•  

    pokaż komentarz

    Świetna książka, polecam wszystkim osobom zainteresowanym historią Zumbacha!

    źródło: ecsmedia.pl

  •  

    pokaż komentarz

    Zumbach uczył się od najlepszych: „Największym z moich nowych bogów, przed którym musiałem paść na kolana był słynny podpułkownik Leopold Pamuła, którego czyny i sława głośne były we wszystkich pułkach Polski. Wizyta u niego pozostanie mi na zawsze w pamięci.” Pamuła przyjął nowoprzybyłych żółtodziobów w swoim pokoju. Kiedy tam weszli poczuli się jak w celi zakonnika. Całym wyposażeniem kwatery były trzy kufry, między którymi stało polowe łózko. Na ścianie wisiał portret młodej kobiety i regulamin służby. Jeden z kufrów pełnił rolę stołu. Stały na nim butelki z wódką i talerz z plasterkami szynki. Nagle zniknęła gdzieś oschłość i służbistość podpułkownika, stał się serdeczny i przyjacielski. Piloci wyszli z jego kwatery późną nocą, kiedy zabrakło alkoholu. Następnego dnia rano ustawił całe to skacowane i chwiejące się na nogach towarzystwo przed hangarem i rozkazał im… kręcić akrobacje nad lotniskiem przez pół godziny.
    - Trochę świeżego powietrza dobrze wam zrobi. – mówił – No, chyba, że nie czujecie się na siłach. Wtedy bardzo chętnie odeślę was do bombowców lub obserwatorów.
    Takie zesłanie było dla pilota myśliwskiego najgorszym upokorzeniem. Ogarnęli się więc i pobiegli do samolotów.
    Jan Zumbach wspomina w książce, że następne pół godziny wracało do niego jeszcze wiele lat później w sennych koszmarach. Potwornie skacowany wspiął się na wyżyny swoich umiejętności pilotażowych i wykręcił nad lotniskiem pełną skalę figur akrobatycznych, przyozdobiwszy je kilkoma manewrami własnego pomysłu. Kiedy wylądował przed hangarem i z pomocą mechanika wyszedł z kabiny podpułkownik skwitował jego wyczyny słowami „To było zaledwie na trójkę. Niech pan pracuje więcej, to może kiedyś będzie pan wyglądał jak cień pilota.”. Po czym odszedł zostawiwszy Zumbacha oszołomionego tym, co usłyszał. Spodziewał się bowiem pochwały…
    Godzinę później podpułkownik ponownie zebrał swoich pilotów przed hangarem. Kiedy go zobaczyli oniemieli ze zdumienia. Był koniec lipca, żar lał się z nieba, a podpułkownik Pamuła wyszedł z hangaru ubrany w futrzany kombinezon, czapkę pilotkę i podbite futrem buty. Wsiadł do wysłużonego samolotu R-XIII służącego do lotów bez widoczności. Następnie dał niezwykły popis. Kręcił beczki na wysokości kilkunastu metrów, wspinał się samolotem pionowo w górę, by następnie spaść korkociągiem i wyrównać dosłownie metry nad ziemią. Wykonywał najtrudniejsze figury tuż nad dachami hangarów. Obserwujący go piloci zamarli w przerażeniu. Byli pewni, że za chwilę dojdzie do katastrofy.
    W końcu stary grat wylądował i podjechał pod hangar. Z kabiny wysiadł podpułkownik Pamuła… kompletnie nagi! Rozebrał się podczas lotu, kręcąc niewiarygodne akrobacje! Przemaszerował przed dwuszeregiem lotników, którzy nie mogli uwierzyć w to, co właśnie zobaczyli. Żaden z nich nie miał wątpliwości, że mają przed sobą boga pilotażu.

  •  

    pokaż komentarz

    Bardzo mnie bawi akcja gdzie Zumbach stacjonował blisko frontu który był już w Niemczech . Po libacji jeden z jego kolegów powiedział, że musi wracać samolotem do innej jednostki na co Zumbach zgłosił się na ochotnika który "odprowadzi" go do jednostki. No co dwie głowy to nie jedna. Po starcie Zumbach jako naczelny smieszek polskiego lotnictwa obrał kurs przeciwny do wymaganego i z kolegą wlecieli za linię frontu gdzie zostali obaj zestrzeleni i pojmani do obozu jenieckiego w którym po pewnym czasie Zumbach został naczelnikiem bo wojna akurat się skończyła a on był najwyższy stopniem :D No koleś był turbo Asem ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    No kurczę prawdziwy Polak!!!!