niej priorytetem: porządek, pełna lodówka, wyprane ubranie, kupione podręczniki. Mężczyzna, jeśli źle się poczuje w tym gnieździe, bo nagle sam będzie musiał o tym wszystkim myśleć, wyfrunie. Ugnie się pod ciężarem obowiązków. Kobieta sobie na to nie pozwoli.
    Niech pani spojrzy na kraje arabskie: kobiety pracują w polu czy w domu, a mężczyźni siedzą i kawę piją. I tak cały dzień. W niektórych kulturach jest większa akceptacja dla takich układów, w innych mniejsza. U nas jeszcze dość niewielka: mężczyzna, którego utrzymuje kobieta i któremu ona organizuje całe życie, nie cieszy się szacunkiem społecznym. Ale w ostatnich dekadach systematycznie wzrasta liczba związków, w których rządzą panie.

    Z czego to wynika?
    Moim zdaniem jest w tym wina prawdziwie nadopiekuńczych matek. Mężczyzna spod jej skrzydeł trafia pod skrzydła partnerki, która mu mamę zastępuje, we wszystkim go wyręcza. W dzieciństwie mama mu kupowała buty, koszule, gotowała, prała, prasowała, a on miał tylko się uczyć. Niczego od niego nie wymagano, nie było konsekwencji za niewypełnione obowiązki itp. Teraz ma tylko chodzić do pracy, a wszystkim innym zajmuje się żona, bo on już inaczej nie umie. Nie potrafi prowadzić swoich spraw.

    Czyli taką sytuację raczej wymusza nieporadność mężczyzn, ich oczekiwanie „bycia zaopiekowanym” czy też jakaś tendencja kobiet do dominowania, wchodzenia w rolę nieustannego kierownika wycieczki?
    To wszystko jest konsekwencją tzw. bezstresowego wychowania – nie daj Boże, żeby kobieta miała się związać z tak wychowywanym mężczyzną: nieodpowiedzialnym, egocentrycznym. Takiemu będzie niezwykle trudno się zmienić. Prędzej rozstanie się z partnerką, która będzie miała dość matkowania mu, i będzie szukał kolejnej matki zastępczej.
    A wszystko wynika z zaniku tradycyjnych ról płciowych. Skoro kobiety poszły do pracy i zarabiają pieniądze, to mężczyźni wchodzą w rolę dużych dzieci swoich partnerek. Bo już nie muszą ponosić odpowiedzialności. A ich matki wychowały ich bezstresowo, podświadomie chcąc zagłuszyć poczucie winy, że nie mają dla synka czasu, nie poświęciły mu dość dużo uwagi, bo chodziły do pracy.

    I jak mężczyźni znoszą tę nową siłę kobiet, ich rosnącą pozycję, ambicje, kwalifikacje, wykształcenie, zarobki?
    To zawsze zależy od danego mężczyzny, od tego, jaką on sam osiągnął pozycję. Jeśli partner czuje się silny w swojej roli męskiej, dowartościowany, to potrafi wejść w rolę partnerską, może się cieszyć sukcesami kobiety. Natomiast jeżeli mężczyzna ma problem z zaspokajaniem swoich aspiracji, to będzie głosił pogląd, że miejscem kobiety jest kuchnia, a jeśli jakaś robi karierę w jego firmie, to na pewno przez łóżko.

    A jako lekarz widzi pan u mężczyzn narastanie jakichś schorzeń, zaburzeń z powodu rosnącej pozycji kobiet?
    Na pewno widać narastanie zjawiska zaniku seksu w związkach. Często jest tak, że mężczyzna, którego partnerka zdystansowała w sferze zawodowej, traci ochotę na seks. To jest mechanizm nieuświadamiany przez mężczyzn, ale często staje się on przyczyną małżeńskiej oziębłości. On unika seksu, choć ona się stara, zabiega o te kontakty. I czuje się opuszczona.

    Myślałam, że panowie mogą sobie rekompensować niedostatki w karierze dominacją w łóżku. Tam mogą być tym samcem alfa.
    To tak nie działa. Jeżeli kobieta lepiej sobie radzi zawodowo, mężczyzna czuje się zagrożony w swojej roli męskiej, narasta w nim frustracja. On na co dzień nie ma poczucia, że jest samcem alfa, czuje się sprowadzony do mało znaczącej roli. I jeszcze ma zaspokajać kobietę seksualnie? Niedoczekanie! Tym bardziej że dla kobiety też jest ważne, z kim idzie do łóżka, i on zdaje sobie sprawę, że mężczyzna sukcesu będzie bardziej pociągający. Im więcej kobieta ma własnych sukcesów, tym trudniej jest mężczyźnie być dla niej „kimś”. Ale wcale nie musi chodzić o pieniądze. Znam związek, w którym ona zarabia kilkakrotnie więcej niż jej partner, bo prowadzi butik z luksusowymi ciuchami. Ale on ją fascynuje erudycją, inteligencją. I wszystko gra.
    Mężczyzna, który wie, że nie ma w żadnym obszarze wysokiej pozycji, rzadko będzie szczęśliwy z tego tylko powodu, że będzie świetnym kochankiem. To zadowoli tylko mężczyznę w typie Casanovy – który wie, że ma prawdziwy seksualny talent, i czerpie satysfakcję z obdarzania tym talentem swojej partnerki.
    Na ogół raczej jest tak, że mężczyzna sfrustrowany w swojej męskiej roli będzie jeszcze oczekiwał, by to partnerka o niego zabiegała w sferze seksu. W ten sposób będzie się podbudowywał.

    Od siebie słowem:
    Byłem raz na spotkaniu w SWPS Sopot, bodajże na temat współczesnego kryzysu męskości.
    Tezą było to, że po II wojnie światowej ojcowie poszli do pracy ze wsi do miast przez co stracili kontakt z synami. Wcześniej synowie "kręcili się z ojcem na podwórku" przy różnych pracach, więc ten kontakt był. Przez emigrację zarobkową matki zaczęły wychowywać synów a ojcowie stali się nieobecni, relacje znacznie się osłabiły przez co może to być też częściowo odpowiedzią na pytanie "Gdzie podziali się Ci mężczyźni". Ale to jedna z wielu przyczyn.

    Fragment pochodzi z książki: Zbigniew Lew-Starowicz. „Lew-Starowicz o kobiecie”.

    Lew-Starowicz o kobiecie - zachęcam do kupna
    Link do lubimyczytac.pl

    #zdrowyseks #zdrowerelacje #zwiazki #seks

    pokaż spoiler PS. Jeśli macie propozycje lub pytania to śmiało, postaram się coś odkopać na dany temat.
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika zamioculcas

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (3)